Logo Przewdonik Katolicki

Kliknij za życiem

Łukasz Kaźmierczak
Fot.

Z zegarkiem w ręku zajęło mi to dokładnie półtorej minuty. Podpisałem się pod petycjąw sprawie prawnej ochrony życia od chwili poczęcia, bo gra idzie o wielką stawkę: aborcja to dziś główna przyczyna śmierci w Europie. Każdego roku z tego tytułu ginie prawie 3 mln niewinnych dzieci.

Z zegarkiem w ręku zajęło mi to dokładnie półtorej minuty. Podpisałem się pod petycją w sprawie prawnej ochrony życia od chwili poczęcia, bo gra idzie o wielką stawkę: aborcja to dziś główna przyczyna śmierci w Europie. Każdego roku z tego tytułu ginie prawie 3 mln niewinnych dzieci.  

W czasach kiedy poglądy na gospodarkę, podatki i politykę zagraniczną zacierają się coraz bardziej, do głosu zaczynają za to dochodzić wyraźne różnice światopoglądowe w kwestiach moralnych i obyczajowych. Co gorsza, owo ideologiczne starcie na Starym Kontynencie zaczyna przypominać brutalne, siłowe przeciąganie liny. Strona, nazwijmy ją, „lewicowo-postępowa”, coraz mniej zainteresowana jest bowiem racjonalną wymianą argumentów, a coraz bardziej popada w ideologiczne zacietrzewienie, podejmując przy tym próby siłowego forsowania swoich racji. I przed takimi próbami trzeba się bronić ze wszystkich sił i przy użyciu wszelkich prawnie dostępnych środków.
 
Presja nieustająca
Teoretycznie zapisy europejskich traktatów gwarantują, że wszelkie kwestie moralne i
światopoglądowe zostały wyjęte z unijnego ustawodawstwa i pozostawione w wyłącznej gestii poszczególnych państw członkowskich. Ale zapisy na papierze to jedno, a praktyka zupełnie co innego. Weźmy choćby Parlament Europejski, w którym co chwila przegłosowywane są rezolucje wzywające „nieprawomyślne” państwa do dostosowania swojego prawodawstwa do „postępowych” zasad unijnej większości. Zupełnie tak, jakby kwestie dotyczące „życia i śmierci” mogły podlegać jakimś chwilowym, chwiejnym frakcyjnym ustaleniom i jakiemukolwiek głosowaniu. Na szczęście, jak na razie „zakon ma jeszcze zbyt krótkie ręce” – właśnie ze względu na unijne traktaty – ale presja wywierana na poszczególne kraje jest z miesiąca na miesiąc coraz większa. Uczciwie trzeba jednak przyznać, że zdecydowana większość polskich europarlamentarzystów (z wyjątkiem przedstawicieli naszej rodzimej lewicy) akurat w tej kwestii prezentuje zgodne stanowisko, sprzeciwiając się próbom ideologicznej ingerencji w naszej prawodawstwo.
Jeszcze bardziej brutalnie poczyna sobie Rada Europy – organizacja niebędąca wprawdzie organem Unii Europejskiej, ale z założenia promująca wartości preferowane w dzisiejszej UE.
W ujęciu Rady Europy prawa człowieka pojmowane są zresztą na wskroś ideologicznie, a na ich czele znajduje się oczywiście przyznanie przywilejów małżeńskich dla osób homoseksualnych oraz powszechne prawo do aborcji „na życzenie”. Głównym zajęciem RE jest więc seryjne produkowanie raportów potępiających takie „zacofane” kraje jak Polska, Malta czy Irlandia, których ustawodawstwa antyaborcyjne mają rzekomo uderzać w wolność kobiet i nie gwarantować im prawa „wyboru”. Te wszystkie raporty nie mają oczywiście żadnej mocy prawnej, ale kropla drąży skałę… Już dziś widać zresztą, że presja Rady Europy znajduje swoje odzwierciedlenie w niektórych wyrokach Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Zwracał na to uwagę kilka dni temu dr Grégor Puppinck, dyrektor European Centre for Law and Justice, który na łamach „Naszego Dziennika” przypomniał o sprawie „A, B i C przeciwko Irlandii” z grudnia 2010 r., w której Trybunał „potępił ten kraj za regulacje prawne dotyczące aborcji, mimo iż Europejska Konwencja Praw Człowieka nie zawiera prawa do aborcji”.

 

Nowe listy proskrypcyjne
Wszelkie dopuszczalne granice demokratycznych reguł i zwyczajnej ludzkiej przyzwoitości przekroczyło jednak Europejskie Parlamentarne Forum ds. Populacji i Rozwoju (EPF), ogłaszając kilkanaście dni temu specjalne „czarne listy” zawierające dane na temat aktywistów i organizacji „obrońców życia” z 32 państw europejskich, sprzeciwiających się postawie „pro choice” (czyli wspomnianemu kobiecemu prawu wyboru). Taka praktyka musi rzecz jasna rodzić od razu paskudne skojarzenia z czasami totalitaryzmu i złowieszczych „list proskrypcyjnych” zawierających nazwiska przeciwników przeznaczonych do „eliminacji”. To już nie jest tylko w miarę łagodna presja, ale bezpośrednie wskazanie z nazwiska wrogów „wolnego wyboru”: ze zdjęciami, notą biograficzną i zestawieniem wypowiedzi charakteryzujących ich postawę „przyjazną życiu”. „Wciągnięcie do rejestru oznacza ni mniej, ni więcej tylko poddanie konkretnych osób czy instytucji monitoringowi, by w odpowiednim momencie uderzyć w nie za pomocą środków medialnych i prawnych” – skomentował to historyk z Uniwersytetu Europejskiego w Rzymie prof. Roberto de Mattei, który umieszczony został na liście EPF jako jeden z najważniejszych aktywistów ruchu pro-life. Tak właśnie rodzi się totalitaryzm.
Wśród tych, którzy zostali zaklasyfikowani jako anti-choice („przeciw wyborowi”)
znalazło się również kilkadziesiąt polskich podmiotów – m.in. „Nasz Dziennik”, Radio Maryja, Telewizja Trwam, Fronda, Katolickie Stowarzyszenie Dziennikarzy, Polska Federacja Ruchów Obrony Życia, Forum Kobiet Polskich, Fundacja Pro – Prawo do Życia, Fundacja Rodzin Adopcyjnych, Stowarzyszenie Katolickiej Młodzieży Akademickiej oraz Ruch Czystych Serc. Uff… paranoja. Już sam ten skład świadczy dobitnie o kompletnej abstrakcyjności kryteriów umieszczania na liście, ale także o jej wyraźnym nastawieniu antyreligijnym. To musiał tworzyć jakiś zapiekły, zaślepiony wojujący  ateista w rodzaju aktywistów z hufców Palikota. I tak rzeczywiście po części jest: EPF to pozarządowa organizacja skupiająca parlamentarzystów z różnych krajów Europy, której głównym celem pozostaje promowanie antykoncepcji, walka o prawa kobiet, w tym swobodne prawo do aborcji, a także propagowanie zasad „zdrowia reprodukcyjnego”, „planowania rodzicielstwa” i innych eufemistycznych określeń oznaczających de facto zabijanie dzieci poczętych. W jej skład wchodzi m.in. Polska Parlamentarna Grupa na rzecz Populacji i Rozwoju, w której znajdziemy posłów i senatorów SLD, Ruchu Palikota, a nawet pojedynczych parlamentarzystów z PO i PSL. EPF nie jest więc bynajmniej niewinną, mało znaczącą, kanapową organizacją – przeciwnie, skupia wpływowych polityków i zajmuje się profesjonalnym proaborcyjnym lobbingiem m.in. poprzez sporządzanie ekspertyz i opinii dla oenzetowskich agend oraz międzyrządowych i pozarządowych organizacji.
 
Jeden milion podpisów
Odpowiedź na tego typu działania może być tylko jedna: trzeba chwycić nasza końcówkę ideologicznego sznura i trzymać ją krzepko w dłoni. Na dobre zorganizowanie i nowe inicjatywy zwolenników aborcji trzeba odpowiedzieć jeszcze większym i jeszcze bardziej zorganizowanym działaniem ze strony „obrońców życia”. Jedną z takich nowoczesnych form
skutecznej obrony fundamentalnych zasad – nie tylko chrześcijańskich, ale w ogóle cywilizacyjnych – jest głośna w ostatnim czasie inicjatywa „Jeden z nas” włoskiej Fundacji Vita Nova. Jednym z jej  pomysłodawców jest włoski poseł do Parlamentu Europejskiego Carlo Casini, będący także prezesem Ruchu na rzecz Życia we Włoszech. Nawiasem mówiąc, Casini znalazł się także  na „czarnej liście” EFP: przy jego notce znajduje się nawet zdjęcie, na którym eurodeputowany ściska dłoń Benedykta XVI.
Pomysł akcji „Jeden z nas” jest prosty: chodzi o wykorzystanie, przewidzianej w traktacie lizbońskim, możliwości inicjatywy obywatelskiej, do rozpoczęcia debaty i prac na aktem prawnym, który uznałby, że poczęte dziecko jest człowiekiem oraz przyznałby każdemu człowiekowi prawa do życia od chwili poczęcia. „Przedmiotem kampanii jest prawna ochrona godności, prawa do życia i integralności każdej istoty ludzkiej od poczęcia w obszarach kompetencji UE, w których taka ochrona jest szczególnie istotna” – czytamy na stronach Inicjatywy.
Aby taka debata mogła się jednak rozpocząć, potrzebne jest zebranie przynajmniej miliona podpisów w minimum siedmiu państwach Wspólnoty. Akcja ich zbierania rozpoczęła się pod koniec grudnia ub. r. i potrwa do listopada. Czasu jest więc niewiele. Oczywiście, nie łudźmy się, że zwolennicy „pro-choice” poddadzą się bez walki, a cała Unia Europejska jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zmieni nagle swoje podejście do ochrony życia ludzkiego. Ale takie próby podejmować trzeba nieustannie, choćby tylko po to, żeby pokazać siłę głosu strony opowiadającej się „za życiem”. I jeszcze jedno: jak stwierdził w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” sam Carlo Casini, „dzięki inicjatywie będzie można rozbudzić sumienia ludzi i narodów, szczególnie mieszkańców tych państw, w których, tak jak we Włoszech, aborcja jest dozwolona”.
 

Podpisy pod inicjatywą „Jeden z nas” mogą składać osoby, które ukończyły 18 lat i są obywatelami państw członkowskich Unii Europejskiej. Można to zrobić, wypełniając
formularz na stronie internetowej www.oneofus.eu lub podpisując się na odpowiedniej wydrukowanej karcie. Na stronie inicjatywy „One of us” znajduje się formularz do głosowania: https://ec.europa.eu/citizens-initiative/ECI-2012-000005/public/signup.do.
Wszystkie podpisy zostaną przekazane do Komisji Europejskiej. Termin ich złożenia upływa 1 listopada.
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki