Logo Przewdonik Katolicki

To nie bajka

Natalia Budzyńska
Fot.

Polskie filmy animowane odnoszą na świecie sukcesy. Nasza animacja znana jest od lat 60. XX wieku, kiedy to stała się wizytówką naszego kina. Oscary, międzynarodowe nagrody, przeglądy na prestiżowych festiwalach, wystawy. Tymczasem wciąż dla wielu Polaków film animowany to synonim kreskówki dla dzieci.

 

Oprócz animowanych bajek dla dzieci istnieje coraz większy rynek filmów animowanych dla dorosłych. Animacja dziś przeżywa rozkwit dzięki rozwojowi technologii. W każdym niemal filmie jej zasady wykorzystywane są przy pracy nad efektami specjalnymi. Również kino autorskie zauważyło w animacji wspaniałą formę, która może przekazać najważniejsze emocje. Powstają długometrażowe filmy w całości animowane poruszające problemy dla dorosłych. Rewelacyjny Walc z Baszirem przełamał granice gatunków. Izraelski twórca, Ari Folman, opowiedział swoją własną historię wojenną. Ten film pokazuje proces przypominania traumatycznych przeżyć z wojny izraelsko-palestyńskiej, a sceny masakry w Libanie nie mają sobie równych w kinie. I wcale nie ze względu na drastyczność, ale na ładunek emocjonalny. W filmie opartym na faktach animację wykorzystał także w 2011 r. rumuński reżyser Anca Damian. Film Na drugą stronę opowiada historię rumuńskiego więźnia, który zmarł na skutek głodówki w krakowskim areszcie w 2008 r. O autentycznych przeżyciach mówi film Persepolis z roku 2007. Czarno-biała animacja opowiada o dorastaniu w kraju opanowanym przez rewolucję islamską. Animowane filmy dla dorosłych pokazują uniwersalne problemy i są coraz bardziej lubiane przez twórców, choć wciąż ich miejsce jest w niszy. Mimo że wygrywają festiwale, to nie wchodzą w obieg popkultury, bo ich miejsce do niej nie należy. Polska współczesna animacja nie ma łatwo, animator pracuje długo, a produkcja kosztuje sporo. Dziś, kiedy odpowiedni sprzęt nie jest problemem, w cenie jest pomysł. Polskie animacje, krótkie metraże, wygrywają festiwale, poświęcane są im wystawy i retrospektywne przeglądy, a my wciąż o nich niewiele wiemy, bo animacja została zepchnięta do podziemia.

 

Uczyć i bawić!
Polska animacja ma już ponad 100 lat, a jej prekursorem był entomolog amator Władysław Starewicz. Był rok 1910, a on chciał sfilmować walczące żuki jelonki. Na świecie już wymyślono metodę zdjęć poklatkowych (1900 r.) i wyprodukowano pierwszy film animowany na taśmie filmowej (1906 r.). Ale to Starewicz nakręcił pierwszy na świecie obraz animowany w technice stop-motion, pierwszy w historii film lalkowy. Głównym bohaterem Pięknej Lukanidy były żuki, którymi Starewicz odpowiednio manipulował. Premiera filmu odbyła się w Moskwie w 1912 r., a twórca wkrótce wyjechał do Paryża uczyć się nowych technik. Jednak kiedy w latach 30. amerykański reżyser i producent Walt Disney utworzył wytwórnię produkującą filmy rysunkowe, w Polsce była to domena awangardowych niszowych twórców. Z tych wczesnych polskich filmów właściwie nic się nie zachowało. Po wojnie garstka animatorów miała jeszcze trudniej, brakowało przecież dosłownie wszystkiego. Według Polski Ludowej początki polskiej animacji to stworzenie przez Zenona Wasilewskiego krótkometrażowego Za króla Krakusa. Jednak wypada pamiętać o Stefanie i Franciszce Themersonach, którzy w 1945 r. stworzyli film Oko i ucho – autorską interpretację Słopiewni Szymanowskiego i Tuwima. Ale dla władzy ludowej awangarda nie istniała, więc o niej nie wspominano. Lalkowy filmik Wasilewskiego, który powstawał w jego prywatnym mieszkaniu w Łodzi (jednocześnie była to siedziba Studia Filmów Kukiełkowych „Filmu Polskiego”) na urządzeniach własnej produkcji, zdobywał nagrody na zagranicznych festiwalach. Po tym niewątpliwym sukcesie Wasilewski zrealizował film Pan Piórko, który został oskarżony o formalizm i powędrował na półkę. Socrealizm zapragnął zapanować także nad raczkującym filmem animowanym. Miał być przeznaczony wyłącznie dla dzieci i powinien stać się narzędziem kształtującym społeczne i moralne poglądy najmłodszych Polaków. Miał przede wszystkim uczyć i przy okazji bawić. Treść miała być wobec tego przekazana prosto i nieskomplikowanie, każdy niezrozumiały dla cenzora film oskarżano o formalizm. Takie oskarżenie zamykało twórcy drogę na ekrany. Powstawały więc filmy ideologiczne, dydaktyczne i po prostu słabe, bez żadnych walorów artystycznych.
 
Polska Szkoła Animacji
Za czas przełomowy dla polskiej animacji uznaje się rok 1960. Ale już pod koniec lat 50. XX w. pojawiła się fala twórców, eksperymentatorów, artystów, dla których animacja stała się wspaniałym narzędziem: Walerian Borowczyk, Jan Lenica, Julian Antonisz „Antoniszczak”, Witold Giersz, Stefan Schabenbeck, Ryszard Czekała – to nazwiska znane dziś na całym świecie. Za zwiastun tego artystycznego fermentu w filmie animowanym uznaje się Był sobie raz… z 1957 r., autorstwa Jana Lenicy i Waleriana Borowczyka, artystów plastyków. Był to formalny eksperyment. Ledwie zarysowująca się fabuła stanowiła tylko pretekst do zabawy kształtami, obrazami, ożywionymi kolażami. Artyści zrealizowali jeszcze bardziej awangardowy Dom w 1958 r., zupełnie pozbawiony fabuły, i za ten surrealistyczny obraz otrzymali nagrodę w Brukseli, a ich filmy uważa się w animacji za początek kina autorskiego dla dorosłych. Nadszedł czas, gdy w świadomości międzynarodowej widowni zaistniało pojęcie Polskiej Szkoły Animacji. Animacje polskich twórców pojawiały się na wszystkich festiwalach na świecie i zdobywały nagrody. W 1963 r. za granicę sprzedano aż 162 filmy animowane, dziesięć lat później eksport polskiej animacji był bardziej dochodowy niż filmów fabularnych. W latach 70. powstało Studio Filmów Animowanych w Krakowie, które zajmowało się produkcją animacji dla dorosłych. To tam powstały filmy czerpiące tematy ze zwykłego życia oparte na bardzo wyrazistej plastyce. Tam tworzył Julian Józef Antonisz „Antoniszczak”, który wypracował oryginalne sposoby ręcznego tworzenia filmów bez użycia kamery. Jego przyrządy i warsztat pracy można oglądać na otwartej niedawno wystawie w warszawskiej Zachęcie.
 
Powrót do rękodzieła
Oscar dla Zbigniewa Rybczyńskiego za Tango w 1980 r. otworzył nową epokę w historii polskiej animacji. W roku 2008 dołączył do niego film Piotruś i wilk angielskiej reżyserki Suzie Templeton zrealizowany w Łodzkiej Wytwórni „Se-Ma-For” z udziałem polskich twórców. Dużo mówiono o nominacji do Oscara Katedry Tomasza Bagińskiego. Najciekawszym dorobkiem wśród polskich twórców może poszczycić się Piotr Dumała, wynalazca techniki animacji obrazów malowanych na gipsowych płytach. Franz Kafka z 1999 r. czy Zbrodnia i kara z 2000 r. to wybitne osiągnięcia polskiej animacji artystycznej. Dumała jest też autorem eksperymentalnego filmu Las (2009), którego akcja toczy się w dwóch czasoprzestrzeniach. Jedna zrealizowana jest w konwencji filmu aktorskiego, druga rozgrywa się w planach animowanych. Tematem jest relacja ojca z synem. Powstał przejmujący film o uniwersalnej wymowie, pełen symboli i podejmujący ważne problemy. Warto wymienić jeszcze nazwiska Mariusza Wilczyńskiego, znanego z oprawy plastycznej TVP Kultura, czy Marka Skrobeckiego, który ożywia kukły wielkości człowieka.
W dobie totalnej komputeryzacji najmłodsze pokolenie animatorów powraca do rękodzieła. Niektórzy wręcz używają najprostszych narzędzi i tradycyjnych technik. Choć sami się od tego odżegnują, jasno widać, że powracają do złotych czasów twórców Polskiej Szkoły Animacji. To bardziej kino plastyków niż grafików komputerowych. Na przekór nowinkom technologicznym fascynują się wczesnym kinem, minimalistycznym, pozbawionym dialogów, zafascynowanym ruchem. Do tego podejmują tematy owiane filozoficzną nutą, wielopiętrowe fabuły, skrywające wiele poziomów odczytania. Egzystencjalne, mroczne tematy nie przynoszą komercyjnego sukcesu, brak komputerowych fajerwerków również. To nie jest familijna animacja. Paweł Sitkiewicz w książce Polska szkoła animacji napisał: „Znaczenia polskiej szkoły nie można jednak mierzyć liczbą nawiązań i skalą kontynuacji. O jej randze świadczy rola, jaką odegrała w czasach swojej świetności, stając się – na przekór systemowi, modom i rewolucjom technologicznym – manifestacją wyobraźni uwolnionej zarówno spod presji komercyjnej, jak i politycznej, zadając kłam przeświadczeniu, że we współczesnym kinie wszystko już zostało powiedziane. Animacja, ten rozległy poligon doświadczalny nowych technik i stylów filmowych, nieraz jeszcze udowodni, że X muza nie odkryła przed nami wszystkich sekretów”.
 

 

Antonisz: Technika jest dla mnie rodzajem sztuki, Zachęta Narodowa Galeria Sztuki, Warszawa
Wystawa twórczości Juliana Antoniszczaka – współzałożyciela legendarnego Studia Filmów Animowanych w Krakowie, reżysera eksperymentalnych animacji i autora pełnych surrealistycznego humoru „animowanych dokumentów”. Oprócz prezentacji bogatego dorobku filmowego Antonisza pokaz koncentruje się na ukazaniu nie mniej fascynującego warsztatu artysty.
Ekspozycja jest czynna do 17 marca.
 

Festiwale filmów animowanych w Polsce:
XVIII Ogólnopolski Festiwal Autorskich Filmów Animowanych OFAFA, Kraków, 14-16 marzec 2013 I Ogólnopolski Festiwal Polskiej Animacji 5.04 – 9.06.2013, cała Polska
6. Międzynarodowy Festiwal Filmów Animowanych „Animator”, Poznań, 13-18 lipca 2013

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki