Z wizytą u Hildegardy

Za kilka dni, 17 września, ulicami miasteczka Rüdesheim przejdzie procesja z relikwiarzem św. Hildegardy, ogłoszonej rok temu przez Benedykta XVI doktorem Kościoła. Od połowy sierpnia miasteczko pełne jest turystów, którzy delektują się tutejszymi rieslingami podobno najlepszymi na świecie. Poza winnym sezonem przyjeżdżają tu tylko pielgrzymi do świętej Hildegardy.
Czyta się kilka minut

 

Za kilka dni, 17 września, ulicami miasteczka Rüdesheim przejdzie procesja z relikwiarzem św. Hildegardy, ogłoszonej rok temu przez Benedykta XVI doktorem Kościoła. Od połowy sierpnia miasteczko pełne jest turystów, którzy delektują się tutejszymi rieslingami – podobno najlepszymi na świecie. Poza winnym sezonem przyjeżdżają tu tylko pielgrzymi – do świętej Hildegardy.

Odkąd Benedykt XVI rozszerzył liturgiczny kult Hildegardy na cały Kościół, pielgrzymów jest więcej, bo przyjeżdżają z całej Europy. Wcześniej Hildegarda była czczona tylko w Kościele niemieckim. Benedykt XVI przyznawał, że była ona jedną z jego mistrzyń duchowych. Ja poznałam Hildegardę dzięki muzyce i znakomitym wykonaniom zespołów specjalizujących się w muzyce średniowiecznej. Jeszcze więcej zwolenników ma Hildegarda wśród osób preferujących zdrowe odżywianie – jej przepisy dietetyczne robią teraz furorę. Wprawdzie o Hildegardzie mówi się, że jest „z Bingen”, jednak próżno tam szukać jej śladów. Urodziła się w 1098 roku w Bermersheim, a wzrastała w opactwie w Disibodenbergu, po którym pozostały zarośnięte chaszczami ruiny. Hotele nad Renem, które wydawały się malowniczo położone, były odgradzane z powodu hałasów powodowanych przez często przejeżdżające pociągi. Pociągi z Frankfurtu do Koblencji jeżdżą wzdłuż Renu po obu jego brzegach. Wybrałam niewielki pensjonat w Rüdesheim, leżącym po drugiej stronie Renu, dokładnie naprzeciwko Bingen. Pojechałam zobaczyć okolice, w których żyła św. Hildegarda. Towarzyszyła mi od samego początku. „Będzie miała pani piękny widok z okna” – powiedziała gospodyni, wręczając klucz do pokoju. To był widok na rozległą winnicę, a na horyzoncie, na wzgórzu – opactwo św. Hildegardy.

Serce i język

Dzisiaj Eibingen jest częścią 10-tysięcznego Rüdesheim. Poza sezonem winobrania (a wtedy podobno zjeżdża tu aż milion turystów) można tu spotkać jedynie grupki chińskich turystów i niemieckich seniorów. Okolica jest przepiękna: malownicze wzgórza wyrastające wprost z brzegów Renu, który wije się tutaj, odsłaniając coraz piękniejsze widoki. Kilka kilometrów dalej znajduje się otoczona legendami słynna skała Lorelei. W okolicy mnóstwo zamków – odnowionych i prywatnych oraz tych w ruinie. W czasach Hildegardy wcale tu nie było tak pusto. W 1147 r. założyła ona klasztor w Rupertsbergu k. Bingen, jednak tak wiele dziewcząt pragnęło się w nim znaleźć, że wkrótce zabrakło dla wszystkich miejsca. Hildegarda kupiła więc dawny klasztor augustianów, leżący po drugiej stronie rzeki, na wzgórzu w Eibingen. Dwa razy w tygodniu małą łódką przepływała szeroki w tym miejscu Ren, by odwiedzić opactwo i nadzorować nową wspólnotę. Klasztor w Rupertsbergu został zniszczony w czasie wojny trzydziestoletniej, a zakonnice szukały schronienia w Eibingen. Po klasztorze w Rupertsbergu nie ma dziś śladu. Historia życia monastycznego w Eibingen skończyła się w 1803 r. z powodu sekularyzacji narzuconej przez Napoleona. Relikwie św. Hildegardy zostały wtedy przeniesione do parafialnego kościoła w Rüdesheim, gdzie znajdują się do dzisiaj. Język i serce (podobno też czaszka i pukiel włosów) niemieckiej mistyczki przechowywane są w pozłacanym relikwiarzu w formie skrzyni. Z zewnątrz kościół nie zachwyca, wnętrze za to zaskakuje prostotą. Relikwiarz w szklanej gablocie błyszczy w samym centrum ołtarza. Nad nim ogromna mozaika przedstawiająca jedną z miniatur znaną z manuskryptów dzieł św. Hildegardy, przedstawiającą jej wizję Świętej Trójcy. W pierwszych ławkach siedziało kilkanaście osób w średnim wieku wraz z młodym księdzem. Nagle zapaliły się światła i z zakrystii wyszedł kapłan, intonując pieść. Oto, jak Hildegarda opiekowała się mną – zupełnie niespodzianie mogłam wziąć udział we Mszy św., patrząc na jej relikwie. Co więcej, za mną usiadła w ławce zakonnica. Kiedy przekazywałyśmy sobie znak pokoju, rozpoznałam w niej przeoryszę opactwa św. Hildegardy, siostrę Clementię Killewald. Sprawuje ten urząd od 13 lat i jest 39. sukcesorką św. Hildegardy. Kościół klasztorny podlega kościołowi parafialnemu w Rüdesheim, to z tego powodu relikwie św. Hildegardy wciąż są tam czczone. Nad pielgrzymami jednak czuwa jedna z zakonnic – właśnie tę rolę pełniła tego dnia siostra Clementia. Niewielkiego wzrostu, ale o silnej osobowości. Uśmiechnięta i niezwykle energiczna zaraz po Mszy św. stanęła przed ołtarzem i rozpoczęła opowieść o dziele św. Hildegardy. Opowiadała bardzo obrazowo, szeroko gestykulując. Uśmiech nie schodził z jej twarzy.

Liturgia godzin i niebiańskie dźwięki

Przez chwilę naprawdę miałam wrażenie, że przeniosłam się do XII w. Z głębi chóru płynęły niebiańskie dźwięki – zakonnice częściowo ukryte za klauzurą śpiewały chorał gregoriański. Niezwykle czyste głosy rozbrzmiewały w pustym wnętrzu świątyni. To była kolejna niespodzianka przygotowana specjalnie dla mnie – trafiłam akurat na liturgię godzin. Odmawiana była dokładnie tak, jak kilka wieków temu. Niewprawne oko uznałoby klasztor za budynek romański. Nic z tego, tamten nie istnieje. Pod koniec XIX w. książę Karl Löwenstein postanowił odnowić kult św. Hildegardy i monastyczne tradycje w tym historycznym miejscu. Klasztor miał być zbudowany na wzgórzu wznoszącym się ponad wioską Eibingen. Prace zlecono zakonnikowi o. Ludgerowi Rincklage, który był architektem i czuwał nad całością budowy. Kościół i budynki klasztorne wzniesiono z piaskowca przeplatanego kwarcytem pochodzącym z pobliskiego wzgórza. Kościół św. Hildegardy jest wzorowany na starych romańskich bazylikach, wnętrze udekorowane jest malowidłami nawiązującymi do stylu pre-rafaelitów i art déco. Nad ołtarzem czuwa ogromna figura Chrystusa Pantokratora, fresk w stylu bizantyjskiej mozaiki. Autorami malowideł są benedyktyni, którzy na początku XX w. tworzyli tzw. artystyczną szkołę z Beuron. Według jej założeń architektura była nierozerwalnie związana z innymi dziedzinami sztuki, a wszystko razem miało pobudzać do kontemplacji i uwielbienia Boga. Rzeczywiście, to sztuka ponadczasowa, niezwykle przestrzenna, pełna oddechu i prostoty. Pierwsze zakonnice mogły podziwiać wnętrza 17 września 1904 r. Było ich 12 i przybyły z klasztoru św. Gabriela w Pradze. Ponad 100 zakonnic wypędzono z klasztoru ponownie w 1941 r. Budynki opactwa zostały skonfiskowane i miały odtąd służyć III Rzeszy.

Wino i orkisz

Trzymam w ręce butelkę wina. Jestem zachwycona etykietą. Wino nazywa się „Benedictus”, a na etykiecie miniatura z pism Hildegardy. Obok na półce stoją jeszcze wina „Hildegardis Scivias” i „Domus Domini”, ale benedyktynka w średnim wieku mówi, że „Benedictus” jest najlepsze. Może poszczycić się złotym medalem Mundus Vini z 2012 r. i srebrnym okręgu Hesji – to stąd pochodzą najlepsze rieslingi na świecie. Szczerze nalewa mi do kieliszka kolejne wina, zachęca do próbowania, jest najwyraźniej dumna z klasztornych wyrobów. Dobrze, że nie muszę usiąść za kierownicą. Kupuję wszystkie wina z etykietkami i nazwami z pism Hildegardy. Sklepik przyklasztorny dzieli się na dwie części: z wydawnictwami książkowymi, muzycznymi i pamiątkami oraz żywieniowo-winiarską. Na półkach stoją niezliczone butelki. Klasztor posiada ponad sześć hektarów winnic, z czego 85 proc. to odmiana Riesling, a 15 proc. – czerwony Spätburgunder. W winnicach pracują siostry, ale zatrudniają też oczywiście miejscowych robotników. Same produkują wino i rozlewają. W klasztorze żyje obecnie ok. 40 zakonnic, zajmują się różnymi pracami. Ze sklepu wychodzi właśnie grupa pań obładowana zakupami ze zdrową żywnością. Hitem okazują się ciasteczka z orkiszu. Od lat 70. w klasztorze działa firma pod nazwą „Dinkel und Likör” (Orkisz i likier). Hildegarda polecała orkisz w swych pismach dotyczących zdrowia i żywienia. Zdrowotne działanie orkiszu jest znane od niemal tysiąca lat, ale to dzięki odkryciu Hildegardy dieta orkiszowa przeżywa renesans. Benedyktynki z Eibingen oferują ponad 60 różnych produktów z orkiszu. Do tego oczywiście likiery, miód i orkiszowe piwo, a wszystko z etykietą naturalnie produkowanej żywności. Nic dziwnego, że dieta według Hildegardy robi w dzisiejszych ekologicznie nastawionych czasach taką furorę. W klasztorze znajdują się pokoje gościnne, a zakonnice zapraszają gości do spędzenia z nimi czasu według reguły benedyktyńskiej. Chętnych nie brakuje. Reklamówki pełne wina i orkiszu zostawiam w sklepie, a sama idę na spacer. Droga ciągnie się wzdłuż winnic, w dole widać Ren i senne miasteczka: Rüdesheim i Bingen po drugiej stronie rzeki. Jest cicho, śpiewają ptaki. Myślę sobie o tym, jak łatwo przenieść się w dawne czasy i wyobrażam sobie Hildegardę spacerującą po tych ścieżkach. W uszach wciąż słyszę głosy zakonnic śpiewających psalmy. Na pewno tutaj wrócę.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 37/2013