Logo Przewdonik Katolicki

300 kilometrów modlitwy

Bernadeta Kruszyk
Fot.

Każdy pielgrzym niesie intencję jeśli nie własną, to innych. I ma mocne przekonanie, że zostanie wysłuchany. Bo pielgrzym wie, że ważne sprawy trzeba wymodlić, wyklęczeć, a niekiedy wychodzić.

Każdy pielgrzym niesie intencję – jeśli nie własną, to innych. I ma mocne przekonanie, że zostanie wysłuchany. Bo pielgrzym wie, że ważne sprawy trzeba wymodlić, wyklęczeć, a niekiedy wychodzić.  

Dla Lidki Czerwińskiej z Mogilna ta pielgrzymka była szczególna, towarzyszył jej bowiem namacalny dowód na to, że kto prosi, ten otrzymuje. Towarzyszył, a właściwie towarzyszyła… Lidka przez wiele lat modliła się o dziecko i z tą intencją wytrwale maszerowała na Jasną Górę. Matka Boża pomogła, a Pan Bóg okazał się szczodry. Dziś ma dwoje dzieci: 5-letniego Filipa i 9-letnią Olgę, która po raz pierwszy postanowiła iść razem z mamą. – To wielka radość i niesamowite uczucie usłyszeć: mamo chcę iść z tobą. Wielka radość przeżywać tę drogę razem – przyznała, zaraz dodając – A w domu czeka już następny chętny. Filipek został z babcią, ale już oświadczył, że jeśli my dojdziemy, on też pójdzie. Mam nadzieję, że to się kiedyś spełni, że jak podrośnie, rzeczywiście pójdziemy razem, by podziękować Matce Bożej za życie i za to, że mamy siebie.   

Za najbliższych… 

Dla Stanisławy Mizerowskiej to była pierwsza pielgrzymka. Ma 69 lat, szła w grupie czerwono-żółtej z Inowrocławia. Na jednym z postojów zapytałam księdza przewodnika, jak sobie radzi, bo przecież w taki upał, o lasce, taki szmat drogi. – Radzi sobie dobrze. Mamy zresztą jeszcze starszego pielgrzyma, osiemdziesięciolatka – zachęcał, ale nie udało mi się go odszukać. Pani Stanisława poszła, by pomodlić się za całą swoją rodzinę. – Mam Panu Bogu za co dziękować – powiedziała. – Wcześniej się nie składało, dziś jestem przeszczęśliwa.

Pierwszy raz na pielgrzymce była też pani Gabriela. Szła w grupie błękitnej z Wrześni. Przez całą drogę i tam, u celu, w kaplicy Cudownego Obrazu, prosiła Matkę Bożą, by pomogła wyjść synowi z choroby alkoholowej, by dzieci wróciły na drogę wiary, by rodzina wytrwała. – Bo kto inny może tu pomóc – mówiła. W tej samej grupie pielgrzymowała pani Stanisława z parafii pw. św. Jadwigi Śląskiej w Stawie. I ona była na pielgrzymce pierwszy raz i też z konkretną intencją – by dzieci znalazły pracę. Pani Ilona Smolarek z Wrześni niosła prośby innych, a od siebie szła podziękować za dobrego męża, fajne dzieci, pracę. – Pewnie, że nogi bolą i to jak, ale się idzie – mówiła z uśmiechem.

…i najbliższymi

Eryk na pielgrzymce był już trzeci raz. Zaczynał wcześnie, jako czterolatek. Szedł z bratem Patrykiem i mamą Magdą w inowrocławskiej grupie czerwono-żółtej. Prosili o nową pracę dla taty – bliżej domu i rodziny. – Z dziećmi w drodze jest trochę trudniej, ale i radośniej, bo dzieli się te szczególne doświadczenia z najbliższymi – przyznała Magda. – Pielgrzymka nie jest przeżyciem jednorazowym – dodała. – Zostaje w człowieku na dłużej. Daje siłę w życiu codziennym, gdzie trwa pogoń za pieniądzem i karierą. W czasie tych dni uczymy się pokory, miłości do drugiego człowieka, dzielenia się z nim nie tylko przysłowiową łyżką strawy i kawałkiem chleba, ale i dobrym słowem, uśmiechem, życzliwym gestem. Tego na co dzień bardzo brakuje. Oczywiście jest też ból, wysiłek fizyczny, pokonywanie siebie, ale i te doświadczenia są bardzo potrzebne, bo uświadamiają człowiekowi, że z Bogiem może wszystko. 

Inna perspektywa

Na pielgrzymce różnica wieku nie ma znaczenia. Wszyscy są braćmi i siostrami. Młodzi chętnie pomagają starszym, starsi chwalą młodych za uczynność, serdeczność, uśmiech i to, że w ich towarzystwie ubywa im lat. – To coś niesamowicie budującego – przyznali Danuta i Antoni Haczyńscy – na pielgrzymce pierwszy raz. Nie szli, pomagali. Syn ksiądz był przewodnikiem grupy biało-żółtej z Rogoźna. – Z perspektywy dnia codziennego to zupełnie inna rzeczywistość. Doświadczyliśmy naprawę wiele życzliwości i dobra zarówno ze strony pielgrzymów, jak i ludzi spotkanych w drodze – mówili.

„Na służbie” był też Bartosz Molik z obsługi medialnej. Biegał z aparatem. To nieco zmienia optykę, sprawia, że dobrze znaną drogę widzi się i przeżywa inaczej. Wokół już nie tylko ci dobrze znani, z własnej grupy, ale kilkaset osób w kilkunastu grupach. Co widać na ich twarzach. – Ból, cierpienie, skupienie, ale i radość ze spotkania z Bogiem i drugim człowiekiem. Pielgrzymka nie jest doświadczeniem łatwym, ani od strony fizycznej, ani od strony duchowej, ale to właśnie ten trud jest wartościowy.


 

Piesza Pielgrzymka Archidiecezji Gnieźnieńskiej dotarła na Jasną Górę 5 sierpnia. Relacja z wejścia grup i Mszy św. kończącej peregrynację w następnym numerze „Przewodnika Katolickiego”. 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki