Logo Przewdonik Katolicki

Wywalczyli, a teraz świętują

Justyna Sowa
Fot.

Nowa Huta miała być miastem ateistycznym. W planach władz PRL nie było tam miejsca na żaden kościół. Na szczęście plany mieszkańców i Pana Boga były nieco inne…

Ta największa dzielnica Krakowa budowana była jako osobne miasto robotnicze dla pracowników Kombinatu Metalurgicznego, w którym zatrudnienie znajdowało mnóstwo osób. Naturalnie więc ludność zaczęła napływać i lokować się na przygotowanych dla nich osiedlach. Mieli pracę, mieli mieszkania, ale czegoś brakowało.

Zbyt daleko i zbyt tłoczno

Na Msze św. i nabożeństwa uczęszczali do cystersów w Mogile, do kościoła w  Bieńczycach i Mistrzejowicach. Wszędzie tam jednak było daleko i bardzo tłoczno, trudno więc mówić o poczuciu przynależności. Dla porównania według rozporządzeń soborowych parafia powinna optymalnie liczyć ok. 5 tys. osób, a Mogiła liczyła wtedy 43 tys., Mistrzejowice 56 tys., a Bieńczyce aż 100 tys. wiernych! Jak przy takich liczbach mówić o jakimkolwiek duszpasterstwie?

Dlatego kard. Karol Wojtyła dokonał podziału tych parafii – z mogilskiej wyodrębniono dwie – klasztor oo. Cystersów, który dotąd spełniał rolę kościoła parafialnego i parafię na os. Szklane Domy, która w tym roku świętuje 30. rocznicę aktu erekcyjnego. W skład tej drugiej weszło dziesięć osiedli. Dziś w większości zamieszkują je ludzie starsi. – Od początku roku odbyło się już ponad 200 pogrzebów. Po trzy i więcej tygodniowo – mówi o. Augustyn Spasowicz OCist, wikariusz parafii na Szklanych Domach. – Jest mnóstwo ludzi samotnych, praca duszpasterska często wiąże się z pomaganiem właśnie im. Ale pojawia się także coraz więcej młodych. Wnuków tych, którzy budowali kościół. Wracają – opowiada kapłan. Zanim jednak na tym miejscu stanęła świątynia parafianie i proboszcz o. Niward, musieli wiele się modlić i pokonać mnóstwo przeciwności.

Prośby, pisma, petycje…

Przy polnej drodze prowadzącej z Bieńczyc do Mogiły dawno, dawno temu postawiono krzyż. Od 1978 r. zyskał on szczególne znaczenie, bo to przy nim codziennie przez kilka lat mieszkańcy Nowej Huty modlili się o budowę kościoła na os. Szklane Domy. Gromadzili się tłumnie na majówkach, różańcu i innych nabożeństwach. Tu także sprawowano Msze św. polowe, a w roku 1979 bp Albin Małysiak odprawił pod krzyżem uroczystą Pasterkę. W tym samym czasie wyznaczony proboszcz, o. Niward Karsznia OCist wraz z członkami rady duszpasterskiej odbywali mnóstwo spotkań, pisali tysiące pism, petycji i próśb do władz Polski Ludowej o uzyskanie pozwolenia na budowę świątyni. Mimo ogromnych trudności i  niekrytej niechęci po trzech latach udało się uzyskać pozwolenie… na budowę kościoła na obrzeżach, w pobliżu klasztoru w Mogile. A świątyni potrzeba było w centrum! Należało więc przekonać władze, że tamto miejsce nie jest dobre, a kościół powinien stanąć na niezagospodarowanym placu na os. Szklane Domy.  Po długich staraniach, dzięki modlitwie i wytrwałości znów się udało! Poświęcono plac i rozpoczęła się budowa. Szybko jednak na drodze stanęła kolejna przeszkoda. Na działce, na której miał stanąć kościół, umieszczony był ogromny maszt – konstrukcja z żelaznych rur, służąca jako miejsce do wieszania sztandarów i haseł propagandowych. Zajmowała ok. 100 mkw. powierzchni placu i bardzo przeszkadzała. Nie było siły, by prosić władze o usunięcie masztu ze względu na budowę. Ale Maryja przyszła z pomocą, jak opisuje te wydarzenia pierwszy proboszcz parafii na Szklanych Domach o. Niward Karsznia OCist. W tym samym czasie bowiem otrzymał on z kurii ogromne afisze dotyczące obchodów 600-lecia Jasnej Góry. Bez wahania więc rozwiesił je właśnie na rzeczonym maszcie. I zaraz na wysokich szczeblach władzy partyjnej rozgorzała dyskusja, która zakończyła się decyzją o usunięciu nie tylko plakatów, ale całego masztu. Jakaż była radość parafian! Wreszcie można było przystąpić do prac budowlanych. Takich przeciwności w ciągu tych lat starania się o pozwolenie, a potem budowy świątyni było bardzo wiele. I wszystkie one zostały pokonane, jak podkreśla o. Niward, z pomocą Maryi.

Ten kościół to dzieło ludzi

– Parafianie są bardzo związani z tym miejscem – mówi o. Augustyn. – Szczególnie starsi. I trudno się dziwić, oni przecież to wszystko postawili niemal własnymi rękami. Sami wytyczali pole, sami kopali, sami budowali. Każdy, kto miał jakieś znajomości w innych częściach Polski załatwiał co się dało. Ktoś cegłę, ktoś drewno itd. Sami też organizowali się, by robić kwestę i zbierać pieniądze na potrzeby budowlane. Ten kościół to jest ich dzieło – opowiada kapłan. O. Augustyn dodaje także, że do dzisiaj, kiedy chodzi po kolędzie to ludzie mówią z dumą, że nosili cegły, że pomagali, cieszą się. Widać ich silną więź z tym kościołem. A sami parafianie pytani o swe zaangażowanie jeszcze podczas trwania budowy podkreślali:  – Czujemy się szczęśliwi, że możemy budować świątynię. Jest to nasze wspólne miejsce, gdzie możemy się spotkać, uzyskać przebaczenie, uczyć się wzajemnej miłości i przyjmować Komunię św.

Ku czci Maryi

Patronką świątyni została Matka Boża Częstochowska i bł. Wincenty Kadłubek. Dlaczego?   Z trzech powodów: po pierwsze dlatego, że cystersi mają szczególne nabożeństwo do Maryi, a to oni opiekują się parafią. Po drugie, w tamtym czasie obchodzono rocznicę 600-lecia przybycia obrazu Matki Bożej Częstochowskiej na Jasną Górę. Po trzecie, w niedalekim lasku mogilskim jako wotum za ocalenie w czasie wojny umieszczona została ręcznie robiona kapliczka. To wskazuje, że ludzie z tamtych terenów czcili Maryję, która otaczała ich opieką. A drugi patron biskup Wincenty sam był cystersem, więc dodatkowe wyjaśnienia są chyba niepotrzebne.

Ludzka solidarność i „Solidarność”

Kościół na os. Szklane Domy powstał przy główniej arterii wiodącej do Kombinatu. Robotnicy więc jadąc do pracy, bądź z niej wracając, przystawali i wstępowali na krótką modlitwę. To w tej parafii schronienie znajdowali kapłani przerzucani przez płot na teren Kombinatu, by tam służyć robotnikom. Tutaj zawiązała się bardzo silna i prężna jednostka „Solidarności”. – Nawet Msze św. niedzielne były sprawowane w godzinach dostosowanych do zmian pracowników, np. o 14.30 dla tych, co wracali ze zmiany porannej lub o 20.30 dla tych, którzy kończyli zmianę popołudniową. I tak zostało do dziś – mówi o. Augustyn. Parafia opiekowała się także rodzinami osób, które zostały pobite lub aresztowane, choćby z powodu uczestnictwa we Mszy św. podczas wizyty Jana Pawła II. Opiekowano się ich dziećmi, organizowano dla nich wyjazdy wakacyjne. Ludzie służyli sobie wzajemnie, a wszyscy pracowali za „Bóg zapłać”.

To już 30 lat

W tym roku parafia świętowała 30-lecie aktu erekcyjnego, którego w 1983 r. dokonał kard. Franciszek Macharski. Była uroczysta Msza św., festyn rodzinny i dużo radości. Dzieci korzystały z przygotowanych dla nich atrakcji, a młodzież i dorośli mogli posłuchać koncertów zespołu Gospel Voice z Wieliczki, rapera Mirka „Koli” Kolczyka z Rzeszowa oraz ks. Stefana Ceberka. Następnego dnia najbardziej zasłużeni parafianie otrzymali wyróżnienia oraz zostali uhonorowani złotymi medalami Jana Pawła II przyznawanymi przez kard. Stanisława Dziwisza za zasługi dla archidiecezji krakowskiej. Wśród wyróżnionych znaleźli się: Amelia Patyk, Lidia Michalak, Zofia Głowacka i Tadeusz Krzyworzeka, a medale otrzymali: Maria Chochlińska, Stanisława Leśniak i Edward Porębski.

Dziś parafia wciąż żyje, a w Krakowie znana jest głównie z rokrocznych spotkań modlitewnych grup charyzmatycznych „Strumienie miłosierdzia”. Oprócz tego działająca tam wspólnota Odnowy w Duchu Św. „Metanoia” organizuje cykliczne Msze św. z modlitwą wstawienniczą – w drugie czwartki miesiąca oraz modlitwą o uzdrowienie – w czwarte czwartki miesiąca, na które zjeżdżają tłumy ludzi z Krakowa i okolic, by Jezus dotknął ich swą mocą. I On to robi! – Parafianie bardzo cieszą się, jak coś się tu dzieje – mówi. o. Augustyn. – I nieustannie chce im się działać. I tak od 30 lat…

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki