Wokół sceny narodowej

Od jakiegoś czasu w krakowskim świecie artystycznym wrze. Wydaje się, że dyskusja nad kształtem współczesnego teatru i sztuki w ogóle oraz tego, co dziś ludzie chcą oglądać, rozgorzała na dobre.
Czyta się kilka minut

Oto kilka faktów. Wszystko zaczęło się 14 listopada podczas wieczornego spektaklu Do Damaszku, który wystawiany był na scenie Narodowego Starego Teatru w Krakowie. Reżyserem inscenizacji był Jan Klata, który od stycznia 2013 roku pełni funkcję dyrektora tej instytucji. Po około półgodzinie przedstawienia na sali rozległy się podniesione głosy i gwizdy oburzonej i zniesmaczonej publiczności. Zdenerwowani widzowie powstawali z miejsc i podchodząc do aktorów, którzy stanęli na skraju sceny krzyczeli: „Skandal!”, „Hańba!” „Tego nie da się oglądać!”. Powodem ich sprzeciwu była treść przedstawienia i obsceniczność niektórych momentów m.in: Krzysztof Globisz kopulujący z dekoracją i Dorota Segda udająca akt seksualny.

Teatr istniał dla widzów

– Tutaj jest Teatr Narodowy. Państwo są tu za nasze pieniądze. Takie rzeczy może Pan sobie pokazywać w prywatnym teatrze, a nie państwowym, bo on nie jest Pana własnością – mówili zdenerwowani widzowie do reżysera, który stał na scenie w pomarańczowej czapce, raz po raz wskazując im drzwi wyjściowe. Osoby, które zaprotestowały, stanowiły jednak niewielką część widowni, przytłaczająca większość (głównie studenci) nie ruszyła się z miejsca, biernie obserwując zajście.

W Krakowie pojawiły się zdania o tym, że bojkot był zaplanowany. Po części tak, mówi o tym sam inicjator sprzeciwu – artysta fotografik Stanisław Markowski, który w wywiadzie dla „Naszego Dziennika” wspomina, jak siedząca obok niego kobieta płakała i drżała, patrząc na kopulującego Krzysztofa Globisza. Dodaje także, że aktorzy, a zwłaszcza dyrektorzy i reżyserzy, uważają, że wszystko im wolno, a zapomnieli, że bez nich da się żyć. Że teatr grecki istniał dla widzów, bo oni tego chcieli, a teraz jest niestety zupełnie inaczej.

Próby do Nie-Boskiej Komedii zawieszone

Kolejne dni to kolejne doniesienia. Jakiś czas po zajściu w Teatrze Starym dowiedzieliśmy się, że siedmiu z 18 aktorów mających grać w Nie-Boskiej Komedii, sztuce, której premiera na tej samej scenie planowana jest na początek grudnia, zrezygnowało z wzięcia udziału w tym przedsięwzięciu. Powód? Podobno spektakl nie ma nic wspólnego z dramatem Zygmunta Krasińskiego, którego tytułem została opatrzona. Pojawiają się w niej za to wątki oskarżycielskie, m.in. wobec Konrada Swinarskiego, uznanego reżysera, o rzekomy antysemityzm. Aktorzy, szczególnie ci, którzy pamiętają Swinarskiego, nie godzą się na takie tezy, uważając je za niesprawiedliwe. Prób jednak nie przerywano i nie zanosiło się, że to nastąpi. Do czasu. 26 listopada na stronie teatru ukazało się oświadczenie dyrekcji oraz zespołu aktorskiego, w którym czytamy m.in. „Wobec wszystkich zewnętrznych form niechęci, a wręcz nienawiści do niepowstałego jeszcze spektaklu, podejmujemy decyzję o zawieszeniu prób nad Nie-Boską Komedią do czasu, kiedy będziemy pewni, że zawarte w niej treści będą mogły stanowić podstawę ważnej dyskusji, a nie będą powodem burd, przemocy i agresywnych zachowań wobec zespołu Starego Teatru”.

Odejście Polony i list otwarty

Ostatnie dni donoszą także o decyzji wielkiej gwiazdy polskiej sceny Anny Polony, która zapowiedziała, że w styczniu żegna się ze Starym Teatrem. Jako powód swojej decyzji podała fakt, że nie podoba jej się i źle czuje się w teatrze, jaki proponuje pan Klata. Dlatego też po blisko 50. latach odchodzi.

A i to nie koniec, ponieważ opisane wyżej wydarzenia pociągnęły za sobą jeszcze jeden skutek – dr Elżbieta Morawiec, krytyk teatralna, była dyrektor artystyczna Narodowego Starego Teatru wystosowała list otwarty do ministra kultury, wzywając go, by podał się do dymisji. Pisze w nim o strasznym wpływie jego osoby i jego polityki na kondycję kultury polskiej, wymieniając m.in. pozwolenie na obrazoburczą wystawę w Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie profanującą krzyż, nominację na dyrektora Warszawskiej Opery Kameralnej człowieka, który nie ma wykształcenia muzycznego, ale jest „poprawny politycznie”, i wreszcie komentuje stanowisko przyznane Klacie: – W Teatrze Starym od 10 miesięcy trwa skandal z dyrekcją Jana Klaty. (…) Ostatnio, na tej samej narodowej scenie, finansowanej za pieniądze podatników pojawił się kolejny skandaliczny spektakl Do Damaszku, ze Strindbergiem niemający prawie nic wspólnego, pełen obscenów i pospolitej tandety artystycznej. Zapewne znany jest panu protest widzów, zerwanie spektaklu. I nic – pan broni Klaty! Jako uosobienia wolności artystycznej!!!” – pisze oburzona dr Morawska. Bo trzeba wiedzieć, że minister kultury Bogdan Zdrojewski, który mianował Klatę dyrektorem Teatru Starego, w tym sporze stanął po jego stronie, mówiąc, że takie akcje i zachowania przeciwko teatrowi i jego dyrektorowi (mając na myśli oczywiście zerwanie spektaklu) są niedopuszczalne. 

Łańcuch luźno powiązanych symboli

Kim jest dyrektor Jan Klata? Ma 36 lat, ukkończył wydział reżyserii w krakowskiej Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej, choć zaczynał w Warszawie. Nie od razu po studiach znalazł pracę i zaistniał jako reżyser. Bywały chwile, jak sam mówi, że on i jego rodzina nie mieli „co do garnka włożyć”. Te czasy jednak już minęły. Jeszcze jakiś czas temu mienił się jako katolik, dziś już tak o sobie nie mówi. W jego sztukach pojawiają się obsceniczne sceny, a on sam, jak twierdzi, poprzez teatr dokonuje pewnej rewizji i rozliczeń: z polskością, Polakami, narodowością, religią i wszelkimi wartościami. Jego sztuki mają wiele poziomów sensów, niestety czasem tak wiele, że powodują znużenie u widza, któremu zwyczajnie nie chce się wciąż gonić hiperabstrakcyjnych nawiązań do nie wiadomo czego. – Wielu artystów współcześnie realizuje teatr, w którym nie bierze się na kanwę tekstu dramatycznego, ale rozpracowuje utwór prozatorski, dostosowując go do warunków scenicznych. Tak robi również pan Klata. Najbardziej zapadła mi w pamięć jedna z jego sztuk, którą wyreżyserował, jeszcze zanim został dyrektorem sceny narodowej. Spektakl składał się z łańcucha luźno powiązanych ze sobą symboli, które posiadały kilka warstw sensów. Naprawdę trudno było to odczytać – mówi Jakub Grzywa, muzykolog. – Te, które dotyczyły mojej dziedziny, muzyki, na której się znam, rozumiałem, ale jestem pewien, że ktoś niemający wykształcenia kierunkowego lub nie będący pasjonatem nie wyłapał połowy tych aluzji. Mnie osobiście nawarstwienie tych symboli przytłoczyło. Trudno je było połączyć. W końcu zacząłem się nudzić. Zwyczajnie. To były tak głęboko przemielone wizje literacko-filozoficzne, że aż niestrawne – tłumaczy pan Jakub. – Prawie trzy godziny takiego spektaklu to było wielkie obciążenie dla percepcji – dodaje.

Dyskusja nad kondycją teatru

Stanisław Markowski we wspomnianym już wywiadzie mówił także, że zdarzyło mu się rozmawiać z pewnym bardzo dobrym aktorem Teatru Starego, który powiedział, że nadszedł czas, by aktorzy nabrali do widza szacunku. Może coś w tym jest? Przecież niektóre z dzisiejszych inscenizacji zdają się mieć widza w głębokim poważaniu. Może dyskusja, która zrodziła się wokół Starego Teatru w Krakowie i jego dyrektora dotyczy tak naprawdę czegoś więcej. Może trzeba przyjrzeć się kondycji współczesnego teatru w ogóle i na nowo zastanowić, w którym kierunku on zmierza? A może chodzi po prostu o to, że teatr, który stał się brutalny, który przekracza granice tego, na co patrzeć jeszcze można, który wciąż chce czymś nowym szokować, epatuje golizną i perwersją, nie podoba się widzom. Może ludzie wcale nie chcą nawet w teatrze patrzeć na to, co mają prawie na każdym kanale w telewizji. Faktem jest jednak, że dyskusja się rozpoczęła i nadal trwa. Pozostaje mieć nadzieję, że doprowadzi ona do konstruktywnych wniosków i coś wniesie w artystyczną rzeczywistość Krakowa i nie tylko.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 49/2013