Logo Przewdonik Katolicki

U babci Jezusa

Michał Bondyra
Fot.

Dla Ślązaków to nasza Omelka, dla pozostałych kochana babcia. Św. Anna, która od pięciu wieków na swojej górze wśród milionów pielgrzymów równie chętnie, co władców i papieży, przyjmuje hutników, rolników, a przede wszystkim dające jej buziaki dzieci

Dla Ślązaków to „nasza Omelka”, dla pozostałych kochana babcia. Św. Anna, która od pięciu wieków na swojej górze wśród milionów pielgrzymów równie chętnie, co władców i papieży, przyjmuje hutników, rolników, a przede wszystkim dające jej buziaki dzieci.

Na Górze św. Anny (Górze Chełmskiej), zwanej niegdyś Górą św. Jerzego i św. Jakuba, ta 66-centymetrowa figurka św. Anny jest już 500 lat. Jedna z legend głosi, że przywiózł ją tu wracający z Jerozolimy krzyżowiec. – Wszystko by się zgadzało, gdyby nie to, że figurka jest wyrzeźbiona z drewna lipowego, którego pełno w okolicy – mówi o. Błażej Kurowski OFM, kustosz sanktuarium św. Anny.

Z lipy i z tradycji

Franciszkanin skłania się jednak do innego podania, wyjaśniającego pojawienie się cudownego posążka. – Prawdopodobnie stworzył go lokalny rzeźbiarz, który choć nie był wielkim artystą, na katechizmie się znał i pobożny też był – przyznaje, tłumacząc to tym, że ów człowiek przedstawia  św. Annę jako tę, która trzyma na swoich ramionach małego Jezusa i Maryję. O. Błażej przypomina, że w ikonografii taka wizja babci Jezusa zwana jest Anną Samotrzecią, czyli „tą, która sama jest trzecia, bo dzieci, które piastuje są najważniejsze”. – W średniowieczu wiele kobiet umierało przy porodach, więc kto wie, czy rzeźbiarz nie stworzył figury w tęsknocie za piastującą go babcią – zastanawia się, dodając za chwilę, że ten wizerunek św. Anny – patronki babć, matek i małżeństw, skupia na sobie śląską tradycję rodzin wielopokoleniowych. – Rodziny, gdzie w jednym domu mieszkały trzy generacje, były tutaj bazą dla pobożności i tradycji przekazywanej z pokolenia na pokolenie – wyjaśnia.

  

 

 

 

 

 

 

Fundator Gaszyn

Kultu św. Anny na najwyższym, liczącym sobie ponad 407 m n.p.m. wzniesieniu Masywu Chełmskiego, który zresztą przed milionami lat był czynnym wulkanem, nie byłoby, gdyby nie rodzina Gaszynów. Szlachta ta na te tereny przywędrowała z położonej koło Wielunia wsi Gaszynek na początku XVI w. Był to okres potopu szwedzkiego i szalejącej reformacji luterańskiej. Senior rodu hrabia Melchior Ferdynand był wpływowym senatorem w Wiedniu, a przy tym pobożnym katolikiem. – Cesarz austriacki Ferdynand II nadał mu Żyrową i Cetnawę – wioski położone w pobliżu góry. Ferdynand de Gaschin dokupił ziemię z górą, na której w drewnianej kapliczce stała cudowna figurka. W ten sposób chciał wesprzeć katolików w walce ze śląskimi protestantami. Aby wzmocnić obronę wiary, z Małopolski sprowadził na górę św. Anny w roku 1655 franciszkanów – wyjaśnia o. Kurowski. Na czas budowy pierwszego drewnianego tu klasztoru, 22 zakonników zamieszkało w oddalonej o 5 km Leśnicy u proboszcza tamtejszego kościółka Zwiastowania NMP. Konsekrowany 18 lat później drewniany kościół spłonął, a na jego miejscu stanęła w 1749 r. nowa, bazaltowa świątynia. Ta sama, w której dziś oo. franciszkanie goszczą pielgrzymów.

 

Trzysta bombowców z Genui

Franciszkanie z Góry św. Anny wypędzani byli trzykrotnie. Najpierw podczas sekularyzacji rząd pruski zarządził kasatę ich mienia w 1810 r., potem po 64 latach i pięcioletnim pobycie przy okazji szalejącego kulturkampfu i wreszcie w drugim roku trwania II wojny światowej. Z każdym z tych okresów wiążą się niezwykłe historie. Ojciec Błażej wspomina, że podczas sekularyzacji, Prusacy chcieli rozebrać klasztor, ale rozbiórka okazała się nieopłacalna. Kulturkampf paradoksalnie przyczynił się za to do rozwoju zakonu i rozkwitu Góry św. Anny. – W XVIII w. była tu szkoła klasztorna i kiedy kulturkampf ją rozwiązał, wszyscy ci chłopcy poszli do niższego seminarium w Holandii. Potem pokończyli studia teologiczne, otrzymali święcenia kapłańskie, a wielu z nich doktoryzowało się na kilku kierunkach w Rzymie. Ci fantastycznie wykształceni zakonnicy wrócili tu pod koniec XIX w. i przyczynili się do wielkiego rozkwitu zdewastowanego klasztoru – zaskakuje kustosz. Z czasów wojny kustosz przytacza historię amerykańskich nalotów. – Trzysta bombowców lecących z Genui miało zrównać z ziemią m.in. zakłady koksownicze w Zdzieszowicach, blachownię i zakłady chemiczne w Kędzierzynie-Koźlu. Obrońcy tych terenów rozpuścili dym, który przysłaniał wszystko prócz Góry św. Anny. Według świadectw amerykańskich lotników jasność, która od niej biła była nienaturalnie wielka. Góra św. Anny stała się niezwykłym rezerwatem, na który nie spadła ani jedna bomba – wspomina.

 

Potomkowie z Teksasu

Od maja do końca października przybywa tu blisko ćwierć miliona pielgrzymów. – W tym czasie każda niedziela jest zajęta – pokazuje mi grafik pielgrzymek o. Kurowski. Najwięcej ludzi przychodzi na odpust św. Anny, który tu świętowany jest dwukrotnie, najpierw 26 lipca, a potem w następną niedzielę po wspomnieniu. – Wtedy jest 29 pielgrzymek pieszych z diecezji i okolic, które startują już o godz. 3.00 nad ranem – wyjaśnia. Nie brakuje też autobusów wypełnionych pielgrzymami z Katowic i Częstochowy, ale i rowerzystów, których blisko tysiąc przyjechało ostatnio, by modlić się tu podczas swojej pielgrzymki. Św. Annę szturmują też pielgrzymi z zagranicy. – Ostatnio mieliśmy zalew pielgrzymów z diecezji Monachium. W ciągu miesiąca przybyło stamtąd 15 autobusów – potwierdza, dodając, że ewenementem są regularne odwiedziny z… Teksasu. – To jest 50–60 osób, potomków Ślązaków, którzy wyemigrowali do Ameryki w XIX w. Oni zwykle są na odpustach albo na Pielgrzymce Mężczyzn i Młodzieńców – tłumaczy franciszkanin. Ta ostatnia, to już tradycja. Ks. Mikołaj Mróz, duszpasterz pielgrzymki w diecezji opolskiej, wspomina, że kiedyś uczestniczyło w nich po kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Dziś przybyło do św. Anny „tylko” 12 tys. mężczyzn i młodzieńców. – Kiedyś tłumy zjeżdżały tu pociągami do Leśnicy i stamtąd szły pieszo. Dziś tłumów nie ma, bo Opolszczyzna jest wyludniona, a wielu chłopów pracuje za granicą – przyznaje. Rekord frekwencji padł 30 lat temu – wtedy z papieżem Janem Pawłem II modliło się ponad 100 tys. mężczyzn.

 

Buziaki ze świętą

Wizyta Jana Pawła II w 1983 r. wspominana jest zresztą tutaj do dziś. Nie tylko ze względu na milionową rzeszę ludzi, która ledwo pomieściła się na Górze św. Anny, ale głównie przez słowa, które papież wtedy mówił. O niezwykłej roli macierzyństwa przekazywanego z pokolenia na pokolenie, o bohaterstwie powstańców śląskich i wreszcie o babci Jezusa, której postawa ma być „stałym źródłem natchnienia w życiu codziennym, rodzinnym i społecznym”. Po papieżu Polaku pozostały wspomnienia udokumentowane na fotografiach w krużganku Placu Rajskiego przed bazyliką. Pozostało też popiersie Jana Pawła II wmurowane wewnątrz bazyliki i… wzmacniacz, który nagłaśniał papieską pielgrzymkę. – Od czasu tej pielgrzymki nasze sanktuarium przestało być lokalne – zauważa o. Błażej, podkreślając przy tym, że nie zatraca też modlitewnego ducha. Najbardziej widać go podczas niezwykłych pielgrzymek dzieci pierwszokomunijnych. – Jest ich tu mnóstwo, czasem w sobotę zjawia się nawet 20 grup. Wprowadzamy je do bazyliki, przygotowujemy dla nich specjalne kazanie, odmawiamy z nimi litanię, a na koniec dają sobie ze św. Anną buziaki, które przekazać mają wszystkim domownikom po powrocie – uśmiecha się.

 

Radość papieży i… uzdrowionych

We wdzięcznej pamięci figura św. Anny – w której głowie, według dokumentów z XVII w. mają też znajdować się relikwie kości świętej – pozostała we wspomnieniach dwóch innych papieży: Piusa XI i Benedykta XVI. Ten pierwszy Górę odwiedził jeszcze jako nuncjusz apostolski w Polsce, ten drugi  asystował Janowi Pawłowi II jako prefekt Kongregacji Nauki Wiary. Ich radość i tak nie może się równać ze szczęściem tych, którzy za wstawiennictwem „Śląskiej Omelki” doświadczyli cudów uzdrowienia. Ojciec Błażej mówi, że odkąd od 2007 r. jest tu kustoszem, takich cudów odnotowano pięć. – Było uzdrowienie z sepsy, narodziny dziecka oczekiwane przez blisko osiem lat oraz uzdrowienie syna po wypadku motocyklowym, w którym doznał podwójnego pęknięcia podstawy czaszki – wylicza trzy z nich. Ojciec Błażej mówi, że znacznie więcej jest jednak uzdrowień duchowych, wyjść z nałogów czy nawróceń po spowiedzi odbytej po latach. A wszystko to w przepięknej barokowej bazylice, która urzeka swą niezwykłością każdego. – Najtrafniej tę jej niezwykłość ujęła jedna z pań, która powiedziała mi, że to, co tu ją fascynuje, to nie złoty barok, a mury omodlone 500-letnią tradycją i milionami pielgrzymów – puentuje kustosz.

 

Dziś Lourdes, kiedyś kamieniołom

Rodzina Gaschinów spopularyzowała nie tylko kult św. Anny. W jej najbliższe sąsiedztwo „przeniosła” też Ziemię Świętą, tworząc kalwarię na wzór jerozolimskiego pierwowzoru. Budowa trzech większych i 30 mniejszych kaplic na wschodnim i południowym zboczu góry zajęła Adamowi de Gaschin – bratankowi Melchiora Ferdynanda – dziewięć lat. – Wszystkie odległości między kapliczkami, podobnie jak te w Kalwarii Zebrzydowskiej, odpowiadają tym między sanktuariami w Ziemi Świętej – mówi o. Błażej. Pierwsza kalwaria była drewniana. Po tym, jak warunki atmosferyczne i wandale dopełnili dzieła jej zniszczenia, kolejny z Gaschinów – hrabia Antoni, prawie pół wieku później podjął się odbudowy służących za bydlęce stajnie kapliczek. – Od tamtego czasu jest ich 38, z czego 28 stanowi Droga Krzyżowa, a pozostałe to dróżki Najświętszej Maryi Panny – wyjaśnia. Wszystkie z kamienia, głównie lokalnego bazaltu. Podobnie zresztą, jak nienależąca do kalwarii Grota Lourdzka. – Ona powstała po koronacji figury św. Anny w miejscu dawnego kamieniołomu w sąsiedztwie pierwszej kaplicy kalwaryjskiej pw. Archanioła Rafała – tłumaczy kustosz. „Nowa Jerozolima” obejmuje swą powierzchnią obszar blisko 50 ha. Pątnicy przechodzą go zwykle w jedno przedpołudnie. Z procesją i kazaniami kalwaryjskimi zajmuje im to osiem godzin. Tłumy zwykle nawiedzają ją w odpusty kalwaryjskie, zwłaszcza ten na uroczystość Podwyższenia Krzyża Świętego. – Rozpoczynamy wtedy Mszą św., potem przechodzimy przez całą kalwarię, a wieczorem jeszcze ze świecami odprawiamy nabożeństwo, które tu na Górze św. Anny jest tradycją – tłumaczy franciszkanin. Tradycją w piękny sposób splatającą się z niezwykłą pobożnością Ślązaków.

 

O. Błażej Bernard Kurowski OFM, kustosz sanktuarium na Górze św. Anny:

– Góra św. Anny to fenomen, który rozpatrywać należy w trzech warstwach; pobożnościowej, kulturowej i krajobrazowej. Dla mnie jako kapłana i zakonnika najważniejsza jest ta pierwsza, ale nie byłoby jej, gdyby nie dwie pozostałe. Krajobraz, ukształtowanie terenu jest niezwykłe: jedna górka, a wokół wielka nizina, która ciągnie się po Rybnik, a dalej po same Beskidy. Fenomen kulturowy i pobożnościowy są ze sobą splecione. Widać to doskonale w obchodach kalwaryjskich, w nabożeństwach, wreszcie w tekstach książeczek kalwaryjskich niezmiennych od XVIII w. Te ostatnie są bardzo rozbudowane – i kiedyś dla ludzi, którzy nie umieli pisać ani czytać, stanowiły najlepszą z możliwych katechez. One dają Boga człowiekowi jak na dłoni. Bo ludzie nie potrzebują wielkiej teologii, oni potrzebują wiary i świadectwa, a te na Górze św. Anny są.

 

Ks. Mikołaj Mróz, proboszcz katedry św. Jakuba w Nysie, duszpasterz Pielgrzymki Mężczyzn i Młodzieńców w diecezji opolskiej:

– Góra św. Anny to miejsce mojemu sercu, sercu Ślązaka, najbliższe. Pierwszy raz byłem tu z babcią pół wieku temu. I potem zawsze wracałem – albo na odpust na Podwyższenie Krzyża Świętego, albo na Wniebowzięcie NMP, albo na Pielgrzymki Mężczyzn i Młodzieńców. Przyjeżdżałem też tu prywatnie, bo tu jest spokój. Jak w domu, jak u babci, którą od czasu do czasu odwiedzają wnuki. Pamiętam, jak na spotkanie z Janem Pawłem II szedłem tu z grupą 500 osób i mijaliśmy te śląskie wioski i te omy w tradycyjnych strojach. Stały z jabłkami, oranżadą i kanapkami. „A pozdrówcie naszą Omelkę, naszą św. Ankę, bo my są stare i do niej już iść nie możemy” – krzyczały do nas. To było takie rodzinne, ciepłe. To tkwi we mnie do dziś. Ucieczka do babci, do św. Anny, „łączniczki pokoleń”– jak głosi pieśń, którą śpiewamy.

  

Krzysztof Kordek wraz synami: Kubą i Filipem, przyjechał z Zabrza:

– Jeździłem tu już jako dziecko. Pierwszy raz, gdy miałem sześć, siedem lat. Teraz na Pielgrzymkę Mężczyzn i Młodzieńców przyjechałem z synami, z wujkiem, kuzynem i jego dziećmi. W dzisiejszych czasach chcę dać przykład swoim dzieciom, by nie zapomniały o tym, co najważniejsze, by ustrzec ich przed złem. Tak jak powtarzają to księża, jeździ się do św. Anny jak do babci. Przyjeżdżamy tu zresztą często, także z żoną. Co roku wypraszamy tu potrzebne łaski. W zeszłym roku prosiliśmy o pomyślne testy dla Kuby do szkoły sportowej, dziś o szczęśliwą podróż do Włoch, bo jutro już tam jedziemy. Piękny krajobraz, cisza i spokój pomagają w modlitwie. Dziś mieliśmy jeszcze dodatkową atrakcję, spotkaliśmy bramkarza reprezentacji polski w piłce ręcznej Sławomira Szmala. Przed Mszą zrobiliśmy sobie z nim zdjęcia. Dla mnie starego handbalisty i dla Kuby, który dopiero odkrywa tajniki piłki ręcznej, to była nie lada gratka.

 

Cecylia Guzy z Żędowic, stała bywalczyni u św. Anny:

– Do św. Anny chodziłam jeszcze, jak byłam panną. To było pół wieku temu. Wtedy te 36 km pokonywałam pieszo, dziś przyjechałam samochodem z synem i synową. Anna to moja patronka, też jestem babcią. Mam pięciu synów i dziewięcioro wnucząt. Lubię tu ją odwiedzać. Proszę ją o to, by moi chłopcy żyli w swoich rodzinach w zgodzie, a ich dzieci były zdrowe. Dla jednego z synów proszę o potomka.


Obchody kalwaryjskie:

21 lipca – Matki Boskiej Szkaplerznej

27–28 lipca – odpust św. Anny

16–18 sierpnia – Wniebowzięcie NMP

30 sierpnia–  września – Aniołów Stróżów

12–14 września – Podwyższenie Krzyża Świętego

20 października – sw. Piotra z Alkantary

 

Msze św. w bazylice pw. św. Anny:

W niedziele: 7.00, 8.30, 10.00, 11.30, 15.30 (w j. niemieckim), 17.00

Nieszpory niedzielne: 14.00

W dni powszednie: 6.30 i od 1 maja do 31 października o 11.00

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki