Logo Przewdonik Katolicki

Wiejskie rytmy

Natalia Budzyńska
Fot.

Oberki w mieście? Muzyka ludowa, sztuka ludowa i zauroczenie kulturą wsi to alternatywa dla miast hołdujących popkulturze. Miasto zwraca się do wiejskich zwyczajów po inspiracje i zabawę.

Muzyka źródeł nabrała nowego znaczenia: choć wciąż lubimy egzotyczne dźwięki ludów świata, to coraz bardziej zwracamy się ku korzeniom polskiej wsi. Modna kilkanaście lat temu muzyka irlandzka, bretońska czy hiszpańska odeszła w zapomnienie. W tym roku całe lato można przetańczyć w rytmach oberka i przytupywać do dźwięków z Mazowsza, Karpat i Łemkowszczyzny. Młodzi ludzie nie mają pojęcia o cepeliowskich zespołach tańca, które do znudzenia oglądali ich dziadkowie. Bezpowrotnie minęły czasy uroczystych akademii z „Mazowszem” czy „Śląskiem” w roli głównej. Ten stylizowany folklor narobił sporo zamieszania nawet na wsi, zastępując autentyczne tradycje. Młodzi mieszkańcy wsi chcieli zapomnieć o swoich korzeniach, wypierając się często swojej kultury. Powstające przy domach kultury zespoły ludowe chciały zachować tradycje, ale działając w ramach instytucji szybko się jej podporządkowywały, zatracając spontaniczność. Wieś więc brała z miasta wszystko co najgorsze, a miasto stylizowało kulturę ludową. W rezultacie autentyczną kulturą ludową zajmowali się tylko etnografowie, zbierając materiały źródłowe i nagrywając ostatnich wiejskich muzyków. I to z tego środowiska wyszła nowa tradycja: dziś zwyczaje wiejskie rozpowszechniają i kultywują ludzie z miast. Może dzięki nim przetrwa oberek.

 

Domy Tańca

Skąd się wzięło zainteresowanie mazowieckim piecem chlebowym, taborem cygańskim, atmosferą żydowskich sztetli i ciszą łemkowskich łąk? Wygląda na to, że po latach zauroczenia egzotyką świata nareszcie chcemy zachwycić się własną tradycją, która przypomina o odwiecznych prawdach i wartościach. Może po prostu chcemy na nowo się „zakorzenić”?  W latach 90. zaczęły powstawać w Polsce Domy Tańca na wzór węgierski. Na Węgrzech muzyką ludową zainteresowała się młodzież, która w ten sposób buntowała się przeciw upolitycznionemu folklorowi. Odkrywając na nowo w latach 60. i 70. XX wieku Siedmiogród w Rumunii, natrafili na węgierską mniejszość, wśród której przetrwały prawdziwe ludowe tradycje węgierskiej wsi. Młodzi Węgrzy zaczęli jeździć do muzykantów i tancerzy na wieś po to, by uczyć się od nich kroków tanecznych i muzyki. W taki spontaniczny sposób powstał ruch Domów Tańca – tzw. Táncház. Domy Tańca pojawiły się w Polsce w 1995 r., najpierw w Warszawie, potem także w Krakowie i Poznaniu. Dzisiaj to ważne miejsca, do których przychodzą wszyscy ci, którzy chcą nauczyć się grać i śpiewać polską muzykę w możliwie archaicznej postaci. Muzyka ludowa miała swój konkretny kontekst i był to kontekst tańca: muzykanci grali do tańca. I tą przestrzeń Domy Tańca przywracają. „Tak się stało, że każde z nas od wielu lat przeżywa swoją przygodę z wsią. W naszej pracy korzystamy także ze zbiorów archiwalnych, czytamy stare zapisy nutowe. Najważniejszy jednak jest dla nas kontakt z żyjącymi jeszcze artystami starszego pokolenia, od których uczymy się bezpośrednio starodawnych melodii i gry na instrumentach w dawnej manierze oraz tańca. Nagrywamy ich muzykę, odwiedzamy wiejskich muzykantów, śpiewaków i tancerzy w ich domach.” – piszą o swojej pasji twórcy warszawskiego Domu Tańca. Mniej lub bardziej regularnie organizowane są zabawy przy muzyce najlepszych wiejskich kapel z udziałem wiejskich tancerzy i śpiewaków, letnie obozy – „Tabory” – z warsztatami, seminariami naukowymi i tanecznymi zabawami na koniec dnia. Podczas spotkań z autentycznymi wiejskimi muzykami w Domach Tańca zbierają się tłumy, młodzi ludzie z zapałem uczą się tańczyć oberki i polki. Przez całe lato można bawić się na festiwalach ludowych, które organizowane są praktycznie w każdym regionie Polski.

 

Oberki, mazurki, lira korbowa

Kończą się właśnie dwa wielkie festiwale. „Rozstaje” w Krakowie mają swoje źródła w tamtejszym Domu Tańca, w którym można było usłyszeć głównie muzykę Małopolski i sąsiadów z linii Karpat. Zresztą od początku był to raczej „tabor” niż „dom”. Ten wędrujący projekt przekształcił się w międzynarodowy Festiwal Muzyki Tradycyjnej „Rozstaje” i w tym roku odbył się po raz piętnasty. Oprócz prezentacji muzyki ludowej sąsiadów można nauczyć się tańczyć. Z kolei XVIII Festiwal Wielu Kultur i Narodów, organizowany na Podlasiu, nazywa się „Z wiejskiego podwórza”. Kończą się dni koncertowe, ale jeszcze przez kilka dni można wziąć udział w warsztatach muzycznych śpiewu „białego”. Oprócz tego pokazy sztuki ludowej, spektakle teatralne, warsztaty rękodzielnicze, taneczne, kulinarne oraz pokazy filmów. Pod koniec sierpnia w Narolu na Roztoczu trwać będzie Akademia Muzyków Wędrownych, a w ramach programu – liczne warsztaty, m.in. polskiego śpiewu z lirą korbową, gry na lirze korbowej, tradycyjnych technik gry na drumli i warsztat śpiewaczy, podczas którego uczestnicy będą się uczyć śpiewać polskie pieśni z Roztocza. Codziennie wieczorem wszyscy chętni mogą wziąć udział w potańcówkach przy muzyce kapel granej na żywo, jak to dawniej na wsiach bywało. Tyle tylko, że dzisiejsze kapele pochodzą z miast, kultywując wiejskie tradycje. Czego szukają? Autentyczności, którą zatraciło miasto. Dla miasta wszystko to, co wiejskie było z definicji gorsze. Ale miasto ma nam dzisiaj do zaoferowania jedynie pustkę, pseudokulturę pozbawioną korzeni, masową papkę. Może stąd to zainteresowanie peryferiami, dawnymi tradycjami? „Przez wiele lat nasze szlaki krzyżowały się: w wiejskich domach na nauce u mistrzów, na warsztatach i potańcówkach, na koncertach i wszelkich wydarzeniach, gdzie można było zetknąć się z muzyką wiejską in crudo (bez stylizacji). Poznaliśmy dziesiątki wspaniałych ludzi starszego pokolenia, których życie zaklęte w pieśniach i muzyce wstrząsnęło nami i stało się częścią nas samych. Teraz, gdy Ostatnich Wiejskich Muzykantów i Śpiewaczek pozostało tak niewielu, zadajemy pytanie – co robić, żeby ich muzyka, ich świat miały godne miejsce w Polsce?” – pytają twórcy Forum Muzyki Tradycyjnej.

 

A na wsi…

„Polska, 1980 roku, wali się komunizm. Benzyna na kartki, niczego nie ma. Zaczynam jeździć po wsiach i nagrywać muzykę. Sytuacja dziwna, jest wiele kapel, ale nikt już ich nie potrzebuje, ani na wsi, ani w mieście. Muzykanci wyprzedają instrumenty, przestają grać. Powoli wszyscy o nich zapominają. To była pierwsza trudność: zdobyć dla nich instrumenty. Spotykałem po wielu latach przerwy muzykantów, którzy chodzili po weselach. To było ostatnie pokolenie. Potem nastała era muzyki pop” – pisze Andrzej Bieńkowski, etnograf, profesor Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, autor wielu książek o muzyce wsi. „Robiliśmy unikalne nagrania i filmy, bez stresu i w naturalnych warunkach, w domach muzykantów. Zbiory dotyczą prawie całej Polski, Ukrainy i Białorusi, to około 1500 muzykantów, no i śpiewaczki. W tym rekonstrukcje 80 kapel. Archiwum zawiera zarówno nagrania najstarszych typów kapel wiejskich, jak i współczesnej muzyki weselnej. Tysiące zdjęć terenowych. I perła naszej kolekcji – zdjęcia robione przez pierwszych fotografów ze wsi. Fotografowali wesela, zabawy, pogrzeby, codzienne życie…”. Kolekcja Andrzeja Bieńkowskiego znajduje się w depozycie Fundacji Muzyka Odnaleziona. Fundacja powstała w 2012 r. Bada i dokumentuje tradycyjną muzykę wiejską Polski, Ukrainy i Białorusi, zajmuje się archiwizowaniem i udostępnianiem zbiorów związanych z muzyką tradycyjną. Archiwum Muzyki Wiejskiej tworzone jest od 1980 r. przez Andrzeja Bieńkowskiego, zbiory są systematycznie digitalizowane i udostępniane na stronie www.archiwummuzykiwiejskiej.pl.  Ten etap ma być ukończony w 2015 r. Kolekcja zawiera zarówno nagrania audio, jak i filmy (to dokumentacja badań terenowych: nagrania, wywiady z muzykantami, śpiewaczkami), a także fotografie, w tym archiwalne oraz instrumenty wiejskie. Między innymi za sprawą Andrzeja Bieńkowskiego w czerwcu tego roku po raz pierwszy w historii Nagrodę Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego otrzymał wiejski muzykant Jan Gaca, osiemdziesięciolatek spod Przysuchy, wybitny skrzypek. Pochodzi z muzycznej rodziny, kapela Gaców ogrywała setki wesel, ale to do Jana Gacy przez ostatnie kilkanaście lat zjeżdżali młodzi z całej Polski uczyć się grać tradycyjnie. Do dziś Jan Gaca grywa na potańcówkach, wyjeżdża na festiwale, gra w Stanach Zjednoczonych, Szwecji, Niemczech. Jedna z amerykańskich szkół muzycznych publikuje transkrypcje nutowe granych przez niego utworów jako materiał edukacyjny. A w swoim domu w Przystałowicach prowadzi szkołę muzyki kajockiej (to mikroregion na Radomszczyźnie), w której uczą się młodzi z miast.

 

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki