Logo Przewdonik Katolicki

Ustawa do śmieci

Łukasz Kaźmierczak
Fot.

Jedni mówią o śmieciowym Armagedonie, inni o śmieciowej rewolucji. Prawie nikt nie twierdzi, że będzie lepiej. Pierwszego lipca obudzimy się już w nowej śmieciowej rzeczywistości.

Jedni mówią o „śmieciowym Armagedonie”, inni o „śmieciowej rewolucji”. Prawie nikt nie twierdzi, że będzie lepiej. Pierwszego lipca obudzimy się już w nowej śmieciowej rzeczywistości.

Ten tekst można byłoby spokojnie stworzyć jedynie na podstawie wyliczenia długiej listy wątpliwości, jakie pojawiają się w związku z ustawą śmieciową. W zgodnej opinii  prawników, samorządowców i samych specjalistów „od śmieci” ta ustawa jest jednym wielkim bublem prawnym, na tyle nieprecyzyjnym i wieloznacznym, że musi spowodować wielki chaos. Jedno jest pewne: na nowych przepisach stracą przede wszystkim zwykli obywatele, obciążeni kolejnym przymusowym podatkiem, który tylko z nazwy – po to, aby zbytnio nie kłuł w oczy – nazwany został „opłatą śmieciową”.

Umowy śmieciowe

Wchodząca w życie z początkiem lipca ustawa śmieciowa narzuca nowe prawo dotyczące gospodarki odpadami komunalnymi, tak aby było ono zgodne z mitycznymi już „przepisami  Unii Europejskiej”. Najważniejsza nowość polega na tym, że gminy w całości przejmują odpowiedzialność za gospodarowanie odpadami komunalnymi na swoim terenie – ich odbiorem, transportem, odzyskiwaniem i unieszkodliwianiem. Każda gmina musi więc w drodze przetargu wyłonić podmiot, który będzie odbierał wszystkie odpady. Innymi słowy, w miejsce dotychczasowego „wolnego rynku śmieciowego” zostanie wprowadzony monopol.

Zmienią się także stawki za śmieci i sposoby ich naliczania. Twórcy ustawy nie przewidzieli jednak w tym względzie jakichś sztywnych rozwiązań. Zaproponowali jedynie cztery sposoby

obliczania przez gminy opłat za wywóz śmieci: od liczby osób w gospodarstwie domowym, od ilości zużytej wody, od powierzchni zajmowanego mieszkania/domu bądź też od ilości odbieranych pojemników ze śmieciami. Jednak zdaniem krytyków żadna z powyższych metod nie oddaje w pełni rzeczywistej ilości produkowanych śmieci.

Ustawa śmieciowa wprowadza także podział na lokale zamieszkałe i niezamieszkałe. Te drugie obejmują lokale usługowe, ale także np. biura, szkoły, instytucje oraz ogródki działkowe. To rozróżnienie jest o tyle ważne, że w przypadku lokali niemieszkalnych stawki za odbiór śmieci mają być wyliczane jedynie na podstawie ilości odbieranych w danym okresie czasu pojemników.

Natomiast jeżeli chodzi o lokale mieszkalne, przytłaczająca większość gmin wybrała rozwiązanie polegające na uzależnieniu opłat od liczby osób kwaterujących w danym mieszkaniu lub domu. Dla przeciętnego śmiertelnika ważne są przede wszystkim dwie  rzeczy. Jeśli jest on właścicielem nieruchomości, zobowiązany był do końca maja, a w niektórych przypadkach do początku czerwca, złożyć w siedzibie gminy deklarację, ile osób znajduje się w jego gospodarstwie domowym oraz w jaki sposób będzie oddawał śmieci: czy będą one posegregowane, czy też zmieszane. W przypadku lokatorów i członków spółdzielni mieszkaniowych oraz wspólnot mieszkaniowych, wymagane było jedynie złożenie stosownych oświadczeń do rodzimej spółdzielni lub wspólnoty.

Od wspomnianej deklaracji lub oświadczenia uzależniona jest stawka za odbiór śmieci. I tak, przykładowo, mieszkańcy gmin należących do Związku Międzygminnego „Gospodarka Odpadami Aglomeracji Poznańskiej” zapłacą miesięcznie 12 zł od osoby za odbiór śmieci segregowanych lub 20 zł w przypadku, gdy do kubła będą wrzucać wszystko „jak leci”.

Podobnie proporcje te kształtują się także w innych polskich gminach. Takie zróżnicowanie opłat ma w zamyśle ustawodawców zachęcić obywateli do segregowania śmieci.

I jeszcze jedna ważna uwaga – a zarazem ostatnie przypomnienie – wszyscy właściciele i zarządcy nieruchomości powinni przed 1 lipca br. wypowiedzieć umowę na wywóz śmieci z firmą, która do tej pory odbierała od nich odpady. W przeciwnym wypadku grozi im podwójna opłata za ich wywóz. 

Selekcja do kosza

Cała ta ekologiczna otoczka ma jednak mnóstwo słabych punktów. Weźmy choćby mój przykład. Do tej pory płaciłem śmieci w zależności od ilości wywiezionych w miesiącu kubłów. Stosowałem ostrą selekcję – segregując nie tylko te obowiązkowe surowce (butelki PET, szkło białe i kolorowe oraz chemię gospodarczą), ale także osobno opakowania po mleku i napojach z wkładkami aluminiowymi, zwykłą makulaturę, folie, torebki itp. Te „nadproduktywne śmieci” zawoziłem potem osobiście do gminnego punktu selektywnej zbiórki odpadów. Moim bonusem za cały ten segregacyjny wysiłek była cena: zaledwie 16 zł od wywiezionego kubła. A przy skrupulatnych oszczędnościach udawało mi się w miesiącu ograniczyć właśnie do jednego kubła.

Teraz stała opłata za wywóz wyniesie 10 zł (w przypadku segregowanych śmieci), co przy czteroosobowej rodzinie oznacza miesięcznie wydatek rzędu 40 zł. A i tak mogę się uważać za szczęśliwca, bo są gminy, gdzie obowiązują kilkukrotnie wyższe stawki. Wbrew propagandowym zapewnieniom większość z nas na ustawie śmieciowej raczej więc straci, niż cokolwiek zyska. Ja w każdym razie wyleczyłem się już z nadgorliwej selekcji – skoro bowiem i tak co tydzień będę miał odbierany kubeł w stałej, miesięcznej cenie, to moją segregację ograniczę tylko do wymaganych surowców. Reszta trafi do kosza. 

W przypadku nowej ustawy śmieciowej trudno zresztą uwolnić się od wrażenia, że wszystko to jest robione po to, żeby zniknęły małe, tanie, solidne firmy zajmujące się wywozem śmieci. Zastąpią je zwycięzcy gminnych przetargów – a można niemal w ciemno zakładać, że będą to największe i najpotężniejsze firmy komunalne – od tej pory już niekwestionowani monopoliści. A to już godzi nie tyle w ekologię, ile przede wszystkim w wolny obywatelski wybór. Jak słusznie zauważył bowiem na portalu wpolityce.pl Janusz Szewczak, główny ekonomista SKOK, „dziwny to kraj, żeby nie powiedzieć dziki kraj, gdzie przynajmniej teoretycznie możemy sobie wybrać tego, kto dostarczy nam prąd, całkiem praktycznie wybrać tego, kto dostarczy nam telewizję, internet, usługę bankową, ubezpieczeniową czy medyczną, ale broń Boże nie tego, kto wywiezie nam śmieci”… 

Gra o miliony

Takich wątpliwości jest oczywiście znacznie więcej. Przede wszystkim rodzą się podejrzenia, że wspomniane przetargi mogą stać się wymarzoną okazją do wygodnego ustawienia rozmaitych „kumpli i przyjaciół królika”. I nie są to obawy wzięte z kapelusza, o czym świadczy sytuacja w Warszawie, gdzie ustawa śmieciowa wejdzie w życie z co najmniej półrocznym opóźnieniem. Powód? Tamtejsza Regionalna Izba Obrachunkowa zakwestionowała sposób przeprowadzenia dotychczasowego postępowania przetargowego, którego warunki preferowały tylko jednego, konkretnego wykonawcę, czyli Miejskie Przedsiębiorstwo Oczyszczania. Podobna afera lada chwila wybuchnie prawdopodobnie także w Krakowie oraz w kilku innych polskich miastach. Gra idzie wszak o miliony złotych. Wystarczy przypomnieć, że w stolicy stawka za wywóz śmieci segregowanych miała wynosić miesięcznie – w zależności od liczby osób w gospodarstwie domowym – 44,5 zł (przy jednej osobie), 68 zł (przy dwóch osobach) i 89 zł (przy trzech i więcej osobach). Nawiasem mówiąc, dla warszawiaków oznaczało to skokowy wzrost stawek wywozowych rzędu dwustu, trzystu procent!

Uzasadnione obawy wzbudzają także setki niedoprecyzowanych szczegółów i niuansów prawnych. Przykładowa hipotetyczna sytuacja: większość mieszkańców bloku X segreguje sumiennie śmieci, ale kilkoro z nich uparcie tego nie robi. Ktoś się w końcu orientuje, że w blokowych pojemnikach leżą nieposegregowane śmieci. Efekt? Cały blok zostaje ukarany podwyżką opłaty do stawki za śmieci nieposegregowane.

I takie przykłady można mnożyć w nieskończoność. Trudno się więc dziwić, że  samorządy zgodnie krytykują ustawę śmieciową za to, że jest niedopracowana i wprowadzona odgórnie, bez żadnych konsultacji społecznych. Ot, kolejne „kukułcze jajo” podrzucone polskim gminom na zasadzie: macie i martwcie się tym sami.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki