Logo Przewdonik Katolicki

Z Chrystusem do chorych

Michał Gryczyński
Fot.

W pierwszą niedzielę czerwca nadzwyczajni szafarze Komunii św. spotkali się na corocznym dniu skupienia, podczas którego odnowili swoją posługę na następny rok.

W archidiecezji poznańskiej pierwsi nadzwyczajni szafarze Komunii św. pojawili się w 1999 r., natomiast 10 lat temu wprowadzona została ich regularna, całoroczna formacja. Obecnie, po upływie czternastu lat, stanowią oni wspólnotę skupiającą ok. 1050 mężczyzn pełniących tę posługę w 246 parafiach archidiecezji. Dokładna liczba będzie znana – jak zapewnia ks. dr Krzysztof Michalczak, ich diecezjalny duszpasterz od 2002 r. – po zakończeniu procedury przedłużania ważności legitymacji. Co roku z grona ubywa kilku szafarzy ze względu na stan zdrowia albo zmianę miejsca zamieszkania. Natomiast za każdego zmarłego szafarza – od ubiegłego roku odeszło ich sześciu – odprawiana jest Msza św. przy okazji spotkań rejonowych albo rekolekcji.

Spotkanie rozpoczęło się w Auli Centrum Wykładowo-Konferencyjnego Politechniki Poznańskiej. Konferencję wygłosił ks. kanonik Leonard Poloch – egzorcysta, który mówił o współczesnych zagrożeniach wiary i zachęcał do pokory oraz całkowitej ufności Chrystusowi, jako rękojmi obrony przed działaniem demonów. Po konferencji trwała adoracja Najświętszego Sakramentu połączona z rozważaniami, a następnie uczestnicy udali się do kościoła Bożego Ciała na Mszę św. Przewodniczył jej abp Stanisław Gądecki, który pozdrowił szafarzy, nazywając ich „kwiatem archidiecezji”. W homilii metropolita mówił o tajemnicy wiary, m.in. o mocy wiary zastępczej, wyrażając przekonanie, że wiara ponad tysiąca szafarzy musi przynosić owoce podobne do tych, które dała wiara setnika. Podziękował też ks. dr. Krzysztofowi Michalczakowi za troskę o ich stałą formację, szafarzom z kolei za odwagę posługiwania oraz ich rodzinom, zwłaszcza małżonkom, które „z wielkim oddaniem znoszą uciążliwości domowe związane z posługą liturgiczną mężów”. Arcybiskup prosił również o przekazanie pozdrowienia wszystkim chorym oraz osobom w podeszłym wieku, którym szafarze zanoszą Komunię św. Po homilii nastąpił akt odnowienia posługi, a spotkanie zakończyła tradycyjna agapa w ogrodach proboszczowskich. Ci szafarze, którzy nie mogli uczestniczyć w dniu skupienia, będą mogli odnowić posługę 25 czerwca w katedrze.

 

Andrzej Urbaniak, 64 lata, żonaty, cztery córki, pracownik Instytutu Informatyki Politechniki Poznańskiej, prorektor ds. Studiów Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Gnieźnie im. H. Cegielskiego

− Posługę szafarza pełnię od 1999 r. Rozpoczynałem w poznańskiej parafii Miłosierdzia Bożego, a kontynuuję w parafii NMP Nieustającej Pomocy w Biskupicach. Cóż, początkowo miałem sporo obiekcji, bo czułem się niegodny do pełnienia tej posługi. Ale z perspektywy minionych lat nie żałuję, że zostałem szafarzem, bo to niesłychanie zobowiązujące, również wobec samego siebie. Jestem wdzięczny za wsparcie moim bliskim, zwłaszcza żonie Grażynie. Zanoszę Komunię św. do pewnej chorej starszej pani, której bliscy mówią, że przez całe dni nie ma z nią kontaktu. Ale zawsze gdy przychodzę, ożywia się i uśmiecha. Zdarzeniem, które wywarło na mnie szczególne wrażenie, była Msza św. po śmierci bł. Jana Pawła II, sprawowana na poznańskim placu Mickiewicza. Wtedy bowiem pierwszy i jak do tej pory jedyny raz stałem wraz z innymi, z puszką komunikantów w rękach, i oto w moich dłoniach dokonało się Przeistoczenie. To doświadczenie odebrałem jako niezwykły prezent od zmarłego Ojca Świętego.

 

Edward Strzelecki, 64 lata, żonaty, dwóch synów, kustosz biblioteki Wydziału Teologicznego UAM w Poznaniu

− Posługa szafarza jest dla mnie wielkim doświadczeniem, a pełnię ją w parafii św. Marcina w Swarzędzu. Przez pewien czas chodziłem w każdą niedzielę z Komunią św. do kilkunastu chorych; zajmowało mi to około dwóch godzin. Ale po śmierci jednego z naszych współbraci trzeba było przejąć jego obowiązki. Nie ukrywam, że kosztowało mnie to sporo wysiłku, jednak życie w łasce daje człowiekowi siłę, a inni mogą dzięki temu − po wysłuchaniu transmisji radiowej – w pełni uczestniczyć w Mszy św. W sumie pożegnałem już ponad dwudziestu moich podopiecznych. Widziałem, jak spokojnie odchodzili do Pana i mam świadomość, że wszyscy oni umierali w stanie łaski uświęcającej, więc są świętymi. To naprawdę wielka radość. Bogu niech będą dzięki za te posługę, bo człowiek przez zanoszenie innym Chrystusa sam się uświęca.

 

Roman Króliński, 51 lat, żonaty, dwoje dzieci, prezes i trener Uczniowskiego Klubu Sportowego Grunwald-Plewiska w zapasach

− Jestem szafarzem w parafii św. Faustyny w podpoznańskich Plewiskach. Posługę pełnię od ubiegłego roku. Choć przyznam, że jako trener sportów walki przeżywałem poważne rozterki i przez trzy lata broniłem się przed nią. Ostatecznie jednak przekonały mnie argumenty naszego księdza. Niestety, nie miałem jeszcze okazji zanosić Komunii św. chorym, ale mam nadzieję, że  niebawem to nastąpi. Na razie pomagam w udzielaniu Komunii św. podczas niedzielnej Eucharystii. Dzięki temu jeszcze bardziej żyję sprawami Kościoła. To doświadczenie uczy pokory i obowiązkowości oraz zmusza do zapanowania nad własnymi emocjami. Co procentuje również w życiu codziennym, a w moim przypadku także podczas treningów sportowych, które prowadzę.

 

Marek Hubert Chwalisz, 55 lat, kawaler, pracownik Bloku Operacyjnego z Centralną Sterylizacją Szpitala Wojewódzkiego w Poznaniu

− Jestem z parafii św. Stanisława Kostki w Poznaniu, a szafarzem zostałem w Jubileuszowym Roku 2000. Jako pierwszy szafarz z naszej archidiecezji poprosiłem Ojca Świętego Jana Pawła II o błogosławieństwo na posługiwanie. Papież wziął do ręki moją legitymację i udzielił nam wszystkim błogosławieństwa. Przez kolejne lata byłem w szczególnej sytuacji, bo widziałem się z chorymi na Bloku Operacyjnym, a potem spotykałem ich po raz kolejny, przychodząc do nich z Komunią św. A miałem co robić, bo codziennie zanosiłem w szpitalu Komunię św. kilkuset chorym, a tych, którzy nie mogli jej przyjąć, zachęcałem do spowiedzi. Niestety, ostatnio musiałem zwolnic tempo, ponieważ sam doświadczyłem udaru mózgu i spędziłem półtora miesiąca w szpitalu. Stanąłem na nogi, a ordynator stwierdził, że mam wielkie względy u Pana Boga.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki