Logo Przewdonik Katolicki

Niewidzialni

Joanna Mazur
FOT. FOTOLIA/AGNIESZKA ROBAKOWSKA/PK

Nadzwyczajni szafarze zanoszą Jezusa do tych, którzy sami nie mogą do Niego przyjść. Rozmawiają, pocieszają i umacniają. Nie wszyscy jednak otwierają przed nimi drzwi.

Jedni traktują to jako normalność. Drudzy zmieniają kolejkę, w której czeka się na przyjęcie  Komunii św. Nadzwyczajnych szafarzy Komunii św. przybywa, a w niektórych diecezjach jest ich już więcej niż księży. To dzięki nim chorzy w domach mogą w pełni uczestniczyć w Eucharystii nawet co tydzień. Często jednak liczba szafarzy przewyższa liczbę zgłoszonych chorych. Dlaczego? Powody mogą być prozaiczne: niechęć rodziny, przekonanie o tym, że za wizytę szafarza trzeba zapłacić, skojarzenie z „ostatnią posługą”, a nawet bałagan w domu. Czy to jednak wystarczające powody by pozbawić chorego najlepszego umocnienia?
 
Bardzo blisko
Radość i poczucie odpowiedzialności. Te uczucia towarzyszyły Markowi Mikuskowi, gdy 13 lat temu ks. Marek Frąszczak, proboszcz parafii Chrystusa Jedynego Zbawiciela w Swarzędzu poprosił go, aby stał się nadzwyczajnym szafarzem. Był to czas, gdy pan Marek razem z żoną dołączył do wspólnoty Domowego Kościoła. Od czterech lat jest też katechistą i należy do Szkoły Nowej Ewangelizacji św. Barnaby w Poznaniu. – Posługa szafarza to dla mnie przede wszystkim okazja, by być bardzo blisko Jezusa. Kiedy ksiądz przekazuje mi puszkę lub bursę, staram się zawsze przytulać Jezusa do serca. To jest wielkie, trudne do opisania przeżycie. Traktuję posługę szafarza jako zaproszenie do większego zaangażowania w liturgię, nie tylko przy rozdawaniu Komunii św. Jeśli potrzeba, to czytam Słowo czy pomagam przy składce. To dla mnie okazja, by wziąć odpowiedzialność za lokalny Kościół – tłumaczy.
W swarzędzkiej parafii, gdzie chrztów jest siedem razy więcej niż pogrzebów, chorych również nie ma wielu. W pierwszą sobotę miesiąca księdza przyjmuje kilkanaście osób, a szafarzy już niestety tylko kilku. Dzięki transmisji Mszy św. online osoba chora może w niej uczestniczyć, a potem zobaczyć szafarza, który wychodzi z bursą do jej domu. – Najbardziej wzruszającym momentem mojej posługi było udzielenie Komunii św. mojemu umierającemu teściowi, który odszedł po kilku godzinach. Ksiądz nie jest w stanie dotrzeć do wszystkich chorych w tych ostatnich momentach życia – tłumaczy pan Marek. – Bycie szafarzem to też wielka mobilizacja do życia sakramentalnego i regularnego chodzenia do spowiedzi św. Wcześniej różnie z tym bywało. Jestem zaangażowany we wspólnotę ewangelizacyjną, ale myślę, że rozdawanie Ciała Pana Jezusa to najkrótsza forma ewangelizacji. To są tylko i aż dwa słowa. Mówię do kogoś „Ciało Chrystusa”, a ktoś odpowiada „Amen”. To wyznanie wiary jest dla mnie bardzo poruszające – tłumaczy.
 
Szczególna więź
Wiktor Heigelmann należy do pierwszego rocznika nadzwyczajnych szafarzy Komunii św. Ma 66 lat i od 19 lat posługuje w parafii św. Michała Archanioła w Czempiniu. Jest także członkiem Rady Duszpasterskiej i Akcji Katolickiej. Ma trójkę dzieci i sześcioro wnuków. Do chorych chodzi co niedzielę. – Za każdym razem gdy idę udzielać Komunii, to jest to niepowtarzalne przeżycie. Nie ma tu miejsca na rutynę. Chodziłem przez wiele lat do jednej starszej pani i pewnej niedzieli podszedł do mnie jej syn i powiedział, że mama już odeszła do Pana i że dziękuje mi za to, że przychodziłem do niej z Jezusem. To był bardzo wzruszający moment. Te pożegnania są trudne, ale z drugiej strony wierzymy, że oni spotykają się z Jezusem w pełni – dodaje. – Podczas spotkań nawiązuje się szczególna więź. Od trzech lat odwiedzam wielorodzinny dom, gdzie komunikuje kilka osób. Część z nich może przejść te parę kroków i spotykamy się wszyscy w jednym pokoju. Przychodzą też ich rodziny. Razem modlimy się, chwilę rozmawiamy. Na kawę jednak nie ma czasu, to w końcu niedziela i każdy chce spędzać ją z rodziną – dodaje pan Wiktor. Najbardziej wzruszający dla Pana Wiktora był moment, gdy udzielał Komunii św. swojej córce, a także kiedy chorował ksiądz proboszcz. – To było dla mnie duże zaskoczenie, gdy dostałem telefon od księdza z prośbą, abym do niego przyszedł. Odwiedzałem też 35-letnią córkę dobrego znajomego, która miała raka. Na końcu bardzo cierpiała, mówiła: „wujek, jak bardzo mnie boli”. Byłem u niej z Komunią św. w niedzielę, a ona w poniedziałek zmarła – tłumaczy pan Wiktor.
 
Zwykły facet w albie
Nie każdy na propozycję bycia szafarzem odpowiada od razu. Wiele osób zmaga się z pytaniem czy podołają tej posłudze, nie tylko czasowo. – Decyzja o byciu szafarzem nie była dla mnie łatwa. Głównie ze względu na wiek naszych dzieci i konieczność pilnowania ich w ławce – uśmiecha się Tymoteusz Płonka, który posługę nadzwyczajnego szafarza pełni od trzech lat, najpierw w parafii Narodzenia Pańskiego w Poznaniu, a obecnie w parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Suchym Lesie. – Teraz jednak służę przy ołtarzu razem z moim synem, który ma sześć lat. W ten sposób przeżywamy wspólnie Mszę św. Jemu to się podoba i zachowuje się bardzo dojrzale jak na swój wiek. Ja w ten sposób jestem też bardziej skupiony na modlitwie – dodaje pan Tymoteusz. – Czuję się bardzo niegodny i wiem, że dana mi jest ogromna łaska – trzymania w rękach Ciała Pana Jezusa. To nie pozostawia człowieka obojętnym. Szafarz staje się pośrednikiem między Jezusem a ludźmi. A to jest bardzo intymna sytuacja. Mogę być przy tym, jak ludzie spotykają się z Bogiem. A gdy widzę, jak więcej osób ustawia się do Komunii św. do księdza, mówię sobie, że jestem tylko zwykłym facetem w albie i pewnie gdy dwa tysiące lat temu było rozmnożenie chleba, to większość osób chciała otrzymać go od Jezusa, a nie od apostołów. Mnie to jakoś nie deprymuje – dodaje pan Tymoteusz. – Czasami zastanawiam się, czy moja posługa jest potrzebna. Szafarzy jest dosyć dużo i nie jest tak, że jest się rozchwytywanym. Miewam zwątpienia, ale wtedy żona mówi mi, że może pełnię tę posługę, aby nasz syn pozostał w Kościele. Aby całe życie pamiętał, jak siedział z tatą przy ołtarzu.
 
Jezus mi ufa
Bycie szafarzem uczy empatii i pozwala wyjść poza swoje środowisko, by dostrzec cierpienie i zmienić spojrzenie na otaczającą rzeczywistość. Piotr Antkowiak został nadzwyczajnym szafarzem w parafii Objawienia Pańskiego w Poznaniu cztery lata temu, w wieku 32 lat. Jest mężem i ojcem trójki dzieci, a zawodowo zajmuje się projektowaniem instalacji sanitarnych. Co tydzień w niedzielę odwiedza kilku chorych od razu po Mszy św., w której uczestniczy z żoną i dziećmi. – Przy trójce maluchów moja obecność w ławce jest konieczna (śmiech), więc odwiedzam chorych w domach. Jest to niezwykłe doświadczenie. Jedna osoba potrafi opowiedzieć pół swojego życia, a druga nie jest chętna do rozmowy. Odwiedzałem pewnego pana, który był sparaliżowany i chciałem mu podać rękę, której on nie mógł chwycić. Takie sytuacje wiele uczą. Człowiek staje się bardziej empatyczny i współczujący – dodaje pan Piotr. – Trudne są sytuacje w domach, gdzie osoba chora jest wierząca, a rodzina nie. Wtedy wyczuwa się trudną atmosferę. A to tak naprawdę od rodziny zależy, czy zgłoszą chorego, aby mógł przyjmować Jezusa – dodaje.
– Gdy w marcu ksiądz proboszcz zaproponował mi bycie nadzwyczajnym szafarzem, zamilknąłem na trzy dni – śmieje się 45-letni Grzegorz Kaczmarek, szafarz z parafii Najwyższego Arcykapłana Jezusa Chrystusa w Murowanej Goślinie, który na co dzień pracuje w logistyce. Główną obawą było pogodzenia służby z wychowaniem czwórki dzieci. – Obawiałem się także, czy będzie we mnie dostatecznie dużo empatii w stosunku do osób chorych. Czy będę umiał z nimi rozmawiać, czy mnie zaakceptują. Podczas pierwszego dyżuru szedłem z Jezusem z drżącymi rękoma i sercem. Był Poniedziałek Wielkanocny. Zobaczyłem wtedy łzy szczęścia w oczach chorych ludzi, że to Jezus Zmartwychwstały do nich przychodzi. Pewna pani powiedziała, że dzięki temu przeżyła piękne święta. Dopiero wtedy zrozumiałem, jak ta posługa jest ważna i potrzebna. Wiele razy dostrzegałem w oczach chorych głód Pana Jezusa – dodaje. – Posługa szafarza ma dla mnie głęboko osobisty wymiar. Kiedy nawróciłem się cztery lata temu, powiedziałem Jezusowi, że Mu zaufam i wyprostuję swoje życie. Ale poprosiłem Go także o to, aby On mi zaufał. I myślę, że Jezus pokazał mi to zaufanie właśnie przez tę posługę. Czy mógłby dać mi większy dowód Jego zaufania do mnie niż to, że oddaje się w moje ręce? – tłumaczy pan Grzegorz. Przed każdą posługą mówi krótką modlitwę, aby Jezus uczynił go niewidzialnym i by ludzie widzieli tylko Jego.
 
Zmiana perspektywy
– Podawanie Komunii św. podczas Mszy św. zmieniło moje spojrzenie na Kościół. Gdy wypowiadam słowa „Ciało Chrystusa”, widzę jak naprawdę wszyscy przystępujący do tego sakramentu stajemy się Ciałem Chrystusa, jednym Kościołem – mówi Michał Baran, który jest nadzwyczajnym szafarzem od ponad roku. Ma 34 lata, razem z żoną i piątką dzieci mieszka w Białkowie koło Cybinki. – Bycie dla chorych zmienia perspektywę życia. Zdałem sobie sprawę, że dawniej rodziny były wielopokoleniowe i osoby starsze stanowiły ich część. Teraz rodziny są bardziej poszatkowane, wielu chorych jest wyizolowanych i każde odwiedziny, a szczególnie te z Jezusem, są dla nich bardzo ważne i umacniające – tłumaczy. Pan Michał co niedzielę odwiedza do ośmiu chorych osób. Czasami chorzy zadają mu pytania, czym zasłużyli sobie na swoją chorobę, jak to rozumieć. Ale nie trzeba ani jednego słowa, by nawiązała się silna więź. – To było dla mnie ogromne wyzwanie, by opowiadać o Bogu, który wymarzył sobie doskonały świat, ale musimy na niego jeszcze poczekać. Do tego momentu doświadczamy choroby i śmierci. Ostatnio odwiedzam pewnego pana, który już nie mówi, ale zawsze widzę w jego oczach radość, że przyszedł do niego Jezus. Radość w oczach osoby cierpiącej ma w sobie coś niesamowitego. To są te momenty, w których najgłębiej widzę sens tej posługi.
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki