Logo Przewdonik Katolicki

Prezentkowo

Justyna Sowa
Fot.

To taka szkoła, gdzie na lekcje można przychodzić w pantoflach. A prowadzą ją takie siostry, które zawsze są do dyspozycji młodych: tak 400 lat temu, jak i dziś.

– Dla nas najważniejsza jest praca z młodzieżą i ich wychowanie, ale powodzenie tego procesu nie zależy tylko od nas. Dlatego intensywnie współpracujemy także z rodzicami i z nauczycielami naszych szkół. Dla tych ostatnich organizujemy wyjazdy formacyjne, rekolekcje, dni skupienia po to, żeby ci, którzy mają formować młodzież, sami mieli okazję do wzrostu – tłumaczy s. Olga Maślanka, przełożona generalna zgromadzenia sióstr prezentek. Jan Paweł II powiedział kiedyś, że szkoła to poszerzony dom rodzinny. I u prezentek tak jest, a tworzą go wspólnie nauczyciele, rodzice i uczniowie… Chwila. Czy to w ogólne możliwe żeby szkoła była jak dom?

Duch Święty dyrektorem

Nie mogłam odmówić sobie okazji do osobistej weryfikacji tej cudownej wizji szkoły-domu. Dlatego pewnego dnia stanęłam przed furtą, która stanowi zarówno wejście do klasztoru, jak i do szkoły. Otworzyła mi bardzo uprzejma siostra i wytłumaczyła, jak dotrzeć do siostry dyrektor. Szłam więc korytarzami, oglądałam dyplomy dumnie zdobiące ściany i myślałam „szkoła jak szkoła”. Kiedy dotarłam i przywitałam się z s. Ewą Mierzwą, ucięłyśmy sobie miłą pogawędkę w jej gabinecie. – Jak siostra godzi obowiązki dyrektora szkoły z powołaniem zakonnym – zapytałam. – Jeśli Bóg daje powołanie zakonne i chce, aby realizować je w danym czasie poprzez pełnienie posługi dyrektora w szkole, to daje też swoje błogosławieństwo do realizacji obydwu  zadań – odpowiada s. Ewa. – Ważne, żeby umieć odnaleźć w tym Boży zamiar i umieć dzielić się odpowiedzialnością z osobami tworzącymi środowisko wychowawcze szkoły. Świadomość, że jestem Pomocnicą Chrystusa w dziele kształtowania młodych pokoleń, prowadzi mnie do głębszego przeżywania tajemnicy powołania życia konsekrowanego. Jednak głównym dyrektorem, który prowadzi to dzieło już prawie 400 lat, jest Duch Święty. Tylko w takim kontekście jest możliwe dla mnie pogodzenie i realizowanie tych dwóch zadań – tłumaczy siostra. Za chwilę przechadzamy się korytarzami szkoły, a ja słucham opowieści o matce Zofii Czeskiej, założycielce zgromadzenia sióstr prezentek i pomysłodawczyni szkół, bez której nie byłoby

tego miejsca.

Do każdego po imieniu

Bycie wychowawcą młodego pokolenia to najważniejsza część charyzmatu zgromadzenia, który siostry realizują nieprzerwanie od prawie 400 lat. A wszystko zaczęło się tu, w Krakowie, na ul. Szpitalnej. Kiedy przechodzę korytarzami szkoły prowadzona przez siostrę dyrektor i raz po raz słyszę trzeszczący pod stopami parkiet, zastanawiam się, ile pokoleń dziewcząt przewinęło się przez te mury... Z zamyślenia wyrywa mnie widok jednej z sióstr, która rozmawia w kącie z jakąś uczennicą, chyba o czymś miłym, bo co rusz wybuchają śmiechem. Ale jeszcze większe wrażenie robi na mnie postawa siostry dyrektor, która spacerując ze mną, do każdego mijającego nas ucznia zwraca się po imieniu, uśmiecha i zagaduje o jakieś sprawy. Wygląda to tak, jakby wszystkie dzieci znała i wszystkimi tak samo się interesowała. A przecież do tego zdolna jest tylko mama. To pierwsze i jedyne skojarzenie, jakie przychodzi mi na myśl.

 – Obecnie w szkołach sióstr prezentek w Krakowie – gimnazjum i liceum – uczy się 329 uczennic i uczniów – mówi s. Ewa Mierzwa. Ale, jak się dowiaduję, jest to jedynie połowa osób, które starają się o przyjęcie. Reszcie, z bólem serca, siostry muszą w toku rekrutacji odmówić, nie mają bowiem warunków lokalowych na tylu uczniów. Może kiedyś... Zastanawiam się zatem, w czym tkwi fenomen tego zgromadzenia i tych szkół, że od wieków cieszą się taką renomą? – Moim zdaniem fenomen naszych szkół tkwi w wierności charyzmatowi i założeniom wychowawczym ich założycielki – Matki Zofii, która tu w Krakowie żyła i działała w XVII w. Na ówczesne czasy jej dzieło było nowatorskie i nie miało przykładu w Rzeczypospolitej. Słowem kluczem, którym można je określić, jest dom. Atmosfera poszerzonego domu pozwala dzieciom i młodzieży bezpiecznie i integralnie rozwijać się, uczy brania odpowiedzialności za pełnione role, daje poczucie więzi i przyciąga po latach w mury szkoły, by zakosztować na nowo niezapomnianej domowej atmosfery w Prezentkowie – jak mówią powracający absolwenci i absolwentki.

Przywykły do hałasu

W trakcie rozmowy z s. Olgą Maślanką – matką generalną zgromadzenia i s. Renatą Gąsior – postulatorką procesu beatyfikacyjnego ich założycielki matki Zofii Czeskiej, dowiaduję się także co nieco o zgromadzeniu, w którym styl życia sióstr wygląda trochę inaczej, niż można sobie wyobrazić. Na korytarzach szkolnych wciąż jest głośno i tłumnie. Szczególne podczas przerwy. Klasztor sióstr prezentek i szkoła znajdują się bowiem w tym samym budynku w centrum Krakowa. Wejście do klasztoru i szkoły jest jedno. Siostry śmieją się, że kiedy młodzież wchodzi do szkoły, to trudno jest przejść korytarzem na parterze. – Mieszkając na pierwszym piętrze, ciągle słyszę, jak nad nami szkoła tętni życiem – mówi s. Olga – bo pomieszczenia szkolne zajmują większą część budynku. W innych zgromadzeniach na korytarzach jest cisza, a u nas ciągle życie – tłumaczy siostra. – Kiedy klęczymy w kaplicy lub czekamy w kolejce do sakramentu pojednania, to czasami dochodzą do nas piski i hałasy uczniów – dodaje, śmiejąc się s. Renata. – Ale taki jest nasz charyzmat: być z młodzieżą i dla młodzieży.

Wciąż czuję się młoda!

– Co siostrom daje ta praca? – Daje ogromną satysfakcję i wielką radość. A przede wszystkim jest realizacją naszego charyzmatu. Bo każda z nas w akcie profesji wieczystej zobowiązuje się do troski o dobre wychowanie dzieci i młodzieży – tłumaczy s. Renata Gąsior. – To jest jakby nasz czwarty ślub. I realizujemy go nie tylko w szkole. Siostry, które pracują w kuchni, także! Podobnie jak starsze czy chore siostry, które trwając na modlitwie, ofiarują swe cierpienie w intencji młodzieży. – U nas każda siostra przez akt profesji uczestniczy w misji zgromadzenia – dodaje matka generalna. Mówi także, że kiedy przez wiele lat była wychowawczynią w internacie, czuła się wiecznie młoda. – Zapał i energia internatek udzielały się mi. Pamiętam, że największą satysfakcję sprawiał mi widok ich rozwoju, kiedy obserwowałam, jak pięknie układają sobie życie, jak je planują. Pojawiające się problemy traktowałam jak wyzwanie: trzeba było z tym młodym człowiekiem po prostu usiąść i pomóc mu je rozwiązywać.

Znów dzwoni dzwonek i za drzwiami pokoju, w którym rozmawiamy, rozlega się gwar szkolny. – To jest coś pięknego, że młode życie wciąż nas otacza. Owszem, czasem przychodzi taki czas, że ma się już dość hałasu. Ale kiedy trwa okres ferii lub wakacji, kiedy młodzieży po prostu nie ma, czegoś zaczyna nam brakować i po prostu tęsknimy – uśmiechają się siostry.

Pomagają jak mogą

W trakcie rozmowy mówią także wprost, że problemy, jak wszędzie, także i w Prezentkowie się pojawiają. Przychodzą dzieci z rodzin rozbitych albo takich, gdzie rodzice pracują za granicą i trzeba się mierzyć z problemami wychowawczymi. Siostry starają się także w miarę swoich możliwości pomagać materialnie tym, którzy tego potrzebują. Wszystko to robią pociągnięte przykładem swej założycielki, Matki Zofii Czeskiej, którą Kościół 9 czerwca ogłosi błogosławioną.

Wracam po tych spotkaniach do domu i przez całą drogę uśmiecham się, powtarzając w myślach „Prezentkowo”. Urocza nazwa, która ma w sobie dużo ciepła. Prawie tyle, co te siostry. Dziś już nie dziwię się, że absolwenci chcą tam wracać. I wiem, że to nie chodzi o mury. Bo to nie jest zwykła szkoła. Tu naprawdę pachnie domem.

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki