Logo Przewdonik Katolicki

Jak się leczyć w 2013?

Małgorzata Szewczyk
Fot.

Działający od 1 stycznia system e-WUŚ ma być pierwszym krokiem do informatyzacji w ochronie zdrowia. Czy będzie to krok milowy, czy po prostu źródło kolejnego kryzysu w służbie zdrowia?

 

Od 1 stycznia pacjenci nie muszą okazywać dokumentu potwierdzającego ubezpieczenie – książeczki ubezpieczeniowej czy druku RMUA. Wystarczy, że w szpitalu, przychodni czy gabinecie, które mają podpisane umowy z Narodowym Funduszem Zdrowia, podadzą swój PESEL i przedstawią dokument potwierdzający tożsamość: dowód osobisty, paszport czy prawo jady. Rejestratorka loguje się do bazy Centralnego Wykazu Ubezpieczonych, który prowadzi NFZ, i już po kilku sekundach wiadomo, czy pacjent ma prawo do świadczeń opieki zdrowotnej. Ma być szybko, bezpiecznie i bardziej przyjaźnie dla pacjenta. Czy aby na pewno? Co z osobami, wobec których system e-WUŚ nie zadziała? Czy nie będzie to furtka dla nadużyć dla pacjentów nieubezpieczonych? No i najważniejsze: kto za ten rewelacyjny system zapłaci?

 

Nie sprawdzanie, a zaufanie

Jeszcze pod koniec ubiegłego roku odbyła się kampania informacyjna, prowadzono testy sprawdzające działanie systemu, Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji zapewniało, że e-WUŚ będzie funkcjonować bez problemu, a do zaangażowania się w pomoc pacjentom w poznawaniu nowego elektronicznego systemu weryfikacji uprawnień do świadczeń apelował sam minister Bartosz Arłukowicz. W radiowych „Sygnałach dnia” 28 grudnia zapewniał, że jeśli pacjent nie znajdzie się w nowym systemie, będzie mógł skorzystać z pomocy lekarskiej na podstawie oświadczenia. – Pacjent musi mieć łatwiejszy dostęp do lekarza i dzięki temu systemowi będzie go miał – stwierdził minister. – Chodzi nam o to, by przejść z systemu analogowego na system cyfrowy, z zasady sprawdzania pacjenta przejść do zasady zaufania pacjenta – przekonywał. Na pytanie dziennikarza, czy w związku z e-WUŚ polepszy się dostęp do specjalistów, a przede wszystkim, czy zmniejszą się kolejki, przyznał, że system nie wpłynie na długość kolejek, szybsza będzie jedynie rejestracja, bo – jak zastrzegł dość enigmatycznie -" kolejki mają różne przyczyny."

Co jednak w przypadku, gdy na monitorze komputera zapali się czerwona lampka, która oznacza, że zgodnie z systemem – pacjent nie jest ubezpieczony? – Jeśli zapali się czerwona lampka, będzie mógł podpisać oświadczenie, że jest ubezpieczony i wejść do lekarza, i NFZ będzie to później sprawdzał. Pacjent ma prawo do skorzystania z wizyty lekarskiej niezależnie od tego, jak zareaguje system. Ten system bardziej służy NFZ i ewidencji informatycznej i sposobowi weryfikacji ubezpieczenia – podkreślał minister Arłukowicz.
Wszystko to brzmi bardzo pięknie: oto NFZ ma pełne zaufanie do pacjenta, który zawsze ma prawo być przyjęty do lekarza i... po sprawie? Otóż niezupełnie.
Systemem e-WUŚ objętych jest dziś ponad 90 proc. placówek medycznych, a więc jak przyznał niedawno Sławomir Neumann, wiceminister zdrowia, „system funkcjonuje w przeważajacej części kraju”. Tylko w Małopolsce 10 proc. placówek ochrony zdrowia nie przystąpiło do nowego programu. W krakowskich przychodniach i szpitalach tworzyły się dodatkowe kolejki, podobnie jak w Starym Sączu czy Opolu. System nie tylko zawieszał się, ale nie obyło się też bez przypadków wypełnienia przez pacjentów oświadczenia o prawie do świadczeń zdrowotnych. Padały więc też pytania, czy pacjent na pewno jest ubezpieczony. I nie ma się co dziwić, w końcu ktoś będzie musiał ponieść koszty w przypadku przyjęcia nieubezpieczonego pacjenta.
 
Następny (nie)ubezpieczony
Ministerstwo Zdrowia przekonywało, że nieubezpieczonych jest tylko 1 proc. Polaków. Najnowsze wyliczenia temu przeczą. Okazuje się bowiem, że kłopot mają ci, którzy pracowali za granicą, osoby, które zmieniały pracodawcę, oraz… dzieci, które pomimo że są uprawnione do bezpłatnego leczenia, nie zostały zgłoszone do NFZ ani przez rodziców, ani przez szkołę. Jeśli zajdzie konieczność pobytu dziecka w szpitalu, rodzic będzie musiał codziennie składać oświadczenie o prawie do bezpłatnego leczenia. Z kolei studenci do 26. roku życia, aby skorzystać z prawa do świadczeń opieki zdrowotnej, muszą zostać zgłoszeni do ubezpieczenia np. przez rodziców lub opiekunów prawnych jako członkowie rodziny. Jeżeli student nie jest członkiem rodziny osoby ubezpieczonej i złoży oświadczenie, że nie podlega obowiązkowemu ubezpieczeniu zdrowotnemu, wówczas do ubezpieczenia może zgłosić go uczelnia. To nie wszystko.
Każdy szpital, przychodnia czy zakład opiekuńczy musi codziennie weryfikować uprawnienia wszystkich pacjentów, również emerytów i rencistów, których składki opłaca ZUS i KRUS i to nie tylko przed przyjęciem deklaracji wyboru – jak jest obecnie, ale i przed udzieleniem każdego świadczenia zdrowotnego. Co więcej, zgodnie z prawem, dane te muszą być przechowywane w placówkach opieki zdrowotnej. Świadczeniodawca musi więc przechowywać zarchiwizowane numery autoryzacji każdego sprawdzenia, aby mieć potwierdzenie dla NFZ. Prawo nie precyzuje jednak, jak długo mają być przechowywane powyższe dokumenty ani kto ma płacić za drukowanie oświadczeń dla pacjentów według systemu nieubezpieczonych, choć deklarujących płacenie składek. Trudno przecież żądać od pacjenta czegoś w rodzaju przedpłaty przed bezpłatnym leczeniem, bo to jakiś absurd. Obowiązek składowania potwierdzeń będzie zapewne przekraczać logistyczne możliwości świadczeniodawców. Na tę uciążliwość zwrócił uwagę Maciej Hamankiewicz, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej: „Szpitale zostaną zmuszone do codziennego sprawdzania, czy przebywający w nich pacjenci mają aktualne ubezpieczenie (…). Obawiam się, że podobnie jak w przypadku rejestru praktyk lekarskich, system będzie przeciążony i będą problemy z przepływem danych. Posiada liczne wady, jest niedopracowany. Nie jest to system kompleksowy, ale raczej jakaś proteza”. Zdaniem Hamankiewicza e-WUŚ może okazać się „wielkim niewypałem”. „Może być to źródło kolejnego kryzysu w ochronie zdrowia” – ocenił. Stwierdził też, że konieczna jest pełna informatyzacja ochrony zdrowia i uporządkowanie systemu ubezpieczeniowego.
Prezes NFZ Agnieszka Pachciarz zaledwie po czterech dniach od wprowadzenia e-WUŚ odtrąbiła sukces, dumny z nowego systemu jest też minister Arłukowicz… Łatwiej wprowadzić e-WUŚ, niż zlikwidować kolejki do specjalistów czy zwiększyć nakłady na służbę zdrowia. Może pacjent zaufa systemowi?
Sprawne działanie Elektronicznej Weryfikacji Uprawnień Świadczeniobiorców (e-WUŚ) będzie zależało od tego, jak aktualna będzie baza danych w ZUS, KRUS oraz Centralnym Wykazie Ubezpieczonych. Kto będzie odpowiadał za rzetelność tych danych? Bo może być tak, że nikt nie będzie winny elektronicznemu bałaganowi...
Można się zastanowić nad zasadnością wprowadzenia, skądinąd, przyjaźnie brzmiącego systemu e-WUŚ. Czy był to „produkt” pierwszej potrzeby dla polskiego społeczeństwa, skoro ubezpieczony pacjent może nie figurować w centralnym rejestrze ani nie może samodzielnie sprawdzić swojego statusu? Czy dotychczasowy system z okazywaniem druku RMUA był aż tak uciążliwy? Czy trzeba było wydawać aż 130 mln zł, skoro tylko 1 proc. Polaków nie jest ubezpieczonych? No i najważniejsze: kto za to zapłaci?
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki