Logo Przewdonik Katolicki

Będą gospodarzami

Monika Białkowska
Fot.

Kiedy spotkali się po raz pierwszy, nic o sobie nawzajem nie wiedzieli. Siedzieli w wielkiej sali w budynku seminarium, wciśnięci w ławki. Milczący i zestresowani, zupełnie jak pierwszego dnia w szkole.

Kiedy spotkali się po raz pierwszy, nic o sobie nawzajem nie wiedzieli. Siedzieli w wielkiej sali w budynku seminarium, wciśnięci w ławki. Milczący i zestresowani, zupełnie jak pierwszego dnia w szkole.

 
Dziś nie są już przypadkową zbieraniną obcych osób. Są grupą ludzi, którzy wiedzą, czego się po innych spodziewać. Wiedzą, na kogo kiedy mogą liczyć. Potrafią razem pracować. I za miesiąc czeka ich wielki sprawdzian: jako wolontariusze wezmą udział w Ogólnopolskiej Pielgrzymce Ministrantów i Lektorów. 8 czerwca będą prawdziwymi gospodarzami dla blisko 8 tys. gości z całej Polski.
 
Pierwsze kroki
Nie mieli stać się tylko wykonawcami płynących z góry poleceń. Przyjęcie tysięcy ludzi w jednym miejscu nie jest zadaniem, które może zaplanować i przygotować jedna osoba. Wolontariusze mieli być gospodarzami: dobrze znać miejsce i ideę spotkania, a w jego trakcie nie tylko wykonać przydzielone im zadania, ale też umieć reagować w sytuacjach, które planom mogą się wymknąć. Uczyć się zaczęli od rzeczy najprostszych. Poznali program pielgrzymki, jej hasło i założenia. Musieli zrozumieć, dlaczego w Roku Wiary to właśnie do Gniezna przyjechać mają ministranci i lektorzy z całej Polski, dlaczego właśnie tutaj, przy grobie św. Wojciecha, złożyć mają swoje wyznanie wiary, dlaczego właśnie tu nazywać się będą „synami i dziedzicami”. Potem poznali Gniezno, bo nie wszyscy wcześniej mieli okazję dokładnie zwiedzić Muzeum Archidiecezjalne, poznać największe skarby, jakie skrywa Archiwum czy przejść przez katedrę i jej podziemia z przewodnikiem. Ktoś zachwycił się skrzynią kanoników – że to taki sprytny patent z wieloma kłódkami, żeby nikt, będąc sam, nie mógł jej otworzyć i okraść skarbca. Ktoś inny zdziwił się w katedralnych podziemiach, że jest tu trumna Ignacego Krasickiego. – To ten, od bajek? On tu leży? Ktoś potem wyciągał z kieszeni banknot dwudziestozłotowy, sprawdzając, czy naprawdę jest na nim ornament z Drzwi Gnieźnieńskich. Takie właśnie drobiazgi sprawiały, że wolontariusze zaczynali odkrywać Gniezno dla siebie.
Później z miesiąca na miesiąc robiło się coraz trudniej. Trzeba było wykazać się wiedzą i umiejętnością radzenia sobie w trudnych sytuacjach, kiedy zupełnie niespodziewanie i z tymi, których znali najmniej, wysłani zostali w teren. Musieli odpowiedzieć na pytania, dotyczące miasta, nieważne w jaki sposób. Pukali do drzwi, przeglądali książki w księgarni, zatrzymywali księży na ulicy – ale się udało. Wrócili dumni i już nie było problemu, że ktoś kogoś nie zna. Nic tak przecież nie łączy, jak wspólnie pokonane wyzwania. Potem już mogli dostać prawdziwe zadania. Blisko dwudziestoosobowa grupa podzielona została na pięć mniejszych.
 
Siedem miejsc, siedem sakramentów
Pierwsza, nazwana roboczo „Gnieznem”, zająć się miała tym wszystkim, co przybywający do Gniezna pielgrzymi będą mogli tu zwiedzić. Żeby zwiedzanie nie oznaczało tylko bezrefleksyjnego chodzenia po kolejnych kościołach, znaleziono dla niego klucz. Siedem miejsc przyporządkowano siedmiu sakramentom. Dla siedmiu sakramentów znaleziono siedem znaków, angażujących przyszłych pielgrzymów tak, by wejście do każdego kościoła było przeżyciem. W katedrze, przed grobem św. Wojciecha, każdy będzie mógł przypomnieć sobie swój chrzest i wyznać swoją wiarę, czyniąc na sobie znak krzyża poświęconą wodą, przywiezioną z Jeziora Lednickiego – pierwszej chrzcielnicy Polski. Przy pomniku św. Wojciecha przybywający do Gniezna pielgrzymi złożą własnoręcznie wykonane krzyże, symbol gotowości do mężnego wyznawania wiary. Tuż obok, w kościele garnizonowym, wejdą na chwilę modlitwy – adoracji Chrystusa w Chlebie Eucharystycznym. W kościele ojców franciszkanów księża posypią głowy pielgrzymów popiołem, nawołując w ten sposób do pokuty. W kościele św. Jana, poświęconym sakramentowi namaszczenia chorych, otrzymają przywiezioną z Inowrocławia sól – symbol zdrowia duchowego i fizycznego. W farze złożą na ołtarzu zdjęcia swoich rodzin, z wypisanym na odwrocie wyznaniem wiary. Wreszcie przy seminaryjnym kościele św. Jerzego otrzymają niewielką karteczkę z wypisanym na niej imieniem i nazwiskiem jednego kapłana z archidiecezji gnieźnieńskiej – po to, by w Roku Wiary właśnie za niego szczególnie się modlić.
W każdym z kościołów rozbrzmiewać będzie stosowna muzyka. W każdym nieustannie czytane będą komentarze, tłumaczące znaki. W każdym niezbędni będą ludzie, przypominający o ciszy, dbający o sprawne przemieszczanie się pielgrzymów oraz ich bezpieczeństwo. To ogrom pracy, która spoczywa na gnieźnieńskich wolontariuszach.
 
W drodze i w ogrodzie
Wolontariusze z grupy „Drogi” tylko pozornie mają mniej pracy. To oni muszą się postarać, by przyjeżdżający rano pielgrzymi szybko i sprawnie dotarli na plac celebry i trafili do właściwych sektorów. To oni muszą zorganizować najbezpieczniejsze i najszybsze przejście po Mszy św. do seminaryjnych ogrodów na obiad. To oni wreszcie zrobią wszystko, by ulicami Gniezna mogła przejść procesja podobna do tej, jaka idzie w świętowojciechowy odpust – tyle tylko, że pójdzie w niej 8 tys. ministrantów i lektorów w strojach liturgicznych, z transparentami i znakami swoich miejscowości.
Wolontariusze odpowiadający za obiad gorączkowo rozmyślają już, jak racjonalnie rozstawić w seminaryjnych ogrodach punkty wydawania jedzenia – tak, żeby było szybko, żeby nie blokować przejść, żeby było gdzie usiąść, żeby nikt nikogo niczym gorącym nie oblał.
Wolontariusze z grupy odpowiedzialnej za dzieci mają najtrudniej, bo nikt nie wie, czy w ogóle ich praca będzie potrzebna. A przygotowanym trzeba być na wszystko. Bo jeśli przyjadą ministranci tak młodzi, że nierozsądne będzie, żeby sami zwiedzali miasto? Albo jeśli ktoś będzie zmęczony, albo się zgubi? Wolontariusze i na to mają pomysł: wydzielone miejsce dla najmłodszych i zgubionych, z profesjonalną opieką, z grami i zabawami, nawet z koszulkami na przebranie, gdyby wydarzyła się jakaś kulinarna tragedia.
I jeszcze ostatnia grupa, w skrócie mówią na nią: „Papiery”. To dziewczyny, które dziś siedzą przy komputerach, prowadzą stronę internetową i przyjmują zapisy, a 8 czerwca rano usiądą w recepcji, żeby przyjmować zapisy i wydawać pakiety pielgrzyma. Później, po południu, zamienią się w mobilne punkty informacyjne i krążyć będą po mieście, żeby w każdej chwili służyć pomocą gnieźnieńskim gościom.
 
Być dumnym
Prace trwają. W marcu wolontariusze przeszli szkołę mówienia tak, żeby byli słyszalni i słuchani. Uczył ich tego dominikanin, o. Tomasz Zamorski. Przed nimi jeszcze warsztaty z panowania nad stresem i z podejmowania decyzji pod presją czasu – żeby w ostatniej chwili nie puściły im nerwy. A na razie robią wszystko, co można zrobić wcześniej. Malują transparenty i drogowskazy. Drukują nazwiska księży i tną je pracowicie na dziesiątki tysięcy małych karteczek. Opracowują mapy, obliczają odległości i trasy przejść, szukają muzyki, piszą komentarze. Spotykają się, modlą i pracują. Wszystko po to, żeby 8 czerwca stanąć na wysokości zadania. Wszystko po to, żeby Gniezno mogło godnie przyjąć gości. Żeby cała diecezja mogła być dumna z dziedzictwa, na którym wyrasta i żeby pokazała to dziedzictwo całej Polsce.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki