Jakiś inny ksiądz

Swoją wizją Kościoła żywego i otwartego na świeckich zadziwiał sobie współczesnych. Charyzmatyczny, konsekwentny, nieugięty, przenikliwy jakiś inny ksiądz tak mówiono o zmarłym przed 25 laty ks. Franciszku Blachnickim.
Czyta się kilka minut

Swoją wizją Kościoła żywego i otwartego na świeckich zadziwiał sobie współczesnych. Charyzmatyczny, konsekwentny, nieugięty, przenikliwy „jakiś inny ksiądz” – tak mówiono o zmarłym przed 25 laty ks. Franciszku Blachnickim.

Jan Paweł II nazywał go „gwałtownikiem Pana Boga, apostołem nawrócenia i wewnętrznej odnowy człowieka”. Niezależnie od miejsca i placówki, gdzie był kierowany, z nowym zapałem angażował się w różne dzieła, pociągając za sobą innych, szczególnie młodych. Był doskonałym organizatorem. Nie lubił stagnacji i marnowania czasu. Kipiał wprost pomysłami. Miał coś z proroka, widział dalej, głębiej. Czasy, w których żył i działał, nie były sprzyjające ani dla Polski, ani dla Kościoła, toteż był szczególnie atakowany przez komunistów i inwigilowany przez bezpiekę. Nie zrażał się tym jednak, a swoją fascynację reformą Soboru Watykańskiego II przekładał na konkretny program. Wikariusz, kurialista, pracownik naukowy, „teolog Kościoła działającego i żywego”, wychowawca, uważany za najwybitniejszego polskiego pastoralistę był przede wszystkim człowiekiem z krwi i kości, który przeżywał „noce ciemne” i przeżył swój „Damaszek”. 

Dzień narodzin

Urodzony w 1921 r. w Rybniku na Górnym Śląsku, w młodości bardziej interesował się harcerstwem niż sprawami wiary i Kościoła, zresztą doświadczenia zdobyte w tej organizacji później wykorzystywał w duszpasterstwie. Aresztowany za działalność konspiracyjną w czasie wojny, przeszedł przez Auschwitz i kilka innych obozów i więzień. Przez miesiąc przebywał w bloku 13., tym samym, w którym męczeńską śmiercią umarł Maksymilian Kolbe. Skazany na karę śmierci cudem uniknął jej wykonania. Ponad sto dni oczekiwania na wyrok w więziennej celi w Katowicach całkowicie zmieniło jego światopogląd i sposób postrzegania świata.

17 czerwca 1942 r. ks. Blachnicki nazywał „największym dniem życia”, „dniem narodzin”. Pisał po latach w swoim testamencie: „Wiara jako nowa, nadprzyrodzona rzeczywistość została mi wlana w jednym momencie w owym pamiętnym dniu – jako zupełnie nowe, nie ludzką mocą zapalone światło, które świeci nawet wtedy, gdy nie pada jeszcze na żaden przedmiot i trwa cicho, nieporuszenie jak gwiazda, świecąc w ciemnościach i sama będąc ciemnością”. Od tego momentu nigdy już nie przeżywał wątpliwości w sprawach wiary. Jej światło oświecało całe jego przyszłe życie. Nie przypadkiem też jego główne dzieło charyzmatycznego kapłana nosi nazwę Ruch Światło-Życie. Ks. Blachnicki argumentował to w ten sposób: „Człowiek jest istotą rozumną, która kieruje się światłem znajdującym się w jego świadomości i człowiek – jeżeli ma być człowiekiem – jest zobowiązany do postępowania zgodnie ze światłem. (...) Światło i życie musi stać się w nierozdzielną całością. (...) Chodzi o światło, które tworzy z życiem nierozerwalną całość”. Powstanie i rozwój ruchu, który z czasem rozwinął się i w innych krajach, było fenomen w całym „bloku wschodnim”.

„Nasz kochany ksiądz...”

Zaraz po wyzwoleniu wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego w Krakowie. Święcenia kapłańskie przyjął w 1950 r. Już rok później zaczął organizować dziecięce rekolekcje zamknięte „Oaza Dzieci Bożych”, metodą przeżyciowo-wychowawczą. Stworzył chrześcijańską koncepcję wychowania dzieci i młodzieży, którą nazwał „pedagogią nowego człowieka”. W ministranckiej kronice w Krościenku, Centrum Ruchu Światło-Życie, często pojawiało się sformułowanie: „nasz kochany ksiądz...”. Miał szczególne podejście do dzieci i one to intuicyjnie wyczuwały. Widział w nich wielki potencjał, nową elitę polskiego chrześcijaństwa. 

W swojej pracy duszpasterskiej początkowo postawił właśnie na duszpasterstwo ministrantów, które w tamtym czasie było jedyną grupą wspólnotową w każdej parafii. Po wojnie zakazano bowiem działalności kościelnych stowarzyszeń. „To, co robimy w oazach – mówił do księży oazowiczów ­– to nie jest margines, to nie jest jakiś dodatek, my po prostu wypracowujemy model życia chrześcijańskiego, który dzisiaj jest postawiony całemu Kościołowi przez Sobór. Na razie daje się to urzeczywistniać tylko w pewnych grupach elitarnych, powoli, na zasadzie ruchu, ale musimy mieć świadomość, że to jest model docelowy. To jest coś nie obok, ale właśnie w sercu duszpasterstwa”. Potem, w naturalny sposób powstały oazy dla dziewcząt i dorosłych, obejmując kolejne grupy wiekowo-stanowe, a kilkanaście lat później powstały wspólnoty Domowego Kościoła. Ruch oazowy był adresowany przede wszystkim do świeckich, by poczuli, że także są w Kościele. Ubolewał nad modelem parafii jako „agencji usług religijnych”, do której ludzie przychodzą, by „zamówić” jakiś sakrament. Pragnął parafii jako prawdziwej wspólnoty, dlatego też pracę formacyjną rozpoczętą na rekolekcjach kontynuował w ramach małych grup powstających w parafiach. Zatroskany o nawrócenie i odnowę wewnętrzną ludzi, zainicjował program dążenia do dojrzałości chrześcijańskiej.

Zaangażował się także na rzecz odnowy religijno-moralnej Polaków. W 1957 r. zainicjował  akcję przeciwalkoholową pod nazwą „Krucjata Trzeźwości”, który w ciągu trzech lat swojej działalności zgromadziła ponad 100 tys. osób. Ruch bardzo nie podobał się władzy komunistycznej. Ostatecznie Służba Bezpieczeństwa zamknęła centrum „Krucjaty”, a jej założyciel trafił do więzienia, w którym... w czasie wojny oczekiwał na wyrok śmierci.  

Chrześcijanin to nie analfabeta religijny

Było w nim wielkie umiłowanie liturgii i modlitwy. Prowadził kursy i wykłady na temat odnowy liturgicznej i pastoralnej. Troszczył się o najmniejszy szczegół i piękno liturgii. Był przekonany, że „mnożenie godzin katechezy nie jest lekarstwem na ogólny kryzys wiary. To raczej błąd strategiczny”. Przekonywał, że wiara powinna stać się zasadą życia chrześcijanina. Promował wśród świeckich modlitwę liturgią godzin, zachęcał do czytania Pisma Świętego przez organizowanie kursów biblijnych, a wszystko to po to, by chrześcijanin nie był analfabetą religijnym.

W grudniu 1981 r., na kilka dni przed wprowadzeniem stanu wojennego, wyjechał do Rzymu, by kontynuować prace związane z Kongresem Ruchów Odnowy. Do Polski już nie wrócił. Zaangażował się w tworzenie centrum ruchu w Carlsbergu w Niemczech. Prowadził rekolekcje w różnych krajach Europy, aktywny do ostatnich swoich dni. Zmarł na obczyźnie 27 grudnia 1987 r.

Ks. Blachnicki doskonale reagował na znaki czasu, na różne wyzwania, które stawały przed Kościołem. Jako prawdziwy wizjoner, wyprzedzał swoją epokę, przekładając koncepcje teologiczne na programy duszpasterskie i przeszczepiając doświadczenia duszpasterskie ruchów w krajach Europy Zachodniej na polski grunt. Potrafił pociągnąć za sobą tysiące osób – duchownych i świeckich, dla których był po prostu „ojcem”.

Charakteryzowało go bezgraniczne oddanie sprawie Bożej. Choć nie wspominał swoich obozowych przeżyć, poniżenia, upokorzenia, doświadczenia kruchości i przemijalności życia, nie wahał się powtarzać maksymy: „Człowiek powinien posiadać siebie w dawaniu siebie Bogu i bliźnim”. Dzisiaj zapewne też miałby wiele do powiedzenia Kościołowi w Polsce.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 8/2012