Logo Przewdonik Katolicki

List Boga do Ciebie

Łukasz Kaźmierczak
Fot.

Z bp. Edwardem Dajczakiem, ordynariuszem diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej, rozmawia Łukasz Kaźmierczak

 

 

Przez wstrząs do Słowa – tak właśnie było z Księdzem Biskupem?

– Tak, przeżyłem swój kapłański wstrząs, i to bardzo szybko. Na moim pierwszym wikariacie spotkałem doświadczonego kapłana – ojca duchownego w pełnym znaczeniu tego słowa, który powiedział mi: „Przygotowanie kazania na niedzielę powinieneś zacząć już w poniedziałek. Po przeczytaniu Słowa Bożego zacznij nim się modlić, medytować, wsłuchuj się w nie, rób notatki z myśli, które się rodzą”.

 

Ale młody ksiądz Dajczak nie posłuchał?

– Ten pierwszy etap kapłaństwa jest piękny, ale z braku doświadczenia łatwo popełnia się błędy. Ja taki błąd popełniłem, rzucając się w wir pracy kosztem czasu przeznaczonego na modlitwę. I gdy któregoś dnia przeczytałem niedzielne czytania, doznałem swoistego wstrząsu: odkryłem, że nie słyszę Boga! Przeraziłem się tym. Zadałem sobie pytanie: a gdybym miał teraz stanąć przed ludźmi, nie czytając żadnego komentarza, to co bym im powiedział? I musiałem sobie odpowiedzieć: niewiele.

 

Pomogło?

– Wstrząs był tak mocny, że postanowiłem wstawać o pół godziny wcześniej, żeby mieć czas na prawdziwą, pogłębioną medytację.

 

Piąta rano?

– Piąta, piąta trzydzieści. Wie pan, ja byłem święcony w 1975 r., to wydarzenie miało miejsce gdzieś w 1977, dzisiaj jesteśmy w roku 2012, a ja nadal to zachowuję. Minęło kilka dekad, a ja nadal tak medytuję. Mam nawet swoją specjalną „technikę”.

Proszę zobaczyć – to jest kartka z mojej dzisiejszej porannej modlitwy Słowem Bożym. Noszę ją zawsze przy sobie. Kiedy sięgam po coś do kieszeni, za każdym razem trafiam na tę kartkę i przypominam sobie Słowo porannej medytacji. I to dokonuje się wielokrotnie w ciągu dnia. Bodajże u Tomasza Mertona znalazłem bardzo cenną wskazówkę: „Nawet jeżeli odkryłeś w Słowie Bożym mało, to zamień to „mało” na życie. Chodzi więc o wcielenie Słowa w naszą codzienność.

 

W końcu całe chrześcijaństwo jest religią Wcielenia.

– Od wielu lat odkrywam niezwykłą wartość przewodnictwa Słowa Bożego. I doskonale zdaję sobie sprawę, ilu rzeczy bym nie zrobił, ilu kroków w kierunku Boga i człowieka bym nie uczynił, na ile postaw nie byłoby mnie stać, gdyby nie to, że się regularnie poddawałem Bożemu Słowu. Bo jeżeli chcemy rzeczywiście spotkać się z Bogiem, to musimy zaryzykować wierność Słowu. Pójść za nim niezależnie od wszystkiego. Pójść za tym jednym zdaniem z Biblii. I to jest właściwie moment prawdziwej wiary, wtedy, kiedy się „wypuszcza kierownicę” z własnych rąk i oddaje ją Panu Bogu. Mówi o tym wyraźnie Ojciec Święty Benedykt XVI: nie chodzi tylko o to, żeby powiedzieć „wierzę w Boga”, ale także „wierzę Bogu”.

 

Może więc zacznijmy już teraz: zamiast „klasycznego” wielkopostnego cukierkowego samoograniczenia jedno wychwycone zdanie z Biblii dziennie. Codziennie.

– I nie ma lepszego postanowienia. Bo z tego zdania zrodzi się wszystko: może to być rezygnacja z cukierków, a może to być coś większego i bardziej wartościowego. Obcowanie ze Słowem Bożym sprawia, że po pewnym czasie naprawdę zaczynamy patrzeć na rzeczywistość Jezusowymi oczami. Jego oceny zaczynają być stopniowo naszymi ocenami. Często czytam Ewangelię według św. Łukasza, która jest wyjątkowo piękną lekcją wrażliwości na drugiego człowieka. Podążam śladami Jezusa i próbuję zobaczyć, w jaki sposób Jezus reaguje na ludzi, kiedy są wobec niego niemili, niewdzięczni, napastliwi, ale też i wtedy, gdy śpiewają Mu Hosanna. To jest wspaniałe ćwiczenie, które mogę z czystym sumieniem polecić każdemu na czas Wielkiego Postu.

 

I jakie to daje efekty?

– Zobaczyłem Chrystusa, który podąża prostą drogą w nieustannej łączności z Ojcem. Taka prostolinijność jest także udziałem ludzi, którzy próbują być blisko Chrystusa. Ona jest wręcz niezbędna we współczesnym świecie, który stale próbuje nas wciągnąć na własne drogi, często obce Ewangelii. Każdy z nas może, a właściwie powinien, otworzyć Pismo Święte i pójść śladami Chrystusa. Niestety, nadal zbyt wielu ludzi Kościoła w Polsce nie odkryło mocy Bożego Słowa – zbyt rzadko sięgając po Biblię, nie odkrywają Chrystusa i nie rozpoznają Jego woli.  

Otwierając Pismo Święte trzeba mieć pewność, że dzisiaj te Słowa są Listem Boga napisanym do mnie i że ten List wymaga mojej odpowiedzi. A ponieważ to jest Słowo skierowane do mnie, mogę odczytywać je w niepowtarzalny sposób, bo w odniesieniu do mojego własnego życia. Wtedy Słowo Boże, krok po kroku, staje się światłem, wzmocnieniem, wsparciem, napomnieniem, przypomnieniem – w zależności od konkretnej sytuacji, kontekstu, potrzeb i wyzwań. Tak rodzą się najpiękniejsze korekty ludzkich decyzji.

 

Czasem jedno zdanie zmienia wszystko…

– Podzielę się własnym przeżyciem sprzed kilku lat. Przed wyjazdem z Gorzowa Wlkp. do Poznania otworzyłem Pismo Święte na 25 rozdziale Ewangelii według św. Mateusza rozpoczynającym się od słów: „Byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić…”. I te słowa stały się przedmiotem mojej medytacji. Będąc już w Poznaniu, spiesząc się bardzo na spotkanie, zobaczyłem uchylone drzwi od jednej z klatek schodowych i nogi leżącego tam człowieka, ale poszedłem dalej. Nagle powróciły do mnie słowa Jezusa: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”. I zawróciłem. W bramie leżał młody mężczyzna po odurzeniu narkotycznym. Powtarzał tylko, że jest głodny i chce jeść. Zaprowadziłem go do jakiegoś baru, usiadłem przy nim. Rozpoznał, że jestem księdzem, i zapytał: „Dlaczego ksiądz mi pomógł?” – Wystarczy mi to, że jesteś człowiekiem, nie potrzebuję żadnych innych motywacji – odpowiedziałem. A potem dodałem: „Wiesz, Jezus mnie zatrzymał”.

Zacząłem go namawiać na leczenie, ale kręcił tylko przecząco głową: trzy razy próbowałem, nic nie wychodzi. Pożegnaliśmy się. Po kilku miesiącach napisał do mnie: jestem po detoksie, siedzę w ośrodku. Wie ksiądz, dlaczego to zrobiłem? Tylko dlatego, że po raz pierwszy od bardzo dawna ktoś nazwał mnie człowiekiem.   

 

Istnieje jakaś prosta, sprawdzona „instrukcja obsługi” Biblii?

– Dla przykładu podam schemat, jaki zaproponował przed wielu laty biskup gorzowski Wilhelm Pluta. Mówił nam wtedy, że polski katolicyzm ludowy wymaga pilnego pogłębienia i że nie wytrzyma on konfrontacji z laicyzmem, który przyjdzie z Zachodu. Wtedy przyjmowanego jego słowa z niedowierzaniem. Okazało się jednak, że miał rację.

Otóż bp Pluta zaproponował następujący sposób modlitwy. Podam go prostymi hasłami: przeczytaj tekst – wybierz zdanie, które najbardziej cię uderzyło – rozmawiaj z Bogiem – odpocznij w Bogu, powierzając się Jemu – idź i czyń: zabierając to Słowo, które Bóg skierował do ciebie i wprowadzając je w życie. Pięć prostych punktów. Często proponowałem ten sposób modlitwy na pielgrzymkach i rekolekcjach.

 

Chwyciło?

– Dla wielu ludzi był to na pewno jakiś przełom. Mówili mi o pełniejszym doświadczeniu  Boga, o większym dobru, i o tym, jak Słowo Boże inspirowało ich do społecznego działania.

Oczywiście, w zależności od osobistej sytuacji życiowej trzeba dostosować czas modlitwy do konkretnej rzeczywistości, ponieważ wymaga ona wyciszenia się i skupienia.

Znając sytuację rodzin, gdzie takie poranne wyciszenie jest bardzo utrudnione, proponowałem, aby tę medytację przeżywali wieczorem, zabierając słowa tej modlitwy w następny dzień. Rano, w drodze do pracy czy do szkoły, można na nowo to Słowo w sobie ożywić.

 

I nie grozi nam żadna rutyna?

– Słowo Boga skierowane jest do nas w ciągle zmieniającej się rzeczywistości naszego życia. Po latach modlitwy Słowem odkrywamy, jak z tego samego fragmentu Pisma Świętego docierają do nas nowe treści i inspirują nas do właściwego wyboru i działania. Medytowane słowo Boga zawsze dotyka naszej codzienności i ją przemienia.

 

A nie można tego wszystkiego załatwić tak „na szybko”, na miarę tempa współczesnego człowieka?

– Wyciszenie jest konieczne. Nie można czytać Słowa Bożego w pośpiechu, bez skupienia. I nie chodzi wcale o to, żeby czytać obszerne fragmenty Pisma. Wystarczy niewielki fragment i usłyszenie tego zdania, które Bóg kieruje do mnie. Ono staje się w ciągu dnia światłem, przewodnikiem i umocnieniem w mojej codzienności. Chodzi o to, aby dokonał się proces, o którym mówił jeden z trapistów: po przeczytaniu Słowa potrzebna jest cisza, aby skierowane w niej do mnie Słowo przesunęło się z głowy do serca. I wówczas słowo Boga staje się moim Słowem.

 

To niezwykle ważne przypomnienie, zwłaszcza u progu Wielkiego Postu.

– Tak, i warto wykorzystać te czterdzieści dni na „wędrówkę” po Ewangelii. Odkrywać nowe, nieznane mi dotąd słowa Boga a także nowy blask tych, które znam od lat. Wtedy słowo Boga pomoże mi dostrzec dobre strony mojego życia, umocnić mnie w nich, a także poznać moje niedociągnięcia i błędy.

 

Sam na sam ze Słowem?

– Nie da się dzisiaj być prawdziwym chrześcijaninem bez głębokiej i osobistej relacji z Bogiem. Bo żeby się naprawdę odnaleźć w Bogu, konieczne jest nasze osobiste zaangażowanie. Sama tradycja religijna jest niewystarczającą ochroną przed tym wszystkim, co uderza w nas z zewnątrz.

Niezwykle ciekawą informację przekazał Franz-Xaver Kaufmann w książce o bardzo znamiennym tytule Czy chrześcijaństwo przetrwa? Otóż z badań przeprowadzonych na terenie Niemiec wynika, że ci wierni, którzy głęboko i ufnie przeżywają spotkanie z Bogiem,  przyjmują Boże Prawo z taką samą mocą wewnętrznego przekonania jak np. przyjmuje się prawa fizyki.

 

Można się tego nauczyć?

– Modlitwy można nauczyć się, modląc się, i w tym wypadku sprawdza się powiedzenie „tylko praktyka czyni mistrza”. „Weź Pismo Święte i módl się Słowem. To jest naprawdę możliwe” – mogę to komuś powiedzieć, ale jeśli on nie wyruszy w tę drogę osobiście, nigdy tego nie odkryje.

Przychodzi mi na myśl pewne wspomnienie. Wędrowałem z grupą młodych ludzi po Tatrach. Wchodziliśmy trudnym szlakiem na Granaty. W pewnym momencie jeden z chłopaków się poddał i powiedział: „Popatrzę z dołu, tutaj tak samo widać”. Inny wahał się, ale poszedł dalej. Widziałem, że się boi i powiedziałem do niego: „Spróbuj iść dalej, spróbuj pokonać strach”. A potem na szczycie bardzo się cieszył z tego zwycięstwa nad sobą. Wieczorem, w czasie rozmowy, dzieliliśmy się z ogniem w oczach wspaniałymi przeżyciami. Milczał tylko ten, który został na dole.

 

Bo z góry widać jednak inaczej?

– Zdecydowanie inaczej. Z modlitwą jest podobnie – jeśli nie będziemy mieli odwagi wyruszyć w drogę, wypłynąć na głębię i wejść na szczyt, to nie odkryjemy, czym jest modlitwa. Pozostanie nam tylko nużące powtarzanie modlitewnych formuł.

 

Czyli jednak musimy zaryzykować.

– W sprawach ważnych nie ma drogi łatwej i na skróty. Tajemnice Boga można odkrywać  czasem szybko, w jednej chwili, jak np. w życiu św. Pawła, albo wprost przeciwnie  – czekając długo. Finał jest zawsze taki sam: zostajemy zaskoczeni i równocześnie urzeczeni działaniem Boga w naszym życiu.

 

Na sam koniec zostawiłem sobie bardzo mocne słowa Księdza Biskupa: „Eucharystię oddzieloną od Słowa można bardzo łatwo sprowadzić jedynie do «połykania» Pana Jezusa”.

– Proszę zwrócić uwagę, że w liturgii Kościoła mamy dwa stoły, do których zaprasza nas Chrystus, a które są nierozdzielne – stół Słowa i stół Eucharystii. Osobista medytacja, czytanie Pisma Świętego i modlitwa są istotnymi warunkami, aby Eucharystia stała się centralnym punktem w życiu człowieka. Tekst biblijny pokazujący nam, z jakim trudem uczniowie idący do Emaus rozpoznają obecność Pana i przemiana, jaka dokonała się w nich po doświadczeniu Jego obecności, są dla nas jednoznacznym potwierdzeniem przychodzenia Boga w Słowie i Eucharystii. Po takim spotkaniu Pana uczniowie wracają do Jerozolimy, aby jako świadkowie podzielić się z innymi radością ze spotkania Zmartwychwstałego.

 

 


Bp Edward Dajczak (ur. 16 lutego 1949 r. w Świebodzinie) – święcenia kapłańskie przyjął 15 czerwca 1975 r. z rąk bp. Wilhelma Pluty w katedrze gorzowskiej. Pracował jako wikariusz w parafiach: Kargowa, Kostrzyn n. Odrą, Zielona Góra – Najświętszego Zbawiciela oraz w Kurii Biskupiej w Gorzowie Wlkp. W latach 1988–1990 był ojcem duchownym seminarium w Gościkowie-Paradyżu, a w latach 1990–1996 jego rektorem.

15 grudnia 1989 r. został mianowany biskupem pomocniczym gorzowskim. Sakrę biskupią przyjął 6 stycznia 1990 r. w Rzymie z rąk Ojca Świętego Jana Pawła II. 23 czerwca 2007 r. Benedykt XVI mianował go ordynariuszem diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej.

Jest niezwykle cenionym rekolekcjonistą i duszpasterzem młodzieży, pomysłodawcą i duchowym opiekunem Przystanku Jezus w Kostrzynie n. Odrą. Prowadzi cotygodniowy „Blog bez piuski” – swój własny wideoblog adresowany do młodych ludzi, dostępny na stronie internetowej: www.mlodzi.koszalin.opoka.org.pl

 

 


 

PRZEPIS NA DOBRĄ MODLITWĘ SŁOWEM BOŻYM

 

Bp Wilhelm Pluta – jak wspomina bp Edward Dajczak – zaproponował sposób modlitwy, który można zamknąć w prostych słowach:

  • przeczytaj tekst
  • wybierz zdanie, które najbardziej cię uderzyło
  • rozmawiaj z Bogiem
  • odpocznij w Bogu, powierzając się Jemu
  • idź i czyń: zabierając to Słowo, które Bóg skierował do ciebie, i wprowadzając je w życie.

Pięć prostych punktów…

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki