Logo Przewdonik Katolicki

Terror domów mody

Natalia Budzyńska
Fot.

Jaki jest wzorzec kobiecego piękna? Wiecznie młoda i wiecznie szczupła. Przemysł modowy i kosmetyczny za pomocą mediów zrobił skuteczne pranie mózgu naszej generacji. Nastolatki chorują na anoreksję, studentki są bulimiczkami, a młode kobiety bez wstydu przyznają się do botoksu.

 

Kremy przeciwzmarszczkowe dla dojrzałych kobiet reklamowane są przez 20-letnie modelki. Zdjęcia mające udowodnić, że maskara do rzęs faktycznie wydłuża je kilka razy, są przerabiane w postprodukcji. 60-letnia piosenkarka na okładce pisma wygląda dwa razy młodziej. Aktorki występujące w reklamach nie mają żadnych zmarszczek, niektóre nawet mimicznych. Żyjemy w świecie wielkiego kłamstwa. Wzorzec piękna wyznacza dziś fotoedytor za pomocą programu komputerowego o nazwie Adobe Photoshop. Czasy panowania ideału w stylu lalki Barbie wcale nie minęły. Kobieta powinna być szczupła, ale z odpowiedniej wielkości biustem, dużymi ustami i gładką cerą. W sklepach od najwyższej półki projektantów do popularnych sieciówek łatwiej znaleźć rozmiary XS czy 34, czyli dla małej chudej dziewczynki, niż dla dojrzałej kobiety. Panie powyżej czterdziestki dla domów mody w ogóle nie istnieją – taki wniosek można wysnuć, oglądając sesje reklamowe kolejnych kolekcji. Proszę na to zwrócić uwagę: czy ktokolwiek wykorzystuje w reklamie kobiety dojrzałe? Można by pomyśleć, że takie w ogóle nie istnieją.

 

Tyrania rozmiaru zero

Kilka lat temu sławna brytyjska top modelka Erin O’Connor wyznała publicznie, że nie mieści się w kreacje z wybiegów. Kiedy przed jednym z pokazów nie mogła dopiąć spodni, projektant zwrócił jej obcesowo uwagę. Erin, która zna świat mody doskonale i ma taką renomę, że może sobie pozwolić na takie wyznania, wywołała kilka lat temu burzę podczas Londyńskiego Tygodnia Mody. Wreszcie ktoś głośno powiedział o terrorze jednego rozmiaru: „Modę buduje się na fantazji. Wszystkie mamy być takie same. Nie pamiętamy już, jak to jest być sobą”. Erin O’Connor razem z innymi kobietami założyła organizację All Walks Beyond the Catwalk, której misją jest walka z dominacją panującej i rozpowszechnianej estetyki kobiety chudej i wiecznie młodej. Anoreksja i bulimia jest powszechna wśród modelek. Słynna stała się sprawa brazylijskiej modelki, 18-letniej Any Caroliny Reston, która zmarła kilka lat temu z wychudzenia. Inna modelka – anorektyczka, Isabelle Caro, wzięła udział w przerażającej sesji fotograficznej, która miała przestrzegać przed panującym w świecie mody i mediów terrorem szczupłej sylwetki. Zmarła dwa lata temu. Projektanci żyją w jakimś odrealnionym świecie, w którym modelka jest po prostu wieszakiem na ubrania. Reston pracowała m.in. dla Giorgia Armaniego, który twierdził, że stawia na kobiece kształty i oskarżał media o promowanie anorektycznych modelek. Nie przeszkadzało mu to jednocześnie angażować do pokazów jednej z nich. Donatella Versace, której córka zmaga się z anoreksją, tworząc jesienią 2011 r. kolekcję dla popularnej sieciówki H&M, odmówiła magazynowi „NY Daily News” sesji z modelkami w normalnych romiarach. Stwierdziła, że ubrania Versace najlepiej wyglądają na chudych dziewczynach i odrzuciła modelki zaproponowane przez pismo. Miały rozmiar 36–38. Polska topmodelka, robiąca od kilku lat wielką karierę w świecie mody, Anja Rubik, popisała się wypowiedzią na temat anoreksji modelek na łamach jednego z czasopism: „Może w opinii ludzi niezwiązanych z biznesem wyglądamy na bardzo wychudzone, ale takie są przecież wymogi tego zawodu”.  Idealny dla projektantów „rozmiar 0” to brytyjskie „4” lub europejskie…  „32”.  

 

Być jak Anja Rubik

Od czasu afery ze zmarłymi modelkami raz na rok nawet pisma modowe organizują sesję z kobietami w rozmiarze „plus”. Niewiele to daje i traktowane jest raczej na zasadzie egzotycznego dodatku. Na wybiegach wciąż najnowsze kolekcje pokazują przerażająco chude dziewczyny. Na łamach jednego z zagranicznych magazynów wytłumaczył to znany projektant Karl Legerfeld: „Powód jest prosty – na szczupłych kobietach stroje wyglądają pięknie, kamera czy obiektyw aparatu dodają zawsze kilka kilogramów, nie ma więc mowy, aby na pokazach czy w reklamach wystepowały kobiety w innym rozmiarze niż zero”. Karl Lagerfeld, który również stworzył linię ubrań dla sklepów H&M, zastrzegł sobie, żeby nie produkowano ich w rozmiarze 44. Publicznie też stwierdził, że wprowadzone w Hiszpanii zakazy pokazywania zbyt chudych modelek na wybiegach są dyskryminacją. Jak to jest w Polsce? Jeśli dziewczyna chce wyjeżdżać na pokazy za granicę musi mieć najwyżej 90 cm w biodrach. Żyje w ciągłym stresie, że przytyje: dodatkowe dwa kilogramy mogą oznaczać zerwanie kontraktu, czyli zwyczajnie brak pracy.   

Moja córka, bardzo szczupła, opowiadała mi, jak została zaczepiona w galerii handlowej przez człowieka z jednej z poznańskiej agencji modelek. Ponieważ jest wysoka i ładna, zachęcał do zgłoszenia się, choć – stwierdził – ma jednak trochę za szerokie biodra. Musiałaby zrzucić trochę kilogramów. Roześmiała mu się w twarz: „Wiem, że mam niedowagę, więc bardzo rozśmieszyło mnie to, co powiedział. Moim marzeniem jest przytyć, ale wiele moich koleżanek z klasy permanentnie się odchudza”. Nastolatki po prostu oglądają zdjęcia w magazynach mody. Chcą się mieścić w rozmiar 34. Są zapatrzone w polskie top modelki: Anję Rubik czy Kasię Struss. Ta ostatnia została w ubiegłym roku posądzona o anoreksję na podstawie zdjęcia reklamującego dom mody Miu Miu.

 

Normalne kobiety

All Walks chce zmienić obowiązujące standardy panujące na wybiegach. Pozyskało dla swoich działań kilkoro projektantów w Wielkiej Brytanii, między innymi Stellę McCartney i Vivienne Westwood, którzy zaprojektowali kolekcję dla kobiet o różnych kształtach. Dodajmy: w normalnych rozmiarach. Pokaz odbył się w 2010 r., a wzięły w nim udział modelki różnych ras, w różnym wieku i oczywiście, o różnych figurach. Organizacja All Walks myśli jednak szerzej: jej założycielki postanowiły działać od podstaw, widząc, że same pokazy i sesje niewiele zdziałają. Ponad rok temu rozpoczęły kampanię edukacyjną, w ramach której prowadzone są wykłady na uczelniach kształcących przyszłych projektantów. Podczas wykładów studenci dowiadują się, jak ważne jest projektowanie ubrań nie dla krawieckiej atrapy, ale dla żywej osoby. O tym, że piękno tkwi w różnorodności, a nie w jednym rozmiarze. Jeszcze bardziej oczywiste są zagadnienia czysto ekonomiczne. Kto jest najlepszym klientem ekskluzywnych domów mody? Kto kupuje najwięcej ubrań? Kogo na to stać? Dwudziestolatkę? Odpowiedź jest prosta: kobieta ustatkowana ma 40–50 lat, urodziła dzieci i na pewno nie nosi rozmiaru odpowiedniego dla ośmioletniego dziecka. W Europie kobiety zaczęły się buntować i bojotować sklepy, w których można kupić tylko małe ubrania. Rozmiary bywają też sztucznie zawyżane. W  sklepach firmy „Zara” na przykład można kupić dżinsy w rozmiarze 42, ale trudno się w nie zmieścić. W sieciówce „Reserved” jeszcze kilka lat temu nie istniał kobiecy rozmiar XL (czyli właśnie magiczne 42). Kiedyś nawet w sklepie Levisa usłyszałam, że mogę dla siebie wybrać spodnie z kolekcji męskiej. Noszę rozmiar 40–42, co przy moim wzroście jest czymś absolutnie normalnym .

Wszyscy mamy interes w tym, żeby przeciwstawić się terrorowi narzuconemu przez kreatorów, projektantów i agencje modelek. Chodzi bowiem o nasze dzieci, nasze córki i wnuczki,  którym reklamy i media zrobiły i nadal robią prawdziwe pranie mózgu. Zamiast zgadzać się bezmyślnie na to, aby dziewczynki i ich starsze siostry i koleżanki bezmyślnie oglądały program „Top Model” i marzyły o rozmiarze 34, wpędzając się w kompleksy, wpajajmy im szacunek do siebie i własnego ciała. A najlepiej same nauczmy się przymykać oko na bezwzględny przemysł modowy i cieszmy się z tego, jakie jesteśmy.

 

 

 

 

 

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki