Przyjemność, ach, przyjemność...

Czy w słowniku chrześcijanina może pojawić się to słowo?
Czyta się kilka minut

Jednym ze znaków współczesnych czasów jest pragnienie bycia szczęśliwym. Poniekąd jest ono wpisane w linię naszego życia i – może dlatego, że jest to pojęcie wieloznaczne – wymyka się gotowym schematom, ale bardzo za nim tęsknimy.

Rozrywka, zabawa, hobby, relaks, fan, przyjemność... To ostatnie słowo może budzić pewne kontrowersje. Chociaż już Kohelet pisał w „litanii czasów ludzkiej egzystencji” (kard. G. Ravasi), że „wszystko ma swój czas i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem. (...) czas płaczu i czas wesela” (Koh 3, 1.4), to Kościół bardziej akcentuje ascezę i umartwienie, pewnego rodzaju ograniczenia niż czerpanie przyjemności z codzienności. A przecież wtedy jesteśmy szczęśliwi, kiedy robimy coś, co sprawia nam radość, daje poczucie zadowolenia. I tutaj pojawia się problem, bowiem istnieje cienka granica między przyjemnością a pokusą i grzechem.

Znaleźć spełnienie

Różne bywają ludzkie przyjemności. Ktoś lubi, kiedy dobrze o nim mówią, ktoś inny, kiedy czują przed nim respekt. Komuś przyjemność sprawi drobiazg kupiony na pchlim targu, inny z lubością będzie oglądał markowy zegarek. Jeden będzie upajał się widokiem morza, inny dobrze będzie się czuł tylko w górach. Każdy w czymś innym próbuje znaleźć namiastkę spełnienia.

Czytanie powieści, oglądanie telewizji, zjedzenie ciastka z kremem, delektowanie się lodami, kupowanie pamiątek z wakacji czy rozmowa z przyjacielem, wszystko to samo w sobie jest dobre.

Każda z tych czynności może sprawić nam radość, jeśli nie narusza harmonii między rozsądkiem a wewnętrznym pokojem. Mówiąc prościej, jeśli nie czynimy szkody dla naszego zdrowia czy życia. Przykładowo całodzienne surfowanie po internecie może prowadzić do tego, że zaniedbamy swoje obowiązki. Objadanie się słodyczami bez końca będzie pewnym uzależnieniem, chorobą wymagającą terapii.

Przyjemność nie może być sprowadzona do realizacji wszystkich naszych zachcianek (najlepiej natychmiast) w myśl modnej dziś zasady: „używaj, ile chcesz; zasłużyłeś na to!”. Istnieje też ryzyko stania się niewolnikiem przyjemności. Prawdą jest, że przemysł rozrywkowy opanował niemal każdą przestrzeń życia człowieka. Ulegamy pokusie zarabiania pieniędzy, żeby się bawić. Balanga to słowo bliskie zwłaszcza młodym. Wszyscy jadą na Ibizę i świetnie się bawią. Wszyscy wybierają hotele z wersją all inclusive i zapominają o umiarze w jedzeniu i piciu. Dzisiaj coraz popularniejsze jest też uprawianie sportów ekstremalnych, szukanie coraz to nowych źródeł przyjemności, które wiążą się z przekraczaniem kolejnych granic i pokonywaniem tego, co dotychczas stanowiło tabu. Zakazany owoc lepiej smakuje. Ale czy na pewno?

Surogaty przyjemności

„Dzisiaj można odnieść wrażenie, że ludzie często stają się nieszczęśliwi, ponieważ pragną być szczęśliwi za wszelką cenę” – pisał przed laty niemiecki jezuita Karl Rahner. Ta prawda nie straciła nic na znaczeniu. Nieograniczone pragnienie dogadzania sobie w myśl egoistycznych pobudek może prowadzić w odwrotnym kierunku, niż sobie wytyczamy. Rozpusta, zemsta, nienawiść, oszustwo, zdrada mogą przynieść człowiekowi poczucie spełnienia, ale tylko na chwilę. Tracimy równowagę ducha i właściwą perspektywę patrzenia na rzeczywistość. Ktoś kiedyś powiedział, że przyjemność „to przeżycie towarzyszące posiadaniu jakiegoś dobra”. We wszystkim jednak, jak radził Arystoteles, trzeba widzieć umiar, który jest cnotą.

Przyjemność zamienia się w niemiłe uczucie wtedy, gdy ulegamy takiej czy innej pokusie. Bywa, że chwilowe poczucie szczęścia pociąga za sobą skutki na całe życie. „Brudne” przyjemności pozostawiają po sobie niesmak. Wówczas zamiast błogiego poczucia szczęścia pojawia się cierpienie. Żadne luksusy, sława, władza, kariera, żadne pieniądze nie wypełnią duchowej pustki. To jedynie surogaty przyjemności. Nasza zdolność odczuwania przyjemności pochodzi od Tego, który ustanowił hierarchię dóbr i który obdarza nas różnymi dobrami. To Bóg zaszczepił w nas pragnienie odczuwania przyjemności. Potwierdzenie tego faktu znajdujemy w Piśmie Świętym. Nasze przebywanie z Bogiem, zjednoczenie z Nim przedstawiane jest w kategoriach przyjemności: „Skosztujcie i zobaczcie, jak słodki jest Pan” (Ps 34, 9; por. 1 P 2, 3) i pozostaje nieodmienne fascynujące.

*

Myli się ten, kto uważa, że chrześcijaństwo namawia do cierpiętnictwa i wzywa do porzucenia przyjemności. Ono ukazuje ją w kontekście całego człowieka. Odrzuca jedynie ślepy hedonizm i nieumiarkowanie. Zachęca do korzystania z przyjemności jako owocu dobrych działań. Nie trzeba jej panicznie szukać w przestrzeniach życia, bowiem wszystko, co mamy, umożliwia nam pełne, twórcze życie i może nas zaprowadzić do Boga. Czy nie czulibyśmy się spełnieni, gdybyśmy mogli powtórzyć za T. Edisonem: „Nie przepracowałem ani jednego dnia w życiu. Wszystko, co robiłem, to była przyjemność”?

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 6/2012