Duet z proboszczem

Nie istnieją po to, by tylko składać życzenia i wręczać kwiaty. Nie po, by tylko spotkać się przy kawie w salce parafialnej. Są po to, by permanentnie się formować i działać.
Czyta się kilka minut

 

W uroczystość Chrystusa Króla świętują swoje zaangażowanie w animowanie życia lokalnej wspólnoty. Czasem niedocenione i może trochę zniechęcone, ale w większości aktywne i grające z proboszczem w zgrabnym duecie: Parafialne Oddziały Akcji Katolickiej (POAK).

Istnieją w całej Polsce. Są najmniejszymi cząstkami poważnego stowarzyszenia, które swoje odpowiedniki ma także za granicą. Dla dziennikarzy z mainstreamu są mało interesującym tematem, więc pisze się o nich rzadko, choć ich członkowie mają tęgie głowy i dużo ważnych rzeczy do powiedzenia. Swoją mrówczą robotę wykonują po cichu, bez – zbędnego ich zdaniem – splendoru. A pracy jest dużo.

Fundament

Każdy oddział parafialny ma swoją specyfikę. Siła POAK-ów bierze się z dobrej znajomości lokalnego środowiska. Przebywając między ludźmi, a nie w oderwanych od rzeczywistości urzędach, członkowie Akcji wiedzą, czym żyją i czego potrzebują parafianie.

Jednak zanim zorganizują huczny festyn albo sympozjum naukowe, pracują nad bazą. A jest nią formacja. Krystyna Wojtczak-Nowak, prezes Diecezjalnego Instytutu Akcji Katolickiej (DIAK) w Gnieźnie, wyjaśnia, że stowarzyszenie zajmuje się tym, czym cały Kościół, czyli ewangelizacją. – Na każdym członku AK spoczywa obowiązek poznawania i głoszenia nauki Chrystusa oraz świadczenia, że utożsamiamy się z Jego orędziem. Choć szumnie to brzmi, staramy się żyć wiarą i być coraz doskonalszymi w dążeniu do świętości, jak najlepiej realizować swoje codzienne życiowe obowiązki. To jest istota naszego powołania. Dotyczy to nie tylko Gniezna, ale także Poznania czy Warszawy.

By bronić Kościoła, trzeba go najpierw dobrze poznać. Są oddziały, których wielką pasją jest formacja intelektualna. Realizują Jezusowe wezwanie do miłowania umysłem. Czytają, szukają, drążą tematy ze studencką dociekliwością. Nic dziwnego, gdy nad ich opracowaniem czuwa nauczyciel akademicki, w dodatku fizyk. Małgorzata Grottel, prezes POAK przy parafii Opatrzności Bożej w  Poznaniu: – Staramy się pogłębiać wiedzę o Kościele, któremu mamy służyć. Studiujemy dokumenty Kościoła, jego historię, śledzimy najnowsze badania dotyczące na przykład trudnych okresów chrześcijaństwa, poznajemy inne religie monoteistyczne. W Roku Wiary wiele czasu poświęcimy dokumentom Soboru Watykańskiego II i Katechizmowi Kościoła Katolickiego. Praca formacyjna to fundament, na którym budujemy inne działania. Przygotowujemy nabożeństwa dziękczynne w kolejne rocznice śmierci bł. Jana Pawła II a także liturgię wigilii Zesłania Ducha Świętego. Prowadzimy Dzieło Duchowej Adopcji Dziecka Poczętego, pokazy filmów katolickich, comiesięczne spotkania przy kawie dla osób samotnych itd. 

Że podstawą jest formacja, podkreśla także Stefan Majerczak, wiceprezes DIAK-u z Krakowa: – Pracujemy, opierając się na ogólnopolskim podręczniku formacyjnym, związanym tematycznie z hasłem roku duszpasterskiego. Z tego wypływa chęć działania we własnej parafii, czyli rodzinie rodzin. Nie ja wymyśliłem, że wiara bez uczynków jest martwa. Nasz POAK przy sanktuarium Najświętszej Rodziny w Nowym Bieżanowie organizuje familiady, czyli święta osiedla i parafii. Angażujemy do tego także inne wspólnoty, przedszkola i szkoły. Są koncerty, konkursy i inne atrakcje. Włączamy się też w przygotowanie Przeglądu Pieśni Patriotycznej, na który przyjeżdżają do Krakowa zespoły z całej Polski.
 
Przedsiębiorcza świetlica
Przykład godnej podziwu AK-owskiej inicjatywy mamy także w podpoznańskim Swarzędzu. Ewa Pietrzak, prezes POAK przy parafii św. Marcina, opowiada o czynnej trzy razy w tygodniu świetlicy: – Przychodzą do nas dzieci od 1 klasy podstawówki do 3 klasy gimnazjum, na stałe ok. 40 osób. Razem z nimi odrabiamy lekcje, bawimy się w parku obok, gramy w piłkę, gry planszowe, a także przyrządzamy jeden posiłek. Z okazji 11 Listopada organizujemy wieczornice patriotyczne, a w świątecznym czasie jasełka i spotkanie przy stole wigilijnym. Żeby było rodzinnie, jak w domu. W czasie wakacji jeździmy na kolonie, które są nagrodą za dobre wyniki w nauce. W działanie świetlicy swoje serce wkłada także ks. proboszcz Aleksander Brzeziński.
Sala zabaw i nauki istnieje już 10 lat. – Działamy skromnie, bo pieniędzy jest mało, ale cieszymy się z tego, co jest – dodaje skromnie Ewa Pietrzak. Jednak to dzięki przedsiębiorczości i pomysłowości AK udało się pozyskać dotacje z urzędu miasta na zorganizowanie dwóch etatów w świetlicy. Poza tym z pomoca przychodzą wolontariusze – młodzi absolwenci studiów pedagogicznych i psychologii. To zresztą pomysł na odmłodzenie swarzędzkiego POAK-u.
Namacalnym dowodem, że świetlica robi dobrą robotę jest dalszy los jej wychowanków. Z jednej dziewczynki wyrosła organistka, inny chłopiec usłyszał głos Bożego wołania i przygotowuje się do święceń w seminarium. Kto wie, może kiedyś, gdy już będzie księdzem, zostanie asystentem AK?
 
Co mają wspólnego PIT i logopeda?
Zajrzyjmy jeszcze do POAK-u w wielkopolskiej Opalenicy. Parafia św. Mateusza liczy 7,5 tys. dusz, w Akcji działa 26 osób. „Wizytówkową” inicjatywą oddziału jest coroczny Rodzinny Festyn Parafialny. Dzięki niemu w ciągu pięciu lat udało się zorganizować letni wypoczynek dla 747 dzieci z najbiedniejszych rodzin. Członkowie Akcji odwiedzają w Zakładzie Opieki Leczniczej osoby przewlekle chore. Przygotowują paczki na święta i pomagają kupić opał na zimę. Rozliczają PIT-y – z takiej formy wsparcia korzysta nawet 150 osób. Jedna z członkiń, logopeda z dyplomem, pomaga dzieciom i dorosłym z wadą wymowy. Ostatnio AK-owicze współfinansowali zamontowanie windy w domu, w którym mieszka dwoje niepełnosprawnych dzieci. Poza tym redagują gazetkę parafialną i współorganizują Dni Kultury Chrześcijańskiej. I jeszcze pielgrzymko-wycieczki; równie chętnie biorą w nich udział 13- i 70-latkowie. Na pielgrzymce można więc spotkać babcię z wnuczkiem. – AK nie istnieje po to, by tylko składać życzenia i wręczać kwiaty, ale działać, integrując środowisko parafialne – podsumowuje Jolanta Horowska, wiceprezes POAK Opalenica.
Spośród 41 polskich diecezji, AK nie ma jedynie w drohiczyńskiej. Sprawdźmy więc jeszcze, co słychać na przykład w Legnicy. Ciekawsze inicjatywy wymienia Jan Zimroz, prezes DIAK: – Jeden z naszych POAK-ów prowadzi świetlicę dla dzieci z trudnych domów, inny stworzył grupę rowerową, która przemierzyła już tysiące kilometrów. Rowerzyści zajechali m.in. do Lourdes i Wilna. Poza tym od 13 lat współorganizujemy pielgrzymki osób niepełnosprawnych do Krzeszowa i Legnickiego Pola. Wydarzenia te gromadzą do 4 tys. uczestników.
 
Wezwanie dla kapłanów
Żeby nie było za bardzo słodko-cukierkowo, trzeba przyznać, że istnieją oddziały, których roczną aktywność można by streścić jednym zdaniem. Są mało kreatywne, bez polotu, zamknięte. Zniechęcają do całej organizacji, bo który proboszcz zechce założyć POAK, kiedy w sąsiedniej parafii widzi, że to się nie sprawdza? Na szczęście takie oddziały stanowią zdecydowaną mniejszość.
Innym konkretnym problemem, z którym musi się zmierzyć Akcja Katolicka, jest małe zainteresowanie jakąkolwiek działalnością społeczną. Zaangażowanie osób świeckich w życie parafialnej wspólnoty to uprawa niełatwego kawałka pola. – W tym roku udało nam się utworzyć w diecezji dwa nowe, parafialne oddziały. Bardzo się z nich cieszymy, choć chcielibyśmy, by było ich więcej – mówi Bogumiła Kania-Łącka, prezes DIAK w Poznaniu. Jest trudno, ponieważ dzisiaj ludzie nie chcą się angażować; tym bardziej jeśli wymaga to wzięcia na siebie odpowiedzialności. Może i zrobiliby od czasu do czasu coś spontanicznie, ad hoc, ale nie chcą być tam, gdzie wymagana jest deklaracja systematycznego zaangażowania. AK istnieje dzięki ludziom, którzy są w niej na serio. Którzy podejmując się tego dzieła, realizują swoje powołanie, czyniąc z niego ważną część swego życia. jeden ze swoich priorytetów i część życia.
Kolejna trudność w pozyskiwaniu nowych członków tkwi w postawie niektórych kapłanów. – Czasami ksiądz nie tworzy w parafii oddziału Akcji, bo – być może –  nie do końca rozumie sens jej istnienia dzisiaj w parafii. Tymczasem uformowani, rozumiejący i kochający Kościół świeccy mogą być dla księdza proboszcza konkretnym wsparciem. Zajmą się działalnością na rzecz dzieci, młodzieży, małżeństw, kulturą, pomocą charytatywną, organizacją katechez dla dorosłych, wystrojem świątyni. Do tego potrzeba – tylko i aż – akceptacji i wzajemnego zaufania.
 
 
Operatywne „babcie” przyciągną wnuków
Nie jest tajemnicą, że w szeregach AK częściej można spotkać pokolenie dziadków niż młode małżeństwa z dziećmi. To dobrze, że osoby starsze odnalazły swoje miejsce w Kościele! Czasami jednak spogląda się na Akcję tylko jak na organizatora pielgrzymek dla starszych pań. Czy to stereotyp, czy prawda? – Liczne inicjatywy świadczą o tym, że te „babcie” są bardzo operatywne – puentuje z uśmiechem Krystyna Wojtczak-Nowak. Ale dobra puenta nie załatwia problemu, którym jest brak zaangażowanych 30- i 40-latków. Nastolatki i młodzież 20+ mają KSM. Akcja skupia głównie osoby po 50. Gdzie się podziało całe pokolenie, którego nie ma w kościelnych organizacjach?
– Minęła euforia lat 1997–2000, kiedy AK powstawała nawet z entuzjazmem w wielu parafiach. Gdy się zaangażowaliśmy parę lat temu, nie wszyscy byliśmy już najmłodsi. Do tego przybyło nam trochę lat. Nie mamy systematycznego napływu nowych członków, z trudem powstają nowe oddziały. Ale robimy wszystko, aby szczególnie młodzi z KSM-u, którzy kochają Kościół, przyłączyli się do nas.
I widać efekty. Nowym „nabytkiem” poznańskiej Akcji jest Łukasz Nienartowicz, kiedyś zaangażowany KSM-owicz, dziś członek zarządu DIAK w Poznaniu. – Od początku bycia w KSM wiedziałem, że dalszym krokiem będzie AK. To zupełnie naturalne. Zdarza się, że KSM-owicze przestają działać w stowarzyszeniu w wieku 25 czy 30 lat i kończą regularną formację duchową. To ogromna strata. Przestają też rozwijać się organizacyjnie i zatracają swój ogromny potencjał. AK daje pole do rozwiązania obu tych problemów. Wystarczy chcieć skorzystać – przekonuje. I szuka przyczyn takiego stanu rzeczy: – Deficyt młodych ludzi jest związany w zasadzie z jednym czynnikiem – różnicą wieku. Dziś większość POAK-ów ma wysoką „średnią” i jedna czy dwie osoby młode, które przyjdą na spotkanie nie odnajdują się w takiej grupie.
Krystyna Wojtczak-Nowak przyczyn niechęci młodych do kościelnych inicjatyw szuka gdzie indziej. – Młodzi mają dziś trudny czas. Niepewna sytuacja zawodowa, duże bezrobocie i inne problemy nie pozwalają na zaangażowanie się w sprawy wspólnot parafialnych, choć może by i tego chcieli.
Nie zgadza się z tym Stefan Majerczak. – To stosunkowo łatwe wytłumaczenie. Kto jest dobrze uformowany, to na sprawy wiary zawsze znajdzie czas, choćby go było naprawdę niewiele. Nie musi od razu wstępować do AK, która jest wymagającą wspólnotą, ale może zaangażować się w jakiś ruch modlitewny i usypiając małe dziecko w kołysce, wspierać działania Kościoła odmawianiem Różańca.
Łukasz Nienartowicz dopowiada, że o odmłodzenie Akcji po pierwsze trzeba się modlić, a potem m.in. wykorzystać nowe media (strony WWW, Facebooka, YouTube, Twittera itp.) do zmiany wizerunku stowarzyszenia. W archidiecezji poznańskiej organizuje się spotkania dla byłych KSM-owiczów, którzy – być może – zostaną członkami AK. Najbliższe takie spotkanie to rekolekcje dla rodzin byłych członków KSM-u, które odbędą się w Czmońcu w dniach 14–16 grudnia (zainteresowanych odsyłamy po więcej informacji na ???).
 
Razem
Żaden z AK-owiczów nie powie, że POAK może być prawą ręką księdza proboszcza, bo nie pozwoli im na to wrodzona skromność. Ale ja to napiszę. Bo mam tego przykłady. Dobrze jest widzieć świeckich, którym zależy na swojej parafii i księdza, który nie ma manii obsesyjnego kontrolowania wszystkiego i pozwala innym na zaangażowanie.
Solówki mogą być dobre, ale czy zgrany duet nie brzmi piękniej?
 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 47/2012