Logo Przewdonik Katolicki

Bez happy endu

Michał Bondyra
Fot.

Piotr Magik Łuszcz lider legendarnej Paktofoniki ­ toartysta niebanalny, nietuzinkowy, alepogubiony w świecie i szukający ukojenia w używkach. W polskich kinach właśnie pojawiła sięjego filmowa biografia pod prowokacyjnym tytułemJesteś Bogiem.

Piotr „Magik” Łuszcz – lider legendarnej Paktofoniki ­– to  artysta niebanalny, nietuzinkowy, ale  pogubiony w świecie i szukający ukojenia w używkach. W polskich kinach właśnie pojawiła się  jego filmowa biografia pod prowokacyjnym tytułem Jesteś Bogiem. 

 

By nie cichła

Pokolenie dzisiejszych dwudziesto- i trzydziestokilkulatków pamięta tamte czasy doskonale. Obskurne blokowiska wielkomiejskich osiedli, wszechobecny brud i szarzyzna. Młodzi po transformacji ustrojowej. Zostawieni sami sobie. Na pastwę losu. Ze swoimi lękami i problemami. Bo rodzice tyrają od rana do wieczora, by było co jeść, by było na czynsz. A oni? Biegają w wyciągniętych spodniach i bluzach z nieodłącznymi słuchawkami na uszach. Wszędzie tak samo: w Katowicach, Kielcach, Poznaniu. – Widzę siebie wtedy z walkmanem na uszach i wydającego pieniądze na baterie, które przez brak akumulatorków i ładowarek ciągle trzeba było kupować, by muzyka nie cichła – wspomina Mirek „Miras” Kirczuk, jeden z trzech raperów chrześcijańskiego składu hiphopowego Full Power Spirit (FPS). Rap był odskocznią. Środkiem wyrazu. – Stał się głosem tamtego pokolenia. Wyrażał nastroje. Nastroje nastolatków Polski schyłku XX w. Muzyczną pałeczkę przejął po rocku i punku i czasach Jarocina – zauważa jeden z liderów FPS. Obskurne blokowisko katowickich Bogucic i kwadratowe potworki architektoniczne Mikołajowa – miejsca życia trzech przyjaciół Piotra „Magika” Łuszcza, Sebastiana „Rahima” Salberta i Wojciecha „Fokusa” Alszera, członków legendarnej Paktofoniki (doskonałe role Marcina Kowalczyka, Dawida Ogrodnika i Tomasza Schuchardta!) – przedstawione w filmie Jesteś Bogiem idealnie oddają klimat sprzed ponad dekady. Ten na poły fabularny, na poły biograficzny, utrzymany w wycofanych kolorach, obraz Leszka Dawida przypomina, w jakich okolicznościach rodził się on – polski hip-hop. 

 

Niebanalny – pogubiony

– Film doskonale pokazuje, jak trudno było wtedy nagrać płytę, z jakimi komplikacjami wiązało się wprowadzenie jej na rynek, ale i jak ciężko było pogodzić codzienność komuś, kto powoli stawał się artystą – zauważa „Miras”. Tego ostatniego nie sposób nie odnieść do jednej z legend krajowego hip-hopu: Piotra „Magika” Łuszcza, artysty tyleż nietuzinkowego i niebanalnego, co człowieka kompletnie nieradzącego sobie z otaczającym go światem, na swoje nieszczęście poszukującego wartości tam, gdzie ich nigdy być nie mogło (narkotyki), co w efekcie spycha go z parapetu okna jego mieszkania na 9 piętrze. – „Magik”, jak każdy z nas, popełniał błędy. W jego historii starałem się odnaleźć samego siebie. On jednak w przeciwieństwie do nas, chrześcijan, nie miał tej osi – Chrystus, Ewangelia, Dekalog – według której mógł konfrontować swoje wybory. Nie miał tego azymutu dobra, na który powinien obrać swój kurs. Po omacku próbował wszystkiego, przez co pętla na jego szyi zaciskała się mocniej i mocniej – podejmuje próbę interpretacji dramatu lidera najpierw Kalibra 44, a potem Paktofoniki, „Magika”, co pokazuje dobitnie film, przerasta go rola męża i ojca. Choć podejmuje próby bycia odpowiedzialnym (stała praca), zwyczajnie nie potrafi. Przychodzi zdrada i separacja.

 

Bez punktów odniesienia

„Magik” ucieka w narkotyki, jednak bardziej, niż pokazuje to obraz Dawida. O pudrowanie jego postaci ma pretensje napotkana po wyjściu z kina 33-letnia Dorota: „Film za bardzo idealizuje jego postać: pokazuje go jako genialnego artystę, a nie jako pogubionego ćpuna, w przeciwieństwie do obrazu o Ryśku Riedlu [legendarnym wokaliście grupy Dżem – przyp. autora], który wykłada kawę na ławę”. W nałogi wpadają ludzie zagubieni i wrażliwi, a do takich bez wątpienia należał Łuszcz. – Antidotum na problemy znalazł w marihuanie. Czy to była właściwa droga? Po owocach poznajesz słuszność swoich wyborów. Może w tym kontekście warto obejrzeć film – trafnie zauważa „Miras”, który zgadza się też z twierdzeniem, że problemy lidera Paktofoniki, to też wciąż żywe dylematy współczesnej młodzieży. – Duża część z nich może próbować utożsamiać się z „Magikiem”. Podobnie jak on nie mają punktów odniesienia, bo wartości i ideały stają się im coraz bardziej obce. Wszystko przez to, że żyjemy w systemie, w którym drogę wyznacza konsumpcja. Do czego to prowadzi pokazuje dramat „Magika”. Żyjąc jak on, może i im przyjdzie stanąć przed wyborem: żyć czy ze sobą skończyć? Niestety w ostatnich latach liczba samobójstw wśród nastolatków gwałtownie wzrosła – przestrzega członek formacji Full Power Spirit.

 

Priorytety

„Wszystko ma swoje priorytety, niestety/Wszystko ma swoje wady, zalety/Hierarchia wartości, obowiązki, przyjemności,/hiphopowa podróż do przyszłości” – rapują w refrenie Priorytetów „Magik”, „Rahim” i „Fokus”. Ich priorytetem był hip-hop. Rymy jako opis otaczającego ich świata. Świat brutalnej walki o swoje racje, marzenia, skonfrontowanego z wyzyskiem i oszustwem, tych, którzy sprytnie na transformacji ustrojowej skorzystali. Świat widziany w szarościach codzienności. Bo jak słusznie zauważa „Miras” z FPS, „rap nie mówi o tym, że kwiatki rosną na łące, a motyl pięknie fruwa, tylko o życiu i o tym, co jest istotne dla artysty trzymającego mikrofon w dłoni”. Dla niego priorytety są jasno ustalone. W jego tekstach nie usłyszymy o szybkich furach, przygodnym seksie, narkotykach. Jako środka wyrazu też próżno szukać wulgaryzmów. – W naszym systemie najważniejszych wartości jest wzajemny szacunek, prawdomówność, miłość do Boga i ludzi oraz pragnienie Nieba. O tym piszemy i o tym nawijamy – mówi wprost. Bóg słucha i rozumie człowieka, bez względu na to, jakim językiem się on posługuje. Rozumie więc też rap jako środek wyrazu tego, co dobre – dodaje. System wartości różni go od Magika, dlatego „Miras” choć podziwia go jako artystę, z liderem Pakotfoniki się nie utożsamia. Jego nie inspiruje marihuana („Magik” dał temu wyraz szczególnie w tekstach pisanych za czasów Kalibra 44), a ks. Popiełuszko. Postać błogosławionego poznał podczas pracy nad piosenką do filmu Popiełuszko – wolność jest w nas. – To bohater, który mnie inspiruje i pociąga – mówi wprost.

 

Uświadom to sobie

Tytuł filmu Dawida to nawiązanie do kultowej piosenki wymyślonej przez „Magika” w ostatniej chwili. Wtedy, gdy zamykany był już materiał na debiutancką płytę zespołu. Na Kinematografię. W wielu interpretacjach słów „Jestem Bogiem/uświadom to sobie” przewija się głównie ta mówiąca o tym, że jest to tekst o głębokiej wierze w siebie i własne możliwości. Czy faktycznie? Może. A może rację ma „Miras”, który zastanawia się, czy słowa „Magika” to nie wyraz jego świadomości o tym, że mając mikrofon w dłoni przez chwilę mógł poczuć się Bogiem. – W filmie doskonale widać, że chłopaki doszli do takiego pułapu, na którym bez względu na to, czego by nie zrobili na scenie, fani i tak spijali z ust każde ich słowo – zauważa Mirek Kirczuk. Zaznacza przy tym, jak ważna jest wtedy odpowiedzialność za każdy wyraz czy gest: „Dla nas chrześcijan drogowskazem jest Ewangelia i Dekalog, a ludzie, którzy za nimi nie idą, szukają go w swoich muzycznych idolach. Wtedy ci ostatni na scenie stają się wyznacznikiem dobra i zła. Artysta musi mieć świadomość, że to, do czego będzie zachęcał, czego będzie się domagał, może stać się motorem napędowym działania fanów w życiu. Na scenie czasem łatwiej zarymować nawet na poważne tematy, niż później podpisać się pod ich odpowiednim rozwiązaniem swoim życiem”. Niestety już nigdy się nie dowiemy, czy „Magik” miał tę świadomość i czy to ona wpędziła go w schizofrenię, nałóg i w końcu doprowadziła do samobójstwa. 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki