Logo Przewdonik Katolicki

Nie ma łatwych odpowiedzi

Ks. Piotr Gąsior
Fot.

Do redakcji nadesłano list:Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Moja córka od pięciu lat jest po cywilnym rozwodzie.

Do redakcji nadesłano list:

„Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Moja córka od pięciu lat jest po cywilnym rozwodzie. Przyczyna – nie umiała wytrwać w małżeństwie z chorym na chorobę alkoholową mężem. Postanowiła wziąć ślub cywilny po raz drugi. Moje pytanie jest następujące: Czy ja, jako jej mama, a jednocześnie osoba wierząca, powinnam brać udział w tej świeckiej uroczystości? Wszystko we mnie mówi, że nie! Relacje z córką są poprawne, ale nie na tyle, żebym mogła ją odwieść od tej decyzji. Moja prośba, aby najpierw wyprostowała sprawy wcześniejsze – np. sprawdziła, czy można stwierdzić ważność lub nieważność małżeństwa wcześniej zawartego (ślub konkordatowy) – spełzła na niczym. Podchodząc po ludzku do sprawy, moja nieobecność będzie dla niej szokiem i poczyta to jako odrzucenie”.

Cecylia

 

Przyznaję, że zanim przystąpiłem do napisania komentarza do Pani pytania, przedstawiłem problem różnym osobom, które uważają się za praktykujących katolików. Okazało się, że jest to nie lada dylemat. Jedni mówili, że jak najbardziej trzeba iść na ślub cywilny dziecka. Inni uważali, że będzie to poczytane jako cicha zgoda na zawieranie małżeństwa niesakramentalnego, na co wierzący zgadzać się nie mogą. Bo przecież katolicy wiążący się w ten sposób świadomie zaczynają żyć w grzechu ciężkim. Jakże więc najbliżsi mieliby się z nimi cieszyć i jeszcze im podczas życzeń w Urzędzie Stanu Cywilnego pogratulować startu w to niby „nowe życie”.

 

Knotka nie dogasić

Argumentacja pierwszej grupy jest mniej więcej taka: znamy naukę Chrystusa i Kościoła na temat sakramentu małżeństwa i ważności przyjmowania Komunii św. dla naszego zbawienia i wcale jej nie negujemy. Jednocześnie pamiętamy, że choć Pan Jezus był bardzo radykalny, potrafił przecież także współczuć i szukać każdej zagubionej owcy. Czyż nie Jemu właśnie są przypisywane  słowa z księgi Izajasza: „Trzciny zgniecionej nie złamie ani knota tlejącego nie dogasi, aż zwycięsko sąd przeprowadzi.  Jego imieniu narody nadzieję pokładać będą” (por. Mt 12). Zawsze więc trzeba szukać choćby najmniejszej nici porozumienia. I ważne są wszystkie okoliczności, w jakich przychodzi nam podejmować decyzję. Może więc w tej sytuacji, o której Pani wspomniała, trzeba raczej pójść, żeby nie doszło do całkowitego zerwania kontaktu z córką. Bo skoro ona wyraźnie poznała Pani stanowisko, to nie należy sądzić, że gest obecności przyjmie za akceptację jej wyboru lecz za – choć tak wiele Panią kosztujący – znak matczynej miłości.

 

Póki żyją

Podobnie myślący próbowali ponadto odwoływać się do obecnej postawy chrześcijan wobec małżeństw niesakramentalnych. Kościół przecież ich nie odrzuca. Więcej, prowadzi dla nich specjalne duszpasterstwo. Kocha je i one powinny odczuć tę miłość. Bo choć utraciły prawo do rozgrzeszenia w spowiedzi św., nadal są w Kościele. Ich życie nie może być uznane za skazane na potępienie. Wiara tych ludzi została wystawiona na wielką próbę, ale jeszcze się może odnowić. Póki żyją, mają szansę powrotu do pełnej komunii z Ciałem Chrystusa. Nie przekreślajmy ich. Cierpimy, widząc jak na naszych oczach odstępują od sakramentów świętych, ale niech nasz ból nie podcina nadziei, że jeszcze do nich powrócą.

 

Lekarstwo sprzeciwu

Z kolei druga grupa osób uzasadnienie swojej opinii widzi w nieco innych słowach Pana Jezusa: „Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz. Bo przyszedłem poróżnić syna z jego ojcem, córkę z matką, synową z teściową; i będą nieprzyjaciółmi człowieka jego domownicy. (...) Kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien” (por. Mt 10). Dlatego też, być może znajdą się tacy, którzy nazwą Panią matką bez serca. Osobiście uważam, że absolutnie niesłusznie. Jeśli są otwarci na Pani argumentację, trzeba im odpowiedzieć: „Ja właśnie tak bardzo kocham moje dziecko, że chcę je spotkać w niebie. Czy ktoś jest w stanie mnie zrozumieć, że bardzo cierpię, widząc ,jak moja dorosła córka postępuje. Nie pogniewałam się na nią, ale nie mogę się wraz z nią cieszyć tym, co jest niezgodne z naszą wiarą, przykazaniami i  sumieniem. Modlę się zatem i ufam, że mój dzisiejszy sprzeciw będzie dla niej stałym przypomnieniem – wyrzutem, który ponownie przyprowadzi ją do Stołu Pańskiego”.

 

 

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki