Logo Przewdonik Katolicki

Musimy przyspieszyć kroku

Kamila Tobolska
Fot.

Zojcem Krzysztofem Czerwionkąze zgromadzenia zmartwychwstańców o punkcie zwrotnym w jego życiu, tworzeniu sieci spotkań domowych i Szkół Nowej Ewangelizacji oraz nadziejach związanych ze zbliżającym się Synodem BiskupówrozmawiaKAMILA TOBOLSKA

Z ojcem Krzysztofem Czerwionką ze zgromadzenia zmartwychwstańców o punkcie zwrotnym w jego życiu, tworzeniu sieci spotkań domowych i Szkół Nowej Ewangelizacji oraz nadziejach związanych ze zbliżającym się Synodem Biskupów rozmawia KAMILA TOBOLSKA

 

 

Przeżywa Ojciec właśnie wyjątkowy czas...

− To rok, kiedy obchodzę 25. rocznicę przyjęcia święceń kapłańskich − taki rok dziękczynienia za kapłaństwo. Ale mija też 35 lat od mojego nawrócenia.

 

Musiał być ojciec wówczas bardzo młodym człowiekiem?

− Miałem 17 lat. Tak jak inni chodziłem do kościoła, ale nic to nie zmieniało w moim życiu. Podczas jednych z rekolekcji, któregoś wieczoru doświadczyłem, że Bóg jest naprawdę żywą Osobą i mnie kocha. To było tak bardzo osobiste doświadczenie, tak przenikające mnie do głębi, że zostałem w kościele, gdy już inni z niego wyszli, aby nie utracić tego spotkania z Bogiem. W jednej chwili zrozumiałem swoje grzechy, swoją słabość. To był taki spontaniczny moment mojego zawierzenia Chrystusowi, punkt zwrotny w moim życiu.

 

Zapewne wiele się zmieniło po tym doświadczeniu?

− Zacząłem wówczas chodzić do kościoła bardziej z potrzeby kontynuowania tego spotkania z Bogiem niż ze zwyczaju czy nakazu. Zrodziło się też we mnie pragnienie wzrostu duchowego. Zaangażowałem się więc w działający w parafii zmartwychwstańców Ruch Światło-Życie. Początkowo myślałem o założeniu rodziny, ale po pewnym czasie zrozumiałem, że Bóg chce, abym był kapłanem i zakonnikiem i stąd decyzja wstąpienia do zgromadzenia. Już jako ksiądz, pracując w Gdańsku, spotkałem się z odnową charyzmatyczną, choć przyznam, że ta duchowość nigdy nie była mi bliska. Rozumiem jednak kapłaństwo m.in. jako bycie dla ludzi, więc starałem się im służyć. Z wdzięczności sprezentowali mi bilet na kongres odnowy w Gnieźnie. Tam, w trakcie wykładów i modlitw wiele rzeczy było dla mnie nowych i inspirujących, ale atmosfera Mszy św. odprawianej na stadionie zbulwersowała mnie i stwierdziłem, że się do tego nie nadaję. Powiedziałem więc Bogu, że jeśli oczekuje ode mnie czegoś w tym kierunku, to musi mnie zmienić. Dwa lata później byłem już z własnej potrzeby na forum ewangelizacji w Warszawie i wtedy widziałem ludzi wielbiących Boga w kościele. Ja zaś stałem z tyłu bezradny, bo nie chciałem udawać. Prosiłem wówczas: „Boże, zrób coś ze mną”. I doświadczyłem niesamowitego poruszenia wewnętrznego, tego, co się nazywa wylaniem Ducha Świętego i naraz zacząłem wielbić Boga. To było dla mnie takie doświadczenie uwolnienia i, mam nadzieję, stale daję się tak prowadzić Duchowi Świętemu, zaskakiwać i porywać.

 

I tak dochodzimy do Stryszawy.

− Przyszło mi pracować w tej małej wiosce leżącej koło Suchej Beskidzkiej, bo tutaj jako zmartwychwstańcy prowadziliśmy swój ośrodek rekolekcyjny dla Ruchu Światło-Życie. Latem, kiedy zaczynałem, był wir pracy, a gdy przyszła jesień i oazy się skończyły, było jak na pustelni. Zastanawiałem się więc, po co Bóg mnie tutaj przysłał, czy źle pracowałem w parafii? Wówczas podczas jednej z adoracji, na modlitwie przyszła myśl, by otworzyć Pismo Święte i „trafiłem” na fragment z Księgi Wyjścia, kiedy Bóg mówi do Mojżesza: „Zdejmij sandały z nóg, gdyż miejsce, na którym stoisz, jest ziemią świętą”. Dotarło do mnie, że może Bóg ma jakiś zamiar, którego nie rozumiem i dlatego zdecydowałem się zostać na tym „końcu świata”. I tak 20 lat temu zaczęła rodzić się Wspólnota Chrystusa Zmartwychwstałego „Galilea”. Od początku uczyliśmy się ewangelizacji i odkrywaliśmy charyzmat zmartwychwstania, który Bóg złożył pośród nas.

 

Czyli powstała Szkoła Nowej Ewangelizacji?

− Nasze dzieło to coś znacznie szerszego. To w ramach Wspólnoty działa Szkoła Nowej Ewangelizacji św. Marka. Staramy się przekazywać prawdę, że każda osoba świecka może dzielić się doświadczeniem swojej wiary, a każdy dom jest domowym Kościołem. Uzdalniamy więc innych, aby ich domy stawały się miejscem ewangelizacji i zmartwychwstania, czyli domami, w których spotyka się żywą osobę Jezusa. Dokonuje się to dzięki ich świadectwu, czytaniu słowa Bożego i dzieleniu się nim oraz modlitwie. Do tych domów każdy może przyjść i tak właśnie działa nasza sieć spotkań domowych, już nie tylko w różnych miejscach w Polsce, ale i w Austrii, Anglii, Norwegii, Niemczech, Bułgarii czy na Ukrainie.

 

Spróbujmy więc określić, ile osób zaangażowanych jest we Wspólnotę Chrystusa Zmartwychwstałego „Galilea”?

− Przyznam, że nie potrafię dokładnie stwierdzić, ilu nas jest. Kilka miesięcy temu było to w sumie ponad tysiąc osób, ale tam, gdzie jest Duch Boży, gdzie jest otwarcie na dzieło ewangelizacji, wciąż przybywają nowe osoby. Dzielimy się bowiem skarbem, drogocenną perłą, którą jest Chrystus. A ludzie chcą żyć Chrystusem. Nie chcą duchowej wegetacji, chcą żywej relacji z Bogiem.

 

Pamiętam jak podczas jednej ze swoich prelekcji bp Grzegorz Ryś, przewodniczący Zespołu ds. Nowej Ewangelizacji przy Konferencji Episkopatu Polski, zauważył, że pojęcie nowej ewangelizacji ma ponad sto definicji. A czym dla Ojca jest nowa ewangelizacja?

− Dla mnie nowa ewangelizacja jest, jak mówił bł. Jan Paweł II, „nowa w metodzie, środkach wyrazu i gorliwości”. Tym się różni od ewangelizacji, która zawsze była w Kościele i którą wcześniej już podejmowaliśmy. Ewangelia jest tak bogata, że można ją ciągle przekazywać w nowy, świeższy sposób, zbliżony do współczesnego człowieka.

Nowa ewangelizacja to także połączenie sił świeckich i duchownych. Stanowi ona wciąż wyzwanie do tego, żeby zjednoczyć wysiłki różnych ruchów i wspólnot, które na co dzień działają odrębnie. To jest ogromny potencjał Kościoła, dzięki któremu może on dotrzeć do nowych osób.

Nowa ewangelizacja musi również prowadzić do osobistego spotkania z Chrystusem i potem do dzielenia się Nim. Jakimi sposobami? Wszystkimi! Tak naprawdę nie można bowiem powiedzieć, że istnieje jakiś jeden uprzywilejowany sposób ewangelizacji.

 

Także Ojciec należy do Zespołu ds. Nowej Ewangelizacji. Podkreślmy może, że to pierwszy taki zespół w Europie.

− Tak, zwrócił nam na to uwagę abp Rino Fisichella, przewodniczący Papieskiej Rady ds. Nowej Ewangelizacji, który był gościem I Ogólnopolskiego Kongresu Nowej Ewangelizacji. Współorganizowaliśmy to wydarzenie w Kostrzynie n. Odrą na przełomie lipca i sierpnia i to było nasze pierwsze praktyczne działanie, które podjęliśmy na tak dużą skalę. Jestem przekonany, że należało zrobić ten kongres w aktualnym kontekście historycznych wydarzeń: powołania przez papieża Rady ds. Nowej Ewangelizacji oraz zwołania Synodu Biskupów. Nie chcieliśmy przespać tego czasu, który jest czasem łaski, ale także czasem wyzwań. Zresztą już bł. Jan Paweł II pisał w liście apostolskim Novo millennio ineunte, że trzeba „przyśpieszyć kroku”. Myślę, że przez organizację kongresu właśnie przyśpieszyliśmy. Widać było to też w liczbie zgłoszonych na niego ponad 300 wspólnot ewangelizujących w różny sposób. Jako zespół przy Episkopacie, chcemy być dla nich inspiratorami, ale także dla tych, którzy dopiero szukają metod nowej ewangelizacji.

 

Spoglądając w niedaleką już przyszłość, za kilka dni rozpocznie się w Rzymie Synod Biskupów pod hasłem „Nowa ewangelizacja dla przekazu wiary chrześcijańskiej”. Zapewne ma Ojciec oczekiwania związane z tym ważnym wydarzeniem?

− Przypomnijmy, że poprzedni synod poświęcony był Słowu Bożemu i dostaliśmy po nim świetny dokument, na bazie którego możemy ciągle pracować. Wierzę, że podobnie będzie także teraz. W Rzymie spotka się bowiem cały Kościół w wymiarze apostolskim i zapewne postara się rozeznać sytuację dotyczącą nowej ewangelizacji. Spodziewam się też, że dokument, który następnie powstanie jeszcze bardziej nas zainspiruje do posługi ewangelizacji i doda nam większej odwagi duchowej. Myślę bowiem, że jest w nas jeszcze dużo oporu i niechęci do zmian. Wydaje nam się, że skoro zawsze było dobrze, to nie trzeba nic zmieniać. Modlę się więc, żeby dokonujące się podczas synodu odczytywanie tchnienia Ducha Świętego przez biskupów i kardynałów, było mocne i odważne.

 

Powróćmy jeszcze na moment do Szkół Nowej Ewangelizacji i do ich historii w Polsce.

− Pierwsze ze szkół powstały na początku lat 90. jako oddolne nurty związane z osobą Jose Prado Floresa i Szkołą św. Andrzeja z Meksyku. Każda z nich jest w naszym kraju autonomiczna i podlega biskupowi czy władzom danego zakonu, ale mamy wspólny program formacyjny. Jednak wraz z rozwojem tych szkół odczułem, że zamknęły się one trochę w swoich środowiskach. Postanowiliśmy więc wrócić do lepszej współpracy między sobą oraz z meksykańską Szkołą św. Andrzeja. Zresztą przygotowane przez nią w ostatnich latach metody ewangelizacyjne są o wiele skuteczniejsze. Tak więc ponad dwa lata temu powstała najpierw Rada Dyrektorów Szkół Nowej Ewangelizacji, a następnie Biuro Krajowe Szkoły Ewangelizacji św. Andrzeja (SESA Polska), które współpracuje bezpośrednio z Meksykiem.

 

W tej chwili w SESA Polska zrzeszonych jest ponad 20 szkół, ale zapewne apetyty są większe?

− Ogólnoświatowy zamysł jest taki, aby w każdej parafii powstała Szkoła Nowej Ewangelizacji. Taka jest bowiem potrzeba. Musimy zająć się nie tylko tymi, którzy nie przychodzą do kościoła, ale także tymi, którzy czują się z nim związani. Trzeba wzmacniać i ugruntowywać ich wiarę tak, aby potrafili ewangelizować innych. Nie mamy bowiem tylko przeliczać, ilu nas jest praktykujących katolików i uspokajać się, że nie jest jeszcze tak źle. Chcemy obudzić potencjał tych, którzy są w Kościele i temu może służyć Szkoła Nowej Ewangelizacji św. Andrzeja ze swoim programem 21 kursów ewangelizacyjnych.

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki