Logo Przewdonik Katolicki

Niezwykły Pio

Monika Białkowska
Fot.

Pietrelcina liczy trochę ponad trzy tysiące mieszkańców. I niewiele tu się dzieje. Ludzie stąd nie wyróżniają się niczym szczególnym, nie lewitują, nie bywają jednocześnie w dwu miejscach i nie czytają w cudzych myślach. Może poza jednym Francesco Forgione. Tym, który w historii świętości Kościoła zapisał się jako Ojciec Pio.

Pietrelcina liczy trochę ponad trzy tysiące mieszkańców. I niewiele tu się dzieje. Ludzie stąd nie wyróżniają się niczym szczególnym, nie lewitują, nie bywają jednocześnie w dwu miejscach i nie czytają w cudzych myślach. Może poza jednym – Francesco Forgione. Tym, który w historii świętości Kościoła zapisał się jako Ojciec Pio.

 

Mała uwaga na początku, niezwykle ważna dla zrozumienia postaci św. Ojca Pio. Kościół nie ogłasza nikogo świętym za to, że lewitował albo poraniony był stygmatami. To nie cudowne wydarzenia w życiu przywołują świętość – to raczej świętość człowieka, która pozostawia Bogu miejsce na działanie, umożliwia Mu nadzwyczajne objawianie się w ludzkim życiu. Jeśli o tym zapomnimy, Ojciec Pio będzie tylko srogim pogromcą z konfesjonału albo dziwnym magikiem. A jest świętym, który zostawił Bogu tak dużo miejsca, że Bóg mógł w nim dokonać wszystkiego.

 

Poduszka z kamienia

Francesco urodził się w 1887 r. Jego rodzice pracowali jako chłopi, a on sam był ministrantem – może nieco przesadzającym z gorliwością, bo kto to widział, żeby pięcioletni chłopiec sypiał na podłodze, z kamieniem, zamiast poduszki? Rodzina była porządna i pobożna, każdego dnia byli na Mszy św. i odmawiali Różaniec. Małemu Francesco długo wydawało się, że wszyscy, tak jak on, widują na co dzień anioły i mogą z nimi rozmawiać.

Do życia zakonnego Francesco zaczął się przygotowywać, mając 10 lat. Motywem do podjęcia takiej decyzji było spotkanie z młodym zakonnikiem. Żeby jednak pragnienie Francesca mogło się spełnić, musiał on najpierw zdobyć odpowiednie wykształcenie. Jego ojciec wyjechał wówczas z Włoch do Stanów Zjednoczonych, żeby zarobić na kształcenie syna. Wreszcie w styczniu 1903 r. 15-letni Francesco rozpoczął nowicjat, przywdział habit i przyjął imię brata Pio.

 

Podręcznik dla lekarzy

Jego kapłańska droga rozpoczęła się studiami w Asyżu. Potem brat Pio złożył śluby zakonne, a następnie został wyświęcony na kapłana. Krótko po prymicjach zaczął chorować, tak że obawiano się o jego życie. Wówczas przeniesiono go do klasztoru w San Giovanni Rotondo, gdzie pozostał do końca życia.

Choroby towarzyszyły mu również do końca życia. Zapalenie żołądka, dur brzuszny, omdlenia, bezsenność, wymioty, migreny, astmatyczne zapalenie oskrzeli, kamienie nerkowe, owrzodzenie żołądka, stany zapalne oczu, ucha, gardła, nieżyt nosa, przewlekłe zapalenie ucha środkowego, gruźlica płuc, przepukliny pachwinowe, torbiel, złośliwy guz na uchu, przeciwwysiękowe zapalenie płuc, zapalenie stawów – to nie jest spis treści z podręcznika dla lekarzy internistów, ale lista chorób, które dręczyły Ojca Pio. Aż trudno uwierzyć, że był on jeszcze zdolny do tak dużej duchowej i fizycznej aktywności. A zdolny był rzeczywiście do rzeczy wielkich.

 

Konfesjonał i ołtarz

Katedrą Ojca Pio był konfesjonał – to w nim spędzał długie godziny każdego dnia. Do jego konfesjonału przybywali ludzie z całego świata, nieraz rozbijając namioty w pobliżu kościoła w oczekiwaniu na swoją kolej. A on słuchał, przypominał grzechy, o których penitent zapomniał i z hukiem wyrzucał z konfesjonału tych, którzy chcieli kłamstwem ukryć swoje winy.

Żeby przygotować się do codziennej Eucharystii, Ojciec Pio wstawał w środku nocy. Msza św., którą sprawował, trwała ponad dwie godziny, ale ludzie, śledzący każdy gest kapłana, nie zauważali upływającego czasu. A po nim widać było ofiarę, z oczu płynęły łzy, a na czole pojawiały się krople potu. Ci, którzy uczestniczyli w tych liturgiach, nawracali się gwałtownie, sami szlochali i twierdzili później, że nigdy tego wydarzenia nie zapomną.

 

Krew

To w zasadzie tyle, jeśli chodzi o tę w miarę naturalną stronę życia Ojca Pio, łatwą do przyjęcia i zrozumienia. Ale w jego życiu było miejsce na dużo więcej. Na przykład – stygmaty.

W 1911 r. Ojciec Pio pisał list do swojego duchowego ojca: „Ostatniej nocy stało się coś, czego nie potrafię ani wyjaśnić, ani zrozumieć. W połowie mych dłoni pojawiły się czerwone znaki o wielkości grosza. Towarzyszył mi przy tym ostry ból w środku czerwonych znaków. Ból był bardziej odczuwalny w środku lewej dłoni. Był tak wielki, że jeszcze go czuję. Pod stopami również czuję ból”.

Stygmaty te Ojciec Pio odbierał jako upokorzenie i prosił Jezusa, by je zabrał. Rany pojawiły się znów siedem lat później i dotyczyły już nie tylko dłoni i stóp, ale również głowy. W sierpniu 1918 r., kiedy to złożył siebie w ofierze za zakończenie wojny, otrzymał kolejną ranę – w boku. Bóle ustały we wrześniu, ale stygmaty pozostały. Krew wypływająca z ran pachniała, a same stygmaty zniknęły w momencie śmierci Ojca Pio. Fundacja „Padre Pio Foundation” w roku 1968 opublikowała raport, w którym lekarze, badający ciało Ojca Pio po jego śmierci ustalili, że jest ono całkowicie pozbawione krwi.

 

Jak parasolka

Stygmaty to tylko jeden z nadzwyczajnych darów, które stały się udziałem Ojca Pio. Potrafił on również przebywać jednocześnie w dwóch miejscach – na przykład, gdy pojawił się na froncie podczas bitwy i krzykiem zmusił młodego kapitana, żeby odsunął się z miejsca, w którym po chwili wybuchł granat. Albo gdy wszedł do pokoju chorej kobiety w Bolonii, choć nikt z domowników go nie wpuszczał, a on sam był wówczas w San Giovanni Rotondo.

Miał dar wiedzy nadprzyrodzonej: mówił ludziom, że ich pozostawieni w domu bliscy ciężko się rozchorowali, albo wraz z rzucającymi palenie liczył niewypalone paczki papierosów. Potrafił rozpoznać, że dany mężczyzna jest kapłanem; wiedział również, które przedmioty zostały wcześniej poświęcone. Dzięki jego modlitwom chorzy wracali do zdrowia. Na jego polecenie milkły nawet hałasujące w ogrodzie ptaki, a on sam ochraniał swoich gości przed deszczem, żeby mogli bezpiecznie wrócić do domów. I towarzyszył mu zapach, który pozostawał w pomieszczeniu, niezależnie od tego, czy Ojciec Pio był tam fizycznie, czy tylko duchowo, kiedy przyzywano jego wstawiennictwa. Jeden z ojców, żyjący razem z nim w klasztorze mawiał: „Jeśli chciałeś się dowiedzieć, gdzie jest Ojciec Pio, wystarczało śledzić zapach”.

 

Oskarżony święty

Takie życie nie mogło minąć niezauważone. Ojca Pio oskarżano o chorobę psychiczną, niemoralne podejście do kobiet, o oszustwa i celowe preparowanie ran. Przez pewien czas Stolica Apostolska zakazała mu publicznego wykonywania posługi kapłańskiej. Wszystkie oskarżenia przeciwko niemu ostatecznie oddalił papież Paweł VI w połowie lat 60., a w 1999 r. Jan Paweł II ogłosił go błogosławionym. Uroczysta kanonizacja niezwykłego człowieka ze zwyczajnej Pietrelciny miała miejsce w 2002 r.

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki