Logo Przewdonik Katolicki

Babunie, nasze babunie

Justyna Sowa
Fot.

Podgórki Tynieckie. Piękna okolica. Dużo zieleni i spokój. Raz na jakiś czas przejeżdża samochód. Przy ulicy stoi pokaźny Dom Pomocy Społecznej Zgromadzenia Sióstr Służebniczek Starowiejskich. Już z daleka wita mnie uśmiechnięta siostra Teresa. Od razu zostaję przedstawiona kilku mieszkańcom domu i ucinamy sobie pogawędkę na ławce przed głównym wejściem.

Podgórki Tynieckie. Piękna okolica. Dużo zieleni i spokój. Raz na jakiś czas przejeżdża samochód. Przy ulicy stoi pokaźny Dom Pomocy Społecznej Zgromadzenia Sióstr Służebniczek Starowiejskich. Już z daleka wita mnie uśmiechnięta siostra Teresa. Od razu zostaję przedstawiona kilku mieszkańcom domu i ucinamy sobie pogawędkę na ławce przed głównym wejściem.

 

– Jak tylko syn zaproponował mi przyjazd tutaj, od razu się zgodziłam. O siostrach zawsze miałam najlepsze zdanie. Tu jest miło, nie narzekam, nie grymaszę, jestem naprawdę zadowolona – mówi pani Helenka, która mieszka w domu od trzech lat.

Mieszkańcy swój dzień rozpoczynają Mszą św. o godz. 7.00 w kaplicy, po której schodzą na śniadanie. Każde przedpołudnie animowane jest przez pana Jakuba. Moje rozmówczynie, niemal jedna przez drugą opowiadają, jaki to niezwykły człowiek. Widać, że cieszy się on ogromną sympatią. – Kto może sam przychodzi na te spotkania, a kto nie może tego pan Jakub przywozi na wspólną salę. Tam robi nam kawę, czyta gazety, wyszukuje ciekawostki, które opowiada. To niesamowity facet. Jest nadzwyczajny – mówi z pełną powagą pani Elżbieta. – Niech pani tak nie opowiada, on jest żonaty – wtrąca siedzący obok pan Zbyszek i wszyscy zaczynamy się śmiać.

 

Siostra Sarenka, siostra Dobry Duszek

Pani Elżbieta zdradza nam, że niektórym z sióstr nadała wesołe przezwiska. – Jest siostra Sarenka, bo ciągle biega, skacze, ma temperament. Siostra Dobry Duszek, bo z wielką czułością opiekuje się nami. Siostra Myszka, bo jest cichutka i serdeczna – tłumaczy. – A siostra dyrektor jak została nazwana? – dopytuje s. Sarenka. – Nie ma przezwiska! Dla niej nie ośmieliłam się nic wymyślić – mówi pani Elżbieta i znów wszyscy się śmiejemy.

Siostra Dobry Duszek pomimo swych 88 lat codziennie opiekuje się najstarszą mieszkanką domu, panią Amalią, która ma 104 lata. Miksuje jej jedzenie, owoce i z wielką serdecznością podaje.

 

Przekroczyć próg tajemnicy

Mieszkańcy DPS-u mają do dyspozycji windę oraz własną kaplicę, w której gromadzą się na wspólnych modlitwach w ciągu dnia. Część domu została niedawno odnowiona. Oprowadzana przez s. Teresę oglądam przestronne wnętrza. W końcu przystajemy przed jednym z pomieszczeń. – Ten pokój to wielka tajemnica Pana Boga – mówi moja przewodniczka i wchodzimy do środka. Na kilku łóżkach leżą staruszki, które w ogóle już nie wstają. Są podłączone do sprzętów wspomagających, z większością z nich nie ma kontaktu. Ze wzruszeniem obserwuję, jak siostra głaszcze je po głowie, poprawia, przytula. Jakby były jej dziećmi…

 

Przyznają, że tęsknią

Panie Elżbieta i Helena zapraszają mnie do swoich pokojów. W obu panuje nieskazitelny porządek, widać, że każda rzecz ma swoje miejsce. Skrupulatnie opisują mi każdy zakątek, a pani Helenka tłumaczy, kto znajduje się na zdjęciach wiszących nad jej łóżkiem. – Pomimo wszystkich wygód, kiedy dzieci długo nie przyjeżdżają, to tęsknię. A jak już są, to robię im herbatę, idziemy na spacer lub na lody z ajerkoniakiem – ożywia się. – Niedawno, na 80. urodziny, zrobili mi niespodziankę i zabrali do restauracji. Ja nic nie wiedziałam! A tam była zaproszona cała rodzina. Wszyscy przyszli – wspomina ze wzruszeniem pani Helenka. Widać, jak wielką radość sprawiły jej te chwile.

– Pracowałam w Bibliotece Jagiellońskiej – opowiada pani Elżbieta. – Mam zamiłowanie do książek. Wieczorem lubię poczytać – mówi. Na półce zauważam Lalkę Prusa. – Odświeżam sobie – uśmiecha się.

 

Podeprę się, rozbujam i wstanę

Wokół domu roztacza się piękny ogród. Mieszkańcy bardzo go lubią. Dla niektórych z nich to jedyna atrakcja: mogą wyjść, pospacerować, posiedzieć na ławeczce czy w altance. Niestety nie wszyscy. – To piękny ogród, a ja jestem wrażliwa na przyrodę – mówi pani Krystyna, którą odwiedzam w pokoju. – Tylko nie mogę tam iść, chyba że mnie zawiozą na wózku – tłumaczy. Choruje bowiem na alzheimera, a do tego nie może sama chodzić. Pytam ją, co sprawia jej prawdziwą radość. Kiedy dowiaduję się, że któraś z sióstr wybiera się w jakąś podróż, to się tym tak cieszę, jakbym sama z nią jechała – mówi pani Krystyna. – A na co dzień bywa trudno – dodaje. Ale jest silna i uparta, dlatego mimo problemów zdrowotnych wciąż nie jest osobą leżącą. – Mam opracowaną metodę wstawania – opowiada. – Tu się chwycę, potem trochę rozbujam, pomagam sobie głową, jakbym kraulem płynęła i tak się podnoszę. To dużo mnie kosztuje, ale uśmiech s. Agatki jest wart każdego wysiłku – mówi pogodnie.

 

By było im jak w domu

W domu pomocy w Podgórkach Tynieckich pracuje osiem służebniczek. – Tu siostry każdego dnia oddają się cichej, ofiarnej pracy z osobami starszymi. Codziennie jesteśmy dla drugiego człowieka. Każda z nas – mówi s. Teresa Kulka, przełożona. – Siostra Celestynka na przykład, choć sama jest już staruszką i widać nieraz, że gorzej się czuje, mimo to każdego dnia idzie do nich i służy.

Siostry podkreślają, że dbają o to, by mieszkańcom stworzyć rodzinne warunki. By w miarę możliwości, czuli się jak w domu. – Wiadomo, zdarzają się sytuacje trudne. Choćby wtedy, gdy spotykamy się z niewdzięcznością – tłumaczy s. Teresa. – I mimo iż wiemy, że ta postawa wynika z choroby i wieku, to czasem ciężko jest ją przyjąć – mówi.

 

Czemu mama mnie nie poznaje

Trudności, jak dowiaduję się, zdarzają się także w kontakcie z rodziną. Na przykład dzieci oddały mamę, ona jest coraz starsza, choroba postępuje i za jakiś czas, gdy przyjeżdżają i widzą pogorszenie stanu, to nie potrafią się z tym pogodzić i pytają z wyrzutem, co siostry mamie zrobiły. Albo co siostry zrobiły, że mama mnie nie poznaje. Trzeba wtedy wiele cierpliwości. – A mieszkańcy zawsze wyglądają bliskich. Tęsknią, to widać. I gdy wracają choćby po dwóch dniach spędzonych z rodziną, to jest w  nich taka radość. Bo żaden, nawet najlepszy dom nie zastąpi relacji z najbliższymi – opowiada rozmówczyni.

 

Najlepsze warunki zamiast odwiedzin

Siostra Agata Komisarczyk, dyrektorka DPS-u mówi o ogromnym zapotrzebowaniu na takie miejsca jak dom w Podgórkach Tynieckich. Objawia się to choćby częstością telefonów. – Takich z zapytaniem o wolne miejsce odbieram po kilka w ciągu dnia.

W domu u sióstr mieszka 50 osób. Pytam, czy zdarzają się między nimi sprzeczki. –  Oczywiście. Najczęściej w pokojach dwuosobowych, nie mogą się porozumieć w prozaicznych sprawach, jak otwarcie okna czy świecenie światła wieczorem. Jedna chce tak, druga inaczej – tłumaczy s. Agata. – Czasem muszę interweniować.

Siostra dyrektorka zwraca uwagę, że przyjeżdżają do nich osoby w różnej sytuacji życiowej. – Osoby samotne najlepiej i najszybciej się odnajdują – mówi. – Inną grupę stanowią ludzie, którzy mają utrudniony kontakt z rodziną. To w zachowaniu dzieci widać, że relacje nie są zbyt dobre. Chcą mamie zapewnić najlepszy dom i najlepsze warunki, bo siebie dać nie mogą i nie chcą. Wysokim standardem zagłuszają wyrzuty sumienia – tłumaczy s. Agata. – Są też tacy, na których niepełnosprawność czy choroba rodzica spadła nagle i nie umieją sobie sami poradzić, ale relacje są normalne. Wtedy ci ludzie zamiast ciągle chodzić za mną, po prostu często przyjeżdżają i odwiedzają mamę lub tatę.

 

To Bóg daje siłę, nikt inny

Siostry, które spotkałam oraz osoby z personelu są bardzo oddane swej pracy. I choć może wydawać się, że opieka nad ludźmi starszymi to lekkie zajęcie, wcale tak nie jest. Posługa sióstr jest codziennym, wiernym byciem dla drugiego, bez względu na jego dolegliwości i samopoczucie. Skąd biorą na to siłę? – Ten dom, siostry, które go tworzą, jest głęboko zakorzeniony w Bożej mocy, która przenika ich posługę. To Pan Bóg daje siłę, by ofiarnie wspomagać chorych i słabych, uśmiechać się do ludzkiej biedy i słabości, łagodzić ból samotności i starości – odpowiada s. Bronisława Wieczorek, przełożona krakowskiej prowincji Sióstr Służebniczek NMP, na terenie której znajduje się DPS w Podgórkach.

Podczas mojej wizyty w tym domu zobaczyłam, jak w prostych gestach rozdawana jest miłość. Siostry ją mają, bo każdego dnia czerpią ze Źródła.

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki