Czas na ciszę

Dźwięki, tony, półtony... Gdyby tylko do naszych uszu docierały takie brzmienia, może nie bylibyśmy tak podenerwowani i zestresowani. Hałas opanował świat. Czy cisza jest dzisiaj passé?
Czyta się kilka minut

 
Kilka lat temu dużą popularnością cieszył się, zwłaszcza we Francji, film niemieckiego reżysera Philipa Gröninga pt. Wielka cisza; obraz pod wieloma względami nieprzystający do wielkich hollywoodzkich produkcji. Opowiadający o życiu w murach klasztoru Grande Chartreuse, legendarnego zakonu kartuzów w Alpach Francuskich, odwzorowywał istotę codziennej egzystencji mnichów. Tutaj wszystko miało wyznaczony dla siebie czas: rytm dnia, pracy i modlitwy, zmiany czasu, pór roku. Niejako każdy kadr dostosował się do spokojnego, medytacyjnego życia w klasztornych murach. Niebagatelne znaczenie miało też samo motto filmu: „Tylko w nieskończonej ciszy można zacząć słyszeć. Tylko tam, gdzie nie ma słów, można zacząć widzieć”. W istocie bowiem muzycznym podkładem filmu była... cisza. Podczas 170 minutwidzowie nie usłyszeli dźwięków muzyki, słowa komentarza czy wywiadu. Słowa i dźwięki zastąpiły klasztorne śpiewy. A jednak film okazał się wielkim sukcesem. Cisza została doceniona.
 
Na „targowiskach hałasu”
Nieprzerwany szum informacji, zgiełk ulicy, łoskot pracujących urządzeń i silników samochodowych, dudnienie pociągów, dzwonki telefonów, wszechobecne rozmowy i muzyka, radio, telewizory, iPody, mp3, mp4. Jednym słowem: zamęt. Ludzie cierpią z powodu „targowiska hałasu”, ale jednocześnie otaczają się nim, jakby nie chcieli wydobyć się z kokonu wrzawy i gwaru. Kiedyś cisza była czymś normalnym, a hałas nam przeszkadzał. Dziś cisza jest luksusem, ale czy pożądanym?
Często definiujemy ją w sposób pejoratywny, choć jest rzeczywistością złożoną. W towarzystwie bywa niezręczna, ba, kłopotliwa, ale usłyszałam kiedyś zdanie, że jeśli rozmowę przenika zamilknięcie, to tak jakby przeszedł anioł. Niekiedy cisza podczas konwersacji jest po prostu potrzebna, by przemyśleć wypowiedziane słowa.
Dla wielu jest przerażająca, nie wiedzą, co z nią począć. Gdy nie towarzyszą im żadne dźwięki, czują się obco, nieswojo, jak nałogowcy podczas bolesnego procesu odwyku. Poszukują więc w zewnętrznym świecie wciąż nowych impulsów, rozrywki, przyjemności, wrażeń, by uniknąć konfrontacji z tym, co wewnętrzne, zaspokoić potrzebę niedosytu. Już Blaise Pascal zauważył, że: „Król bez rozrywki jest człowiekiem bardzo nieszczęśliwym (...) czuje wówczas swoją nicość, opuszczenie, niewystarczalność, zależność, niemoc, swoją próżnię”.
Hałas zagłusza orientację o „przestrzeni wewnętrznej’. Nieprzerwane trwanie w nim skutkuje utratą kontaktu ze swoim wewnętrznym „ja”. Pytania wewnętrzne, które się nam nasuwają, pozostają bez odpowiedzi.
Bywa, że ci, którzy odczuwają ciszę w ten właśnie sposób, napotykają trudności w modlitwie. Tylko uwolnienie się z hałaśliwego świata umożliwia osiągnięcie ciszy wewnętrznej, będącej owocem ducha. Nie jest to takie proste. Wymaga samodyscypliny. Tym bardziej że przebywanie w przestrzeni, gdzie nie dobiegają codzienne odgłosy świata, nie gwarantuje spokoju ducha. Może się okazać, że dopiero wówczas rozpoczniemy wewnętrzną dyskusję, często głośniejszą od zewnętrznej wrzawy, od której właśnie się odseparowaliśmy. Wiele problemów domaga się uwagi, odżywają stare uczucia i bóle, nękają codzienne troski. Niepokój myśli można porównać do ewangelicznego sztormu, który zaskoczył uczniów płynących w łodzi na Jeziorze Galilejskim. A Jezus w niej spał. Tak jak rozkazał wodzie i wichrowi, by „nastała głęboka cisza” (Mk 4, 39), tak może wyciszyć serce człowieka wzburzone lękiem i zmartwieniami. Bóg bowiem przemawia w ciszy, w szmerze łagodnego powiewu (por. 1 Krl 19, 12).
 
Klucz do odkrycia miłości Boga
Ktoś kiedyś napisał: „Kiedy już osiągniemy wewnętrzną ciszę, będzie nam ona towarzyszyć i realizować się w naszej codzienności”. Tylko człowiek duchowo wolny będzie umiał odnaleźć „pustynię milczenia” w głośnym mieście. Objawi mu ona rzeczywistość nieskrywaną przez żadne maski, niewymagającą żadnej aktywności. Bez ciszy nie osiągnie się prawdziwej autonomii ani nie odkryje się miłości Boga. Spotkanie człowieka z Bogiem może się dokonać jedynie w ciszy.
Służebnica Boża, Catherine de Hueck Doherty, uczy, że możliwe jest zachowanie wewnętrznej ciszy i równoczesne otwarcie się na potrzebującego człowieka: „ Jeżeli teraz mamy dawać świadectwo Chrystusowi na targowiskach, które nas w pełni pochłaniają – potrzebujemy ciszy. Jeżeli mamy być zawsze dostępni dla innych nie tylko fizycznie, lecz również przez empatię, współczucie, przyjaźń, rozumienie i bezgraniczną miłość – potrzebujemy ciszy. Cisza jest również nieodzowna, abyśmy mogli udzielać radosnej, niestrudzonej gościny nie tylko domu i pożywienia, lecz także gościny rozumu, serca, ciała i duszy. Prawdziwa cisza jest poszukiwaniem Boga przez człowieka (...). Prawdziwa cisza jest językiem miłości, ponieważ tylko miłość zna piękno ciszy, jej pełnię i całkowitą radość. Prawdziwa cisza jest kluczem do bezgranicznego i płomiennego serca Boga”.
 

 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 2/2012