Kiedy w mediach pojawia się informacja o starszym, bezdomnym człowieku, który zamarzł gdzieś na ulicy, czujemy się poruszeni. Jednak tylu ludzkich tragedii jesteśmy nieświadomi... Na co dzień nie słyszymy przecież o tym, że np. w leżącym w środkowej Azji Afganistanie, gdzie zimy są dużo bardziej srogie niż u nas, każdego dnia marznie mnóstwo dzieci. Wiele z nich może tylko pomarzyć o ciepłej kurtce czy butach. Jeśli bowiem telewizja pokazuje nam „obrazek” z Afganistanu, to zazwyczaj przedstawia on przebywających tam żołnierzyPolskiego Kontyngentu Wojskowego. Tymczasem wojna, która trwa w tym kraju od ponad 30 lat, sprawiła, że dla ludności cywilnej jedyną nadzieją na chociażby namiastkę normalności, jest pomoc humanitarna dochodząca z zagranicy, w tym również z Polski.
Państwo w ruinie
Afganistan jest jednym z najsłabiej rozwiniętych gospodarczo państw świata. Graniczy m.in. z Pakistanem, Iranem, Turkmenistanem czy Chinami, a znaczną część jego powierzchni zajmują góry. Historia tego kraju pokazuje, że takie położenie geograficzne sprzyja działaniom wojennym, jak również wewnętrznym konfliktom, bowiem zamieszkuje go ponad 20 narodowości. To wszystko sprawiło, że gospodarka afgańska znajduje się w ruinie. − Wiadomo, że kiedy w kraju jest wojna, wszystkiego brakuje, wszystko idzie dla wojska, na broń. A najbardziej cierpią niewinne dzieci i kobiety – zauważa pochodzący z Afganistanu Dawid Mir, który od prawie 20 lat mieszka w podpoznańskim Rogalinie, gdzie wychowuje z żoną Polką dwóch synów. Opowiada, że w Afganistanie ludzie często mieszkają w namiotach, nierzadko połatanych. − Im dalej od większych miast, tym bardziej bieda dosięga ludzi. Nie mają pracy i dlatego nie mają skąd czerpać środków do życia. Przez wojnę wszystko zostało zrównane z ziemią – dodaje Mir. Jego rodzina, w tym ojciec, który jest stomatologiem, do dziś mieszka w stolicy państwa − Kabulu. Jednak tylko niespełna 30 proc. ludności to mieszkańcy miast, a jeszcze mniejsza część populacji ma w swoich domach prąd. Także służba zdrowia jest na bardzo niskim poziomie. Jej placówki funkcjonują tylko w niektórych prowincjach, a jeden lekarz ma pod opieką średnio prawie 7 tys. osób. Nic więc dziwnego, że średnia długość życia w tym kraju to... 45 lat.
Kiedy przyjdzie zima...
Najtrudniejszy dla Afgańczyków jest okres zimowy. Nie dość, że brakuje im ciepłych ubrań, to również nie mają czym ogrzewać swoich domów. Polscy żołnierze od blisko 10 lat stacjonujący w Afganistanie zawsze podczas pobytu w ojczyźnie z przejęciem opowiadają o dzieciach szukających czegokolwiek na opał. Niektóre z nich chodzą boso po śniegu, a ich ręce i stopy są popękane od mrozu aż do krwi. Te poruszające historie usłyszała na wojskowym lotnisku Justyna Janiec-Palczewska z poznańskiej Fundacji Pomocy Humanitarnej „Redemptoris Missio”, gdzie dostarczała trzy inkubatory przeznaczone dla noworodków z Czadu. Zakupiono je dzięki organizowanej przez Fundację akcji „Puszka dla maluszka”. − Nie mogłam przestać myśleć o przemarzniętych afgańskich dzieciach. Napisałam więc do różnych firm odzieżowych listy z prośbą o pomoc, ale nie spotkały się one z żadnym odzewem. Chodziłam więc dalej wokół tego tematu i w końcu udało się ruszyć z miejsca! – wspomina początki akcji „Pomoc dla dzieci z Afganistanu” odbywającej się w tym roku po raz trzeci. − Przyznaję, że przez pierwsze tygodnie szło opornie. Najpierw zebraliśmy kilkaset sztuk odzieży i cieszyłam się, że uda nam się ubrać chociaż jedną wioskę. Ale na szczęście z każdym dniem przybywało ofiarodawców i ostatecznie w pierwszym roku wysłaliśmy do Afganistanu ok. 10 tys. sztuk ciepłych rzeczy. W drugim liczyliśmy je już na tony. W sumie do tej pory przekazaliśmy afgańskim dzieciom 9 ton odzieży − opowiada koordynująca całą akcję pani Justyna. Po tym, jak rzeczy trafiają wojskowym transportem na miejsce przeznaczenia, rozdawane są przez polskich żołnierzy stacjonujących w prowincji Ghazni. − Żołnierze odwiedzają wioski i sami rozdzielają pomoc lub oddają ją do podziału miejscowej starszyźnie. Nie ukrywają, że w ten sposób zdobywają sympatię i zaufanie mieszkańców – zaznacza.
Czekamy na czapki, buty i długopisy
Dostarczana Afgańczykom odzież, z powodu przepisów celnych, nie może jednak nosić śladów używania. Ale nie jest to przeszkodą dla mających wielkie serca Polaków. − W zeszłym roku na przykład wiele osób wydziergało specjalnie na potrzeby akcji kilka tysięcy sztuk skarpet, czapeczek i sweterków. Nasza rekordzistka, urszulanka s. Cecylia Śmiech, w dwa tygodnie zrobiła własnoręcznie 150 dziecięcych czapeczek – podkreśla Justyna Janiec-Palczewska. Dodaje też, że mile widziane są również kołdry, koce czy buty. W pakowanie zebranych rzeczy zaangażowana jest cała rzesza wolontariuszy, wśród których są zarówno studenci, jak i emeryci. Natomiast do włączenia się w samą zbiórkę odbywającą się w różnych miejscach na terenie całego kraju zaproszone są szczególnie przedszkola i szkoły. Tym bardziej że w tym roku w ramach „Pomocy dla dzieci z Afganistanu” do zbiórki zimowych ubrań dołączono także zbiórkę przyborów szkolnych. W Afganistanie bowiem powszechnym zjawiskiem jest analfabetyzm, mnóstwo szkół zamknięto, a te, które działają, są słabo wyposażone. Zdarzają się też szkoły funkcjonujące w namiotach czy bezpośrednio pod drzewami. – Stąd też zimą w Afganistanie zarządza się ok. trzymiesięczne wakacje. Wielu rodziców nie stać też na to, aby kupić dzieciom ołówek czy długopis. Często używają one również jednego zeszytu do wszystkich przedmiotów – wyjaśnia Dawid Mir, dodając, że każda podarowana rzecz to dla afgańskich dzieci olbrzymia radość.
Zimową odzież dla afgańskich dzieci można przynosić lub przesyłać do siedziby Fundacji Pomocy Humanitarnej „Redemptoris Missio” prowadzącej akcję „Pomoc dla dzieci z Afganistanu”, znajdującej się w podziemiu domu parafialnego parafii pw. św. Jana Kantego w Poznaniu (ul. Grunwaldzka 86). Akcję można również wesprzeć finansowo: nr konta: 09 1090 2255 0000 0005 8000 0192 (z dopiskiem „Pomoc dla Afganistanu”). Więcej informacji na stronie:
www.medicus.amp.edu.pl i pod nr. tel. 61 862 13 21