Zmiany społeczne okazały się trwałe?

To może być jeden z ważnych tematów tego roku: apel bydgoszczanina Eryka Bazylczuka przypomniał o nieco zapomnianym już aspekcie dramatu II wojny światowej przymusowych deportacjach ludności cywilnej, przesiedleniach. Jak pisaliśmy w poprzednim numerze, właśnie Bazylczuk rzucił myśl, aby memorialną tablicą opatrzyć budynek przy placu Kościeleckich, skąd właśnie wielu bydgoszczan rozpoczynało swą okupacyjną poniewierkę.
Czyta się kilka minut

To może być jeden z ważnych tematów tego roku: apel bydgoszczanina Eryka Bazylczuka przypomniał o nieco zapomnianym już aspekcie dramatu II wojny światowej – przymusowych deportacjach ludności cywilnej, przesiedleniach. Jak pisaliśmy w poprzednim numerze, właśnie Bazylczuk rzucił myśl, aby memorialną tablicą opatrzyć budynek przy placu Kościeleckich, skąd właśnie wielu bydgoszczan rozpoczynało swą okupacyjną poniewierkę.

Autor apelu pisze m.in.: „wnoszę o spowodowanie umieszczenia na budynku dawnej szkoły G. Piramowicza, obecnie budynku Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego, tablicy informującej o deportacjach bydgoszczan do Generalnej Guberni w czasie faszystowskiej okupacji w latach 1939–1945. Istniejący do dziś plac szkolny był miejscem koncentracji całych rodzin Polaków spędzanych pod zbrojną eskortą Schutzpolizei. Zebrani tam Polacy byli przygotowywani do transportu według list sporządzanych przez Geheime Stadtpolizei (gestapo). Tworzenie list i deportacja bydgoska były przeprowadzone w 1940 roku, jako element Ausserordentische Befriedunksaktion – eksterminacji polskiej inteligencji. […] Myśl, aby utrwalić pamięć bydgoskich deportacji, powstała [u mnie] w 2008 roku. […]  Proszę każdą instytucję, by w ramach swojego programu działania, zgodnie z ideami zdeklarowanymi statutowo, idąc za nakazem obywatelskim, przyczyniła się do trwałego oznakowania miejsca męczeństwa deportacyjnego Polaków, wskazując [je] potomnym”.

Pierwsze komentarze do szlachetnej idei i inicjatywy są oczywiście przychylne, wskazując przy tym, że o deportowanych cywilach rzeczywiście do tej pory jak gdyby zapominano, wpisując ich cierpienie w ogólny obraz wojny i okupacji; tymczasem wywózki stanowiły szykanę bardzo dotkliwą, spadającą niespodzianie na zupełnie niewinne i bezbronne rodziny, które uwagę Niemców wzbudziły albo swym społecznym pochodzeniem i znaczeniem dla lokalnej społeczności, albo po prostu…ładnym, przestronnym mieszkaniem.

Na sam problem badawczy na pewno już teraz spojrzeć trzeba będzie szerzej, niż apeluje Bazylczuk. – Wszystko toczyło się jeszcze szybciej i na dużą skalę. To nie tylko rok 1940, ale już działania deportacyjne w roku 1939 mają odbicie w dokumentach… – skomentowała na gorąco pomysł pana Eryka Krystyna Trepczyńska, naczelnik bydgoskiej delegatury Instytutu Pamięci Narodowej.

Wysiedlenia wewnętrzne i zewnętrzne

Wskazówkami już teraz służą nam Czytelnicy i entuzjaści historii. Wierzymy, że temat zacznie „żyć”, pojawią się wspomnienia i relacje rodzinne, na które nadal z otwartością czekam. Pierwsze wskazanie poprowadziło mnie do książki – wspaniałego Pamiętnika gapia Zbigniewa Raszewskiego. Jego definicja hasła wspomnieniowego „wysiedlenia” to bodaj pierwsza próba usystematyzowania tematu, krótkiej charakterystyki deportacyjnych doświadczeń miasta nad Brdą: „Wysiedlenia stosowane w naszym mieście były różnego rodzaju. Ich celem nadrzędnym była całkowita likwidacja <<żywiołu polskiego>> na terenie Reichsgau Danzig – Westpreusen. Zdarzało się jednak, że trzeba była ustanawiać cele pośrednie, już to z uwagi na trudności, jakie nasuwało wykonanie zadania, już to z uwagi na potrzeby wynikające z przebiegu wojny. Z tych okoliczności wyniknął podstawowy podział:

– wysiedlenia wewnętrzne: Co najmniej kilkadziesiąt tysięcy osób przesiedlono w naszym mieście z jednych dzielnic do drugich. Myśl przewodnia była tu zupełnie jasna: całe śródmieście dla Niemców. W pozostałych dzielnicach: dla Niemców wszystkie mieszkania o nieco wyższym standardzie. Rodziny usunięte ze swoich mieszkań mogły być potem deportowane lub nie. […] Moja rodzina zaznała właśnie takiego losu. […] Któregoś przedpołudnia zajechała przed dom platforma zaprzężona w jednego konia, a ekipa SA-mannów po prostu wypędziła nas z mieszkania, pozwalając każdej osobie zabrać jedynie węzełek z osobistymi rzeczami. Klucze nam zabrano, potem załadowano nas na platformę i zawieziono na Jasną 16, gdzie zostaliśmy jakimś oniemiałym z przerażenia Polakom podrzuceni. U tych ludzi koczowaliśmy przez jakiś czas. Potem moja matka znalazła pokój z kuchnią i maleńką sionką […] Wielu z kolegów zazdrościło mi dobrych warunków mieszkaniowych, bo wprawdzie było u nas ciasno – mieszkaliśmy nadal w pięć osób, teraz już w jednym pokoju, mieliśmy jednak ciepło i sucho. Gorzej powodziło się Tadeuszowi K., który mieszkał z rodzicami w stajni. Było tam tak zimno i wilgotno, że już w 1945 r. Tadeusz zachorował na stawy i wkrótce chodził o lasce. Inny kolega mieszkał w starej piekarni; było tam ciepło, ale ciemno.    

  

–  wysiedlenia zewnętrzne: tak można nazwać prawdziwe deportacje, tzn. wywożenie Polaków z miasta, z województwa, a nawet z kraju. Polegały one na:

 – porywaniu dzieci (akcja Lebensborn)

 – porywaniu dziewcząt i chłopców wywożonych do Rzeszy, przeważnie na roboty rolne

 – wywożeniu całych rodzin do Generalnego Gubernatorstwa, gdzie zazwyczaj zostawiano je własnemu losowi.

Wbrew pozorom właśnie ten ostatni rodzaj deportacji bywał najokrutniejszy, bo wiele osób wywieziono zimą, w trakcie trzaskających mrozów, w wagonach towarowych. Mnóstwo ludzi umarło w czasie tych deportacji, a szczególnie wiele ofiar było wśród małych dzieci. (…)”.

Plany wysiedleń były wykonane tylko częściowo i chyba nawet w małej części. Mimo to w ogromnej mierze przyczyniły się, wespół z egzekucjami, do przemodelowania społeczeństwa polskiego w Bydgoszczy. Już w 1940 r. miało ono zupełnie inny skład i inny charakter, a przyszłość wykazała, że zmiany, których okupanci dokonali, w wielu wypadkach okazały się trwałe.           

   

       

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 11/2012