Życie jako cierpliwie układany witraż czy własny biznesplan? I czy osobiste marzenia da się zharmonizować z wolą Bożą? – dobre pytania na początek roku.
Pogańskie życzenia
No cóż, nad takimi pytaniami zastanawiają się tylko niektórzy. Nawet wśród chrześcijan może to być „problem nie z tej ziemi”. Aby szukać woli Bożej i pytać, na ile nasze własne plany się z nią zgadzają, trzeba przynajmniej: wierzyć w Opatrzność Bożą, mieć sprecyzowany światopogląd na temat życia i ostatecznego celu człowieka oraz modlić się do Boga jako Osoby, która nas kocha i najlepiej wie, co będzie naszym prawdziwym dobrem. Ale jeśli ktoś myli Opatrzność Bożą z jakimś fatum lub okiem, które do nas nawet nie mrugnie, ten „nie zawraca sobie głowy” pytaniami o wolę Bożą. Co więcej, może nawet ulec iluzji, że wolą Bożą jest to, co się mu udało przeprowadzić. Bo jeśli coś się nie udało, to na pewno wszechmogący Bóg w tym „nie maczał palców”. Tymczasem w Katechizmie Kościoła Katolickiego czytamy, że „Bożą Opatrznością nazywamy zrządzenia, przez które Bóg prowadzi swoje stworzenie”. „Troska Opatrzności Bożej jest konkretna i bezpośrednia”. „Bóg jest niezależnym władcą swego zamysłu”, lecz „w jego realizacji posługuje się jednak współudziałem stworzeń” /KKK 302nn/. Niestety obiegowe poglądy ludzi są odmienne. Bo czyż nawet wierzący nie składają sobie życzeń typu: oby ci się spełniło wszystko, czego sobie zapragniesz; niechaj twoje plany ziszczą się w stu procentach i abyś był szczęśliwy itd.
„Nasze” plany
Wielu przywykło traktować wolę Bożą jako swoisty dopust, który trzeba zaakceptować. To znaczy, skoro już się coś stało, np. choroba, wypadek, śmierć, no to trzeba się temu pokornie poddać. Tymczasem Panu Bogu zależy również na aktywnym życiu wiernych. „Współudział stworzeń” wspomniany w Katechizmie to szukanie woli Bożej, rozeznawanie jej i praktyczne działania. Jak zatem godzić wolę Bożą z planowaniem własnego życia?
Najpierw musimy sobie uświadomić, kto tak naprawdę rządzi mną na ziemi: ja sam czy Bóg? A po drugie zapytać, kiedy świadomie zawierzyłem Mu siebie włącznie z moimi planami, które niekoniecznie muszą się pokrywać z planami Bożymi? Na tym właśnie opiera się dojrzałe dziecięctwo Boże. Bóg jako dobry Ojciec nie chce, byśmy byli infantylni. Ale nie chce również, abyśmy komponowali swe życie na zasadzie sztywnego biznesplanu. Klucz do szczęścia polega na tym, że najpierw słuchamy woli Bożej, a potem planujemy, jak ją zrealizować. I wtedy „nasze” plany, służąc wypełnieniu woli Pana, niechaj się spełniają w stu procentach!
Śmieszne bączki
Św. Bernard doszedł do takiego poziomu duchowego, że wręcz wyznał: Nie proście ciągle o wolę Bożą dla siebie. Módlcie się, byście odkrywali wolę Bożą samą w sobie. Jest to bardzo cenna rada. Zdarza się bowiem, że nawet ludzie uważający się za pobożnych wpadają w pułapkę duchowego egocentryzmu. Akcentując zbytnio – a ostatnio jest to wręcz w modzie – że każdy powinien się w życiu spełnić, można w gruncie rzeczy niby się modlić, ale w praktyce jest to wołanie o Bożą pomoc wyłącznie dla realizacji własnych zamiarów. I stajemy się wtedy jak śmieszne bączki kręcące się wokół własnej osi.
Na wesoło, ale jakże trafnie, opisuje to następująca anegdota: Pewien chłopina, odpoczywając na łące ogląda fruwające ptaki i zwraca się do Boga z życzeniem: „Jakże byłoby pięknie, gdyby po niebie latały również moje owce, konie i krowy”. Ale gdy po chwili na jego czole pojawia się „pachnąca” plama pochodzenia ptasiego, szybko koryguje swe racjonalizatorskie pragnienia mówiąc: „Lepiej jednak, że krowy stoją na ziemi, bo gdyby Stwórca mnie posłuchał, to jak ja bym teraz wyglądał”.
Duchowe kajdany
Komu szczególnie jest trudno zrezygnować z własnych planów na rzecz woli Bożej? Chyba przede wszystkim tym, których od dziecka wychowywano do spełniania osobistych ambicji. Nagradzano ich za tzw. pierwsze życiowe sukcesy, budowano przed nimi wizje przyszłości zawodowej i mamiono, że dzięki temu będą powszechnie szanowani. Dla nich jest tylko jeden ratunek: zdobycie się na gest św. Franciszka z Asyżu zrywającego symboliczne kajdany, w jakie skuli go jego najbliżsi. W o wiele gorszej sytuacji są karierowicze. Ci mają raczej małe szanse na przebudzenie. A ponieważ z reguły kierują się oni zasadą „cel uświęca środki”, to nawet znaki, którymi Bóg chciałby ich ocucić zostaną zlekceważone. Coraz częściej karierowiczami są młodzi małżonkowie. Ich plany rodzicielskie nie równają się planom Bożym. I wtedy górę bierze albo antykoncepcja albo in vitro. O rozeznawanie woli Pańskiej nie troszczą się także tzw. duchowi starcy. Tacy ludzie nie nasłuchują natchnień Ducha Świętego, bo w pewnym momencie uznali, że są już „życiowo ustawieni”.
*
Traktowanie własnego życia jako układanie wielobarwnego witraża to fascynująca przygoda. Człowiek współpracuje z Bogiem, który mu pomaga dobierać kolejne elementy dzieła. Wolą Bożą jest stworzenie czegoś niepowtarzalnego. Rolą człowieka jest zgodzić się na ten Boży projekt, żyć twórczo i nie stwierdzać przedwcześnie, że witraż jest już zakończony. Ostatnie szkiełka: starość, choroba, niedołęstwo i doświadczenie umierania są równie ważne w oczach Bożych jak owe pierwsze decyzje uzgadniania naszych planów z Jego świętą wolą.