Uderzająca jest aktualność problemu obecności krzyża w miejscu publicznym w dzisiejszych czasach w stosunku do czasu sprzed 80 czy 100 lat. W numerze z 14 października 1928 r. „Przewodnik Katolicki” alarmował o wydarzeniach, w których można by tylko zmienić pewne dane, szczegóły, by uznać je za aktualne także obecnie, na progu drugiej dekady XXI w. „Jedno po drugim następują w Polsce zdarzenia, wstrząsające nie tylko społeczeństwem katolickiem, ale w ogóle wszystkiemi wyznaniami chrześcijanskiemi” – pisał „Przewodnik” we wspomnianym wydaniu i jako przykład podawał, że „w Łodzi na posiedzeniu Zarządu Kasy Chorych, radny żydowski zażądał dochodzenia dyscyplinarnego i ukarania winnych zawieszenia krzyża w Sanatorium Dziecięcem w Tuszynku”. Podobnie – jak relacjonował „Przewodnik Katolicki” – w Warszawie dziekan Wydziału Weterynaryjnego Uniwersytetu Warszawskiego nakazał zdjęcie krzyża, powieszonego w auli wydziału na życzenie studentów.
Zbulwersowana redakcja „Przewodnika” dzieliła się z czytelnikami swoimi refleksjami: „Czyż to nie oburzające i bolesne, że społeczeństwo chrześcijańskie, uznające krzyż Chrystusa nie tylko za znamię swej wiary, ale także za znamię swojej chrześcijańskiej cywilizacji, musi dopiero szukać różnych sposobów, aby utrzymać lub zawiesić krzyż przynajmniej w tych zakładach, które mają związek z wychowaniem lub pielęgnowaniem dobroczynności?” Wszelako – jak dodawał redaktor – wychowanie i dobroczynność z krzyża wyrosły i z nim się nierozerwalnie związały. Najstarszy polski tygodnik społeczno-religijny podawał w 1928 r., że w Polsce było wówczas 63,8% katolików rzymskiego obrządku, 11,2% katolików obrządku greckiego, 10,5% prawosławnych, 37% ewangelików, a więc razem 89,2% chrześcijan, „a tylko 10,5% Żydów i 0,3% innych wyznań”. W świetle tych danych „Przewodnik” pytał „kto przeciw komu usuwa lub wyrzuca krzyże z sal szkolnych lub szpitalnych?” i czy krzyż nie może znaleźć się w zakładach publicznych w kraju, w którym prawie 90% społeczeństwa to chrześcijanie.
Odpowiadając na to retoryczne pytanie, redakcja trzeźwo diagnozowała, że „walka z krzyżem to nie tylko walka z tem widomem znamieniem chrześcijaństwa”. To walka ze wszystkim, co się o krzyż opiera, a więc z moralnością, religią, duchowieństwem. Taka jest walka z krzyżem, pisał „Przewodnik”, lecz „gdzie [jest] walka o krzyż?!” – pytał z niepokojem. „26 miljonów chrześcijan po jednej, a 3 miljony niechrześcijan po drugiej stronie!” – konstatowała w październiku 1928 r. gazeta, dodając, że walka o krzyż domaga się męstwa. Jak doniósł „Przewodnik Katolicki”, „Episkopat Polski na ostatnim zjeździe w Gnieźnie zaznaczył, że odczucie potrzeby religijnej, istniejące niewątpliwie w społeczeństwie polskim, nie jest zapewnieniem, że to społeczeństwo jest zabezpieczone dostatecznie przed naporem bezbożności i przed walką o chrześcijański charakter społeczeństwa”, które nie zawstydzi się krzyża, ale jeśli trzeba stanie w jego obronie. Czy te słowa Episkopatu z 1928 r. mogłyby zostać zasadnie powtórzone przez dzisiejszy Episkopat w obecnej sytuacji Polski i chrześcijańskiego społeczeństwa w niej?
W cytatach zachowano oryginalną pisownię