Chłopięce i dziewczęce zabawy

Czy rodzice nieświadomie zachęcają chłopców do agresywnych zabaw? Czy motywujemy dziewczynki, by bawiły się lalkami, a zniechęcamy do zabaw, w których mogą pokazać siłę? Czy powinniśmy kupować dzieciom wyłącznie neutralne płciowo zabawki, by unikać narzucania stereotypowego obrazu roli mężczyzny i kobiety?
Czyta się kilka minut

 

Rodzice mający synów i córki często widzą różnice w sposobie zabawy swych dzieci. Podstawowa różnica polega na tym, że chłopcy preferują zabawy typu „przepychanki". Rzeczywiście, niemal w każdej kulturze mali mężczyźni są zachęcani do zabaw, w których mogą ćwiczyć swą siłę. Ale czy to tylko sprawa wychowania?

Obserwuję rozwój chłopca i dziewczynki w identycznym wieku – czyli moich bliźniąt. Pierwszym słowem Łucji było „mama", pierwszym słowem Marcelka było „auto". Łucja lubi bawić się misiami, wozi je wózkiem i przykrywa kołderką. Marcel uwielbia samochody. Rozpędza je, jednak równie często uderza nimi w drzwi lub w inną dobrze rezonującą płaszczyznę. Skąd to się bierze?

Pełne teksty artykułów "Przewodnika Katolickiego" w Internecie ukazują się po 10 dniach od daty wydania drukiem.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 4/2011