Logo Przewdonik Katolicki

Roześmiany karnawał

Dariusz Racinowski
Fot.

Karnawał, trwający od święta Trzech Króli do wtorku przed Popielcem, obrósł wieloma zwyczajami, odmiennymi w różnych regionach Polski. Starsi, a tym bardziej młodzi ludzie, z zapałem brali udział w balach, kuligach, korowodach, polowaniach itp. uciechach.


 

Bal nad bale

Nie inaczej było (i jest) na ziemi brdowskiej. Tu również ogromną popularnością cieszyły się bale organizowane w remizie przez druhów strażaków, jak również szkolne, przygotowywane przez  Radę Rodzicielską. Owymi  balami żył cały Brdów. Podczas zajęć praktycznych (był kiedyś taki przedmiot w szkole) wykonywaliśmy kotyliony, których przygotowywanie sprawiało nam wiele radości. Mimo chronicznego braku materiałów do wyrobu ozdób, każde dziecko chciało, by jego kotylion był najpiękniejszy. Później wszystkie te cacka sprzedawano gościom – uczestnikom zabaw. Uczniowie pomagali także w dekorowaniu sal balowych.  Aranżacje nigdy się nie powtarzały; ambicją dekoratorów było, aby z roku na rok wystrój lokalu był coraz atrakcyjniejszy. Zbierane w czasie roku przez brdowskie dzieci tzw. złotka i sreberka, czyli błyszczące papierki od cukierków, stanowiły cenny surowiec do wykonywania dekoracji sal. Nieodłączną częścią zabaw karnawałowych w Brdowie był wybór królowej i króla balu. Cóż to były za emocje! A jaki honor! Wybór wiązał się jednak z pewnymi wydatkami. Królewska para zobligowana była do... fundowania „poddanym” różnego rodzaju używek.

 

Bardzo tłusty czwartek

W ostatni czwartek przed Środą Popielcową gospodynie piekły pączki według sobie tylko znanych receptur. Każda potrafiła nadać wypiekowi nieco inny smak. Od rana nad uliczkami Brdowa unosił się zapach gorącego tłuszczu, drożdży i cukru waniliowego. Wieczorem rodziny siadały do stołów, by delektować się smażonymi przysmakami (i nie tylko nimi). Woń i smak pączków mojego dzieciństwa pamiętam do dziś. Dzisiejsze, kupowane w cukierni czy w sklepie, tamtym nie są w stanie dorównać... W Brdowie panuje zwyczaj przynoszenia przez uczniów do szkoły „tłustoczwartkowych” wypieków i częstowania nimi nauczycieli. Jeśli któryś ma sześć czy siedem lekcji, może się rozchorować; odmówienie poczęstunku jest ogromną gafą. 

Powoli zanika żywy kiedyś w szkole „miły” zwyczaj smarowania klamek tłuszczem. Muszę się przyznać, że jako uczeń, wraz z kolegami, natłuszczałem solidnie nie tylko klamki, ale i np. tablice, co uniemożliwiało pisanie kredą. Mimo że wiedzieliśmy, iż po zajęciach będziemy musieli je szorować, to jednak górę brała wierność tradycji.

 

Kozy, czyli harce i tańce

Z muzyką , tańcami hucznie się prowadzą,

choć im mróz czupryny wymalował sadzą.

Chociaż im na mrozie czerwienieją uszy...

Zapustny karnawał! Harce i psikusy !

Najstarsi mieszkańcy Brdowa wspominają przebierańców chodzących po wsi (tzw. kozy). Stanowiący orszak: koza, diabeł, śmierć, koń oraz Żydówka i Żyd zachodzili do domów, grali skoczną muzykę i zapraszali mieszkańców na podkoziołka, czyli na zabawę w karczmie bądź w remizie. Żydówka miała kosz z sieczką; rozsypywała ją w odwiedzanych domach, a zbierała ofiarowane jajka. Żyd nadstawiał skarbonkę na drobne datki...

Podkoziołek zaczynał się o zmroku. Przy muzyce bawiono się ochoczo do północy. Jeśli zabawa odbywała się w domu, to po północy, prawie milcząc, sprzątano izbę. Zaczynał się Post, czas wyciszenia, modlitw i wyrzeczeń.

Niektóre zwyczaje umarły wraz z ich ostatnimi strażnikami. Skoro jednak poznawanie i kultywowanie tradycji stanowi ważny element oddziaływań wychowawczych, to powinniśmy zainspirować młodzież i wspólnie odbudować to, co zostało bezmyślnie odrzucone.


 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki