Śmierć na kolanach

W 2011 r. minie 15 lat od ich beatyfikacji. 23 stycznia obchodzimy wspomnienie mężczyzn, którzy zginęli, broniąc swojego kościoła. Męczennicy z Pratulina umierali na kolanach.
Czyta się kilka minut

W 1596 r. w Brześciu podpisano Unię, która na terenach Rzeczpospolitej doprowadziła do jedności Kościoła katolickiego i prawosławnego. Unici przyjęli prymat papieża i katolickie dogmaty, zachowując wschodni obrządek, co z początku spotykało się z ostrym sprzeciwem Rosji i rosyjskiej Cerkwi. Pratulin to jedno z miejsc, w których przez wieki żyli unici.

Nawracanie

Kiedy Polska trafiła pod rządy zaborców, Rosja rozpoczęła „nawracanie” unitów:  z cerkwi unickich siłą usuwano to, co wiązało się z katolicką liturgią: konfesjonały, organy, monstrancje. Jeśli unici dobrowolnie nie przyjmowali prawosławia, grożono im, a ostatecznie więziono i wysyłano na Sybir.

Gdy naczelnik powiatu zażądał od pratulińskich unitów przekazania świątyni wyznaczonemu przez cara proboszczowi – odmówili. Naczelnik dał im więc czas do namysłu. Po kilku dniach wrócił do Pratulina z wojskiem. Mieszkańcy wsi zebrali się wokół kościoła. Naczelnik zażądał wydania kluczy, ale odmówiono mu.  Jeden z parafian oświadczył: – Wiemy, że według postanowienia carskiego nikogo bić nie wolno. Ale jeśli car upoważnił was do zabijania nas, lud gotowy jest zginąć za Boga i wiarę i nie cofnie się ani kroku przed śmiercią.

Śmierć

Wojsko zaatakowało ludzi kolbami i bagnetami. Daniel Karmasz wołał do obrońców:  – Odrzućcie kołki i kamienie. To nie bitwa o kościół. To walka za wiarę i za Chrystusa!

Kiedy śpiewali „Kto się w opiekę odda Panu swemu”, padły strzały. Na miejscu zginęło dziewięciu unitów, następnych czterech zmarło od ran kilka godzin później.  Świątyni nie obroniono. Ogień przerwano, gdy jeden z kozaków przez przypadek postrzelił swojego współtowarzysza. Żołnierze siekierą otworzyli kościół i wprowadzili rządowego proboszcza. Zmarłych pochowano we wspólnej mogile, którą zrównano z ziemią, by nie pozostał żaden ślad po obrońcach pratulińskiego kościoła.

Narobiliście mięsa

Wincenty Lewoniuk, który zginął jako pierwszy, już wcześniej represjonowany był za trwanie przy unii. Daniel Karmasz – zrównoważony i roztropny 48-latek – podczas obrony stanął na jej czele z krzyżem w dłoniach. Łukasz Bojko, 22-latek, bił w dzwony, zwołując mieszkańców Pratulina przed kościół. 49-letni Konstanty Bojko, ubogi rolnik, często korzystający z miłosierdzia swoich zamożniejszych sąsiadów, był człowiekiem wiary bardzo prostej i bardzo głębokiej. O cztery lata młodszy od niego Konstanty Łukaszuk,  zabity bagnetem na cmentarzu, osierocił siedmioro dzieci. Filip Kiryluk, rolnik z sąsiedniej wsi, z własnej woli przyszedł do Pratulina, gdzie zginął. Kiedy zastrzelono jego sąsiada, wołał do żołnierzy: – Już narobiliście mięsa, możecie go mieć jeszcze więcej, wszyscy jesteśmy gotowi umrzeć za naszą wiarę.

Wykupiony

Ignacy Frańczuk, idąc do Pratulina przebrał się w czystą bieliznę i pożegnał z żoną i siedmiorgiem dzieci. Miał przeczucie, że nie wróci już do domu. Kiedy zginął Daniel Karmasz, to właśnie Ignacy przejął trzymany przez niego krzyż.

Onufry Wasyluk był sołtysem w Zaczepkach. Miał zaledwie 21 lat, musiał więc cieszyć się uznaniem wśród ludzi. Rok wcześniej rodzice za zawrotną sumę 800 rubli wykupili go z carskiego wojska. Stając do obrony kościoła, wierzył, że uda się przepędzić kozaków bez rozlewu krwi. Zginął od kuli w głowę na oczach żony i matki. Żona Onufrego pocieszała teściową: – Matko, nie płaczcie swego syna, jak ja nie płaczę straty męża. Wszak on ani za zbrodnię, ani za występek został zabity. Owszem, cieszmy się, że poległ za wiarę. O, gdybym ja była godna umrzeć z nim!

Wieczność bez końca

Anicet Hryciuk był najmłodszym spośród męczenników. Pod kościół przyszedł, żeby przynieść jedzenie jego obrońcom, ale wychodząc z domu mówił: – Może i ja będę godny, że mnie zabiją. Zginął na miejscu od strzału w głowę.

Czterech spośród obrońców zmarło we własnych domach. 30-letni Bartłomiej Osypiuk umierając, modlił się za prześladowców. Michał Wawrzyszuk przez całe swoje dwudziestojednoletnie życie powtarzał słowa: „Życie krótkie, wieczność bez końca”. Maksym Hawryluk osierocił troje dzieci. Spodziewał się prześladowań, już wcześniej zresztą protestował przeciwko zabraniu z cerkwi organów. Raniony w brzuch, umierał w męczarniach. Jan Andrzejuk był parafialnym kantorem, umiał czytać i pisać, a kiedy szedł bronić kościoła, żegnał się z żoną i dwoma synami przekonany, że nie wróci. Wrócił tylko na kilka godzin – zmarł od odniesionych ran.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 4/2011