Logo Przewdonik Katolicki

Człowiek - najlepszy przyjaciel psa

Joanna Sopyło
Fot.

Wraz z płytszymi relacjami międzyludzkimi wzmacniają się więzi ludzko-zwierzęce. Ludzie szukają w psie przyjaciela, a on wie, jak się odwdzięczyć.

 

Jest koniec lutego – chłodny zimowy wieczór. W okolicy jednego z warszawskich parków pani spaceruje z psem. To siwiejący już jamnik ubrany w kubraczek w kolorze lila. Kilka tygodni później w gazecie czytam informację o zbliżającym się spotkaniu, na którym zebrani będą dyskutować, o czym myślą psy, a nieco wcześniej, w internecie, trafiam na newsa o kocich kawiarniach otwieranych w Japonii. Można do nich przyjść, wypić kawę i po uiszczeniu opłaty pobawić się z kotem.

Pomysły na to, co robić dzisiaj ze zwierzętami lub ze zwierząt, są coraz bardziej zaskakujące. O ile hotel dla zwierząt ma uzasadnienie (właściciele mogą w bezpiecznym miejscu zostawić swojego ulubieńca, a nie wyrzucać go ulicę, gdy jadą na wakacje), o tyle kocie kawiarnie, psia akupunktura

czy działające też w Polsce zwierzęce gabinety psychologiczne dają do myślenia, czy ludzie nie poświęcają czworonogom i innym pupilom nie tylko zbyt dużo czasu i uwagi, ale i pieniędzy. Oczywiście, jak już się kupiło zwierzątko, należy je dopieszczać i pielęgnować, ale wszystko ma granice. W tym przypadku są to granice rozsądku i zdrowych relacji między człowiekiem a zwierzęciem.

 

Historie zwierzęce

Relacje ludzko-zwierzęce to długa historia. Na początku zwierzęta były traktowane przez ludzi jako współistniejące byty, ale ich rola raczej sprowadzała się do służenia ludziom – jako skóry, pożywienie czy jako ofiary dla Boga. Mimo to udomowienie niektórych gatunków nastąpiło bardzo wcześnie. Pies, którego przodkiem był wilk, został udomowiony ok. 15 tys. lat temu prawdopodobnie we wschodniej Azji lub w Afryce. Natomiast udomowienie kota, wywodzącego się od kota nubijskiego lub żbika, miało miejsce prawie 10 tys. lat później w Nubii. W zwierzętach było dla ludzi coś tak tajemniczego, że niektóre pogańskie ludy czciły je jak bogów. Tak było z kotami, które szczególnie ceniono w Egipcie, gdzie za ich zabicie groziła śmierć. Zwalczaniem pogańskich zwyczajów zajęło się w średniowieczu chrześcijaństwo. Wtedy na przykład czarnego kota traktowano jako wcielenie diabła. Później doceniono go ze względu na umiejętności łowcze – koty bowiem łapały gryzonie, które w tamtych czasach przenosiły choroby.

Spośród innych pupili, które współcześni ludzie trzymają w domu, następny w kolejce do udomowienia był królik. Pierwsi zajęli się nim Rzymianie ok. 1000 lat p.n.e., choć dane z różnych źródeł są rozbieżne. Niektóre z nich podają, że królika udomowiono między VI a X w. n.e. Zakonnicy francuscy, którzy tego dokonali, traktowali młode króliki jak rybę i jedli je w dni postne.

Od oswojenia i udomowienia niedaleko, jak się okazuje, do zmienienia zwierząt w przytulanki czy wyznaczniki statusu społecznego. Dzisiaj nie bez znaczenia pozostaje fakt, jakiego psa kupi prezydent Stanów Zjednoczonych, lub rasa psów, którymi opiekuje się królowa angielska. W niektórych momentach historii bywało podobnie. Gdy kot stał się symbolem bogactwa, a za zabicie go groziła kara chłosty, kard. Richelieu miał w domu 14 kotów i zawsze rano bawił się z nimi. Dzisiaj modę na różne rasy napędzają celebryci, którzy czynią ze zwierząt gadżety i swoje znaki rozpoznawcze. Przykładem jest Paris Hilton, dziedziczka hotelowej fortuny, której znakiem rozpoznawczym stał się pies chihuahua.

 

Na kawę z kotem

Skoro to właśnie takie osoby kreują gusta, trudno się dziwić, że ludzie biorą z nich przykład i traktują zwierzęta jak przytulanki, zastępując relacje międzyludzkie relacjami z nimi. – Rosnąca w ludziach potrzeba posiadania psa to wielopoziomowy proces. Zachowanie zwierząt to źródło wielu nagród, które są potrzebne ludziom do życia. Ponieważ my sami dostarczamy sobie coraz mniej pozytywnych doznań, a międzyludzkie relacje stają się płytsze, szukamy czegoś, co je zastąpi w relacjach ze zwierzętami – ocenia prof. Wojciech Pisula, wykładowca psychologii Wyższej Szkoły Zarządzania i Prawa im. Heleny Chodkowskiej w Warszawie oraz Polskiej Akademii Nauk. – Zwierzęta odpowiadają na ważne dla człowieka potrzeby psychiczne takie jak potrzeba więzi oraz sprawstwa, czyli możliwości kierowania czyimś zachowaniem – dodaje.

W Polsce popularność zyskują psi psycholog czy salony SPA dla zwierząt. W tych drugich można psa nie tylko wykąpać i przystrzyc, ale też przygotować do wystawy, zamówić manicure i pedicure, kąpiel odprężającą czy masaż. Do takich salonów przychodzą ludzie reprezentujący całe społeczeństwo – od młodych osób, przez rodziny, po starsze i samotne osoby. W jednym z wrocławskich salonów tego typu klienci potrafią spędzić ze zwierzętami całe dnie. Podczas gdy np. pies rasy york jest poddawany wszelkim zabiegom – od manicure’u, przez kąpiel, po masaże i dodatkowe fanaberie, jego właściciel czeka kilka godzin, przeglądając gazetę. W takim miejscu można też zostawić psa na cały dzień – pójść do pracy i odebrać go w drodze powrotnej, jak dziecko z przedszkola. Z pachnącym i ostrzyżonym psem można udać się do gabinetu psychologa, gdzie klienci zgłaszają się przede wszystkim z niegrzecznymi psiakami, których nie potrafią wychować samodzielnie.

– Mój salon nazywa się SPA dla psa, ale tylko dlatego, że zaproponowała mi to kuzynka. W rzeczywistości oferuję tylko mycie i strzyżenie zwierząt, bo inne usługi, jak np. masaże, uważam za niepotrzebne – mówi właścicielka salonu dla psów w Białymstoku. Jednak w niektórych krajach wszystko może przekroczyć granice fanaberii, czego przykładem są kocie kawiarnie istniejące w Japonii od 2004 r. czy akupunktura dla psów, którą oferuje 59-letnia amerykańska miłośniczka psów. Wśród jej usług są masaże kręgarskie, akupunktura czy zapładnianie psów metodą in vitro!

Prof. Pisula nie chce takich przedsięwzięć nazywać przesadą. Jednak należy wyraźnie zaznaczyć, że istnieje granica, za którą stają się one nienormalne. – Jeżeli właściciel zwierzęcia przychodzi z nim do SPA czy do kawiarni tylko po to, żeby zaspokoić jego podstawowe potrzeby, nie mamy do czynienia z przesadą. Jednak jeżeli dla właściciela pies czy kot jest w tym momencie koleżanką czy kolegą, możemy mówić o przekroczeniu granicy – tłumaczy prof. Wojciech Pisula.

Skoro już teraz tego rodzaju biznesów powstaje coraz więcej, co będzie się działo za kilka lat? – Ich liczba będzie rosła i będziemy ten proces obserwować w latach, a nie w dziesiątkach lat. Szybko rozwijający się świat stworzy coraz więcej luźnych zasobów ludzkich, które trzeba będzie zagospodarować – przewiduje prof. Wojciech Pisula. Może jednak warto byłoby zagospodarować je w służbie ludziom.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki