Tego nie dowiesz się ze szkoły, nie usłyszysz od rodziców lub dziadków – żeby poczuć atmosferę grudnia 1970 roku, trzeba zobaczyć film Czarny Czwartek. Janek Wiśniewski padł.
„Pochodzę z Zielonej Góry i na naszych terenach niewiele się mówiło o Grudniu ’70. Wiedziałam, że były wystąpienia robotnicze, ale o wszystkich najgorszych i najpotworniejszych rzeczach dowiedziałam się przy pracy nad filmem. Kiedy pierwszy raz czytałam scenariusz, razem z moją mamą płakałyśmy. Nie mogłam uwierzyć, że to wszystko się wydarzyło. Nocne pogrzeby, próba wywiezienia ludzi do jakiegoś obozu, aby się o tym nie mówiło, no, a przede wszystkim to, że strzelano do bezbronnych ludzi. Do tej pory nie mieści mi się to w głowie”.
Z tymi słowami Marty Honzatko, odtwórczyni głównej roli kobiecej w filmie Czarny Czwartek. Janek Wiśniewski padł, po jego obejrzeniu, zgodzi się wiele osób. Doskonale opisują one również moje wrażenia. Film oddaje atmosferę i znaczenie wydarzeń Grudnia ’70, z całym ich tragizmem i beznadzieją tamtych czasów. Czarny czwartek zmienia patrzenie nie tylko na przeszłość, ale i na teraźniejszość, i już teraz można go zaliczyć do kinowych wydarzeń roku.
Żywa lekcja historii
Trudno powiedzieć, czy reżyser Antoni Krauze nakręcił film fabularny czy dokumentalny. Najtrafniejszym słowem określającym Czarny Czwartek jest chyba „paradokument”. Nie tylko dlatego, że realizatorzy wykorzystali archiwalne taśmy z obrazami z tamtych dni, ale także ze względu na przyjętą konwencję fabuły – na podstawie losów jednej rodziny pokazali to, co przeżyły setki innych, i wręcz zrekonstruowali wydarzenia, nie dodając nic, co mogłoby wypaczyć ich obraz.
Akcja filmu rozgrywa się w ciągu kilku dni grudnia 1970 r., chociaż rozpoczyna go scena, która ma miejsce rok wcześniej przed tymi wydarzeniami. To wigilia Bożego Narodzenia'69, podczas której widzowie poznają rodzinę Drywów – małżeństwo Stefanię (Marta Honzatko) i Brunona (Michał Kowalski) oraz trójkę ich dzieci Romka, Mariolę i Gabrysię.
Właśnie dowiedzieli się, że dostali przydział na wymarzone mieszkanie w Gdyni. Po przeprowadzce Stefania cieszy się, że mąż będzie miał bliżej do pracy w stoczni, a więc więcej czasu będzie mógł spędzać z dziećmi. Młodzi, zakochani w sobie ludzie, planują zbliżające się święta Bożego Narodzenia roku 1970, rozmawiają o zakupie mebli i prezentów dla dzieci. Cieszą się życiem tak bardzo, jak tylko było to możliwe w PRL-u.
W tym czasie w stoczniach Gdańska i Gdyni rozpoczynają się strajki, które są odpowiedzią na podwyżki cen żywności. Bruno nie jest szeregowym robotnikiem, więc nie strajkuje i dostaje wolne. Po kilku dniach protestów i pierwszych aresztowaniach władze apelują do ludzi, żeby wrócili do pracy, jednocześnie planując, że z samego rana, gdy robotnicy będą jechali do stoczni, wojsko i milicja wyjadą na ulice obu miast i w razie dalszych protestów będą strzelać do robotników.
Robotnicy w swej naiwności i ufności następnego dnia rano wsiadają do pociągów, które wiozą ich do pracy. Nie są świadomi, że większość z nich jedzie na pewną śmierć. Przed oczyma staje wtedy jeden, jakże podobny obraz – ludzi wiezionych do obozów koncentracyjnych, nieświadomych faktu, dokąd jadą, i dodatkowo oszukiwanych w kwestii prawdziwego celu ich podróży.
Gdy tylko pasażerowie wysiadają z pociągów, rozlegają się strzały, padają pierwsi ranni. Wojna polsko-polska trwa – strzały do maszerujących ulicami studentów i robotników, mordercze przesłuchania, szpitale, które nie nadążają z przyjmowaniem rannych i zabitych, są na porządku dziennym. Do KC PZPR w Warszawie docierają informacje o nielicznych ofiarach...
Atmosfera strachu
Trudno opowiadać dalszy ciąg fabuły, bo Czarny Czwartek po prostu trzeba zobaczyć, a właściwie poczuć i wspólnie z bohaterami filmu przeżyć każdą scenę. Dzięki temu można naprawdę zrozumieć, co się wtedy działo na polskim Wybrzeżu. Pomagają w tym materiały archiwalne – wideo i nagrania, wplecione w film oraz bardzo dobra gra aktorów młodego i starszego pokolenia.
Niezwykle przejmująca jest kreacja Marty Honzatko, wcielającej się w rolę Stefanii Drywy, która bardzo przekonująco pokazuje charakter kobiety żyjącej w tamtych czasach. Na uwagę zasługują też role Wojciecha Pszoniaka, odtwórcy roli Wiesława Gomułki, i Piotra Fronczewskiego, który wcielił się w postać Zenona Kliszki. Nie są to duże role, ale zapadają w pamięć, szczególnie słowa wypowiadane z kamienną twarzą przez Fronczewskiego-Kliszkę: „Z kontrrewolucją się nie rozmawia. Do kontrrewolucji się strzela”.
Aktorom udało się wiarygodnie przekazać emocje, które towarzyszyły uczestnikom tamtych wydarzeń – strach, oczekiwanie, radość z początkowych strajkowych sukcesów, rozpacz, smutek, żałobę, ból i wiele innych, czasami trudnych do nazwania.
Obraz dopełniony
Trudno znaleźć element prawdziwych zdarzeń, który nie zostałby w filmie uwzględniony – są obrady politycznej „wierchuszki”, strajki, życie codzienne, rosnące ceny, brutalne przesłuchania, pobicia młodych ludzi, a w końcu niezawiniona śmierć, rozpacz po stracie najbliższych. Dla osób, które znają PRL z lekcji historii czy z rodzinnych opowiadań, szokujący może być fakt, że władza nie strzelała do robotników, którzy już byli na ulicy, co też by jej w żaden sposób nie usprawiedliwiało, ale planując zasadzkę na niewinnych ludzi.
Film Krauzego pokazuje, że w całym okrucieństwie władz w kontekście wydarzeń Grudnia 1970 r. istnieli też ludzie, którzy chcieli pomóc innym, którzy trafili do partii czy do urzędów nie zawsze z własnej woli, albo niekoniecznie wierząc w taki komunizm.
Bez wątpienia Czarny Czwartek to film ważny, wstrząsający i poruszający we wszystkich możliwych wymiarach. Oddziałuje na zmysły widza i długo po wyjściu z kina nie pozwala zapomnieć o tym, co się zobaczyło na ekranie.
Nie jestem z pokolenia, które pamięta PRL, ani tym bardziej, które cokolwiek przeżyło w PRL-u. Jednak idąc do kina, byłam przekonana, że wiem o tamtym okresie dużo – słuchałam przecież o tym na lekcjach historii. Od rodziców i dziadków wciąż dowiaduję się o szczegółach obyczajowości, o codziennym wymiarze polityki tamtych czasów. Okazuje się, że nawet to nie wystarczy, żeby poznać prawdę.
Film Antoniego Krauzego na pewno nie kończy kompozycji i treści tego obrazu PRL-owskiej układanki w mojej głowie, ale stanowi jego ważny element, a być może teraz nawet najważniejszy.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













