Logo Przewdonik Katolicki

Pseudomedycyna

Monika Białkowska
Fot.

Największym podstępem zła jest ukrywanie się pod pozorem dobra oraz przynoszenie pozornie pozytywnych skutków. Dlaczego to jest złe pytamy skoro działa?

Największym podstępem zła jest ukrywanie się pod pozorem dobra oraz przynoszenie pozornie pozytywnych skutków. – Dlaczego to jest złe – pytamy – skoro działa?

 

Pozytywne skutki działań, których doświadczamy, mogą być efektem albo dobra, dopuszczonego przez złego ducha dla uzyskania większego zła w przyszłości, albo zwykłej autosugestii, efektem placebo, wymagającym wiary w skuteczność określonego działania. Ani jedno, ani drugie nie jest właściwym dla chrześcijanina, dla którego „wiara i rozum są jak dwa skrzydła, na których duch ludzki unosi się ku kontemplacji prawdy” (Jan Paweł II, Fides et ratio). Dlatego właśnie w ostatniej części wakacyjnego cyklu o duchowych pułapkach zatrzymujemy się przy pseudomedycznych technikach, które niejednokrotnie zupełnie niepostrzeżenie zwieść nas mogą na manowce wiary.

 

Akupresura

Akupresura polega na masażu: uciskaniu, opukiwaniu i dotykaniu określonych punktów ciała. Masaż ten ma leczyć choroby układu nerwowego, krążenia, oddychania, trawienia itp. W akupresurze wyróżnia się m.in. refleksoterapię, polegającą na masażu określonych punktów na stopach, które wpływać mają np. na wątrobę czy wyrostek robaczkowy oraz siatsu – uciskanie punktów bez użycia igieł, zwykle kciukami, choć również łokciami albo stopami. Ten rodzaj akupresury pomagać ma m.in. na bóle głowy, zaburzenia ciśnienia, nowotwory czy otyłość.

Choć zwolennicy tych metod na różne sposoby starali się ukazać model działania akupresury i wyjaśnić, dlaczego działa, żadnej z tych metod nie udało się wytłumaczyć na płaszczyźnie naukowej. Medycyna chińska objaśnia, że choroby człowieka wywołane są przez zakłócenia w przepływie energii życiowej (yin i yang) przez organizm, a akupresura ma na celu odblokowanie zatokowanych miejsc i umożliwienie na powrót swobodnego przepływu owej energii. Jednak mimo prowadzenia intensywnych badań, nie udało się odnaleźć owej energii, na którą medycyna chińska się powołuje. Różne szkoły akupresury wskazują też różne punkty odpowiadające za poszczególne części ludzkiego organizmu, co jeszcze bardziej podważa wiarygodność tej techniki.

Jedynym sprawdzalnym efektem akupresury jest redukcja bólu, nie stwierdza się natomiast ani przyczyn, ani skutków choroby. Wszystko wskazuje na to, że akupresura działa na zasadzie efektu placebo, wywołanego z jednej strony nastawieniem psychicznym i wiarą w uleczenie, a z drugiej strony – fizycznym odprężeniem wywołanym masażem.

Dla chrześcijan nie bez znaczenia jest również fakt, że akupresura wymaga od pacjenta wiary w istnienie energii, związanych z duchowością Wschodu. Stąd już tylko jeden krok pozostaje do otwarcia się na inne, proponowane przez tę duchowość praktyki, uważane za magiczne. Trzeba również brać pod uwagę, że uzdrowiciel, pochodzący z kultury wschodniej, w dobrej wierze może zaserwować pacjentowi powszechne w jego kulturze techniki transowe czy magiczne – co może nam przynieść realne szkody duchowe.

 

Bioenergoterapia

Bioenergoterapia jest techniką pseudomedyczną polegającą na przekazywaniu pacjentowi energii, w którą wyposażony jest bioenergoterapeuta, najczęściej przez dotyk. Podobnie jak w przypadku akupresury, istnienia tej energii nie udało się jednak udowodnić – mimo wyznaczenia nagród, sięgających ponad miliona dolarów, nikomu nie udało się jej udokumentować. Jedynymi objawami jej domniemanego istnienia są subiektywne odczucia pacjentów (mrowienie, uczucie ciepła lub zimna).

Historia bioenergoterapii rozpoczęła się od żyjącego na przełomie XVIII i XIX w. Franza-Antona Mesmera, który organizował seanse uzdrawiające. Podczas nich starał się w swoich pacjentach uporządkować substancję, którą nazywał uniwersalnym fluidem magnetycznym albo magnetyzmem zewnętrznym. To właśnie nierównomierne rozmieszczenie owego fluidu miało być przyczyną chorób. Mesmer został oskarżony o szarlatanerię.

Współczesne badania również nie potwierdziły istnienia bioenergii, a mechanizm oddziaływania bioenergoterapii pozostaje nieznany. Więcej – sami bioenergoterapeuci przyznają, że czasem owo działanie nie tylko nie pomaga, ale wręcz szkodzi, a skutki oddziaływań mogą być odwrotne do zamierzonych. Innym, dalszym skutkiem bioenergoterapii jest również odwlekanie przez pacjentów leczenia standardowego albo wręcz porzucanie go, co w przypadku na przykład nowotworów, bywa decyzją śmiertelną.

Wprawdzie bioenergoterapeuci odwołują się do Biblii, a nawet do samego Ducha Świętego, to traktowany jest On jako bezosobowa energia, a sama granica dzieląca doktrynę chrześcijańską od innych religii jest w ten sposób zamazywana. Demonolog, teolog, znawca problematyki okultyzmu i ezoteryzmu, o. Aleksander Posacki podkreśla: „Bioenergoterapia to nie jest  tylko jakaś ideologia, ale wyznanie wiary w jakiegoś bezosobowego boga (zwanego Energią), pewien rodzaj ateizmu, co jest grzechem przeciwko pierwszemu przykazaniu”.

Bioenergoterapię w Polsce wypromował w latach 70. Clive Harris, organizujący seanse uzdrowicielskie, często w kościołach – do momentu, gdy odkryto, że uzdrawianie Harrisa nie działa, gdy pacjent w momencie „uzdrawiania” żarliwie modli się do Jezusa. Nie mógł pomóc również kobiecie, która podczas jego seansu modliła się na różańcu, a na pytanie, w jaki sposób uzdrawia, odpowiadał wprost: „Przy pomocy duchów”.

Nie mogły to być Boże duchy. Dla chrześcijan znamiennym powinien być również fakt, że bioenergoterapeuci po nawróceniu tracą swoje uzdrawiające właściwości. Egzorcyści i byli pacjenci bioenergoterapeutów zgodnie mówią, że konsekwencją bioenergoterapii są depresje, rozpad więzi rodzinnych i seryjne niepowodzenia życiowe, które kończą się dopiero po odprawieniu egzorcyzmów.

 

Homeopatia

Ojcem homeopatii był żyjący na przełomie XVIII i XIX w. niemiecki lekarz Samuel Hahnemann – należący do sekty wolnomularskiej i jawnie kpiący z chrześcijaństwa, nazywający Jezusa Chrystusa „arcyfantastą”, człowiek, którego uważano za mistrza okultyzmu. Gdy pytano go, skąd pomysł na homeopatię, odpowiadał: „Powstała dzięki informacjom przekazanym mi podczas seansów spirytystycznych”.

Już samo to powinno nam wystarczyć, żeby od homeopatii trzymać się z daleka – ale jeśli chcemy wiedzieć więcej, to dlatego że ostatnio również w Polsce jest o niej głośno. Produkcja leków homeopatycznych polega na wielokrotnym rozcieńczaniu substancji wywołujących chorobę tak mocno, że po serii rozcieńczeń właściwie nie ma już po niej śladu. Leczniczy charakter ma zapewniać wytrząsanie, czyli spotęgowanie duchowej siły, która ma uzdrowić pacjenta. Egzorcyści mówią o „syndromie posthomeopatycznym” – u osób leczących się homeopatią obserwują rosnący opór przed modlitwą, brak duchowej radości, niepokój, ostatecznie zaś zerwanie relacji z Bogiem.

W Polsce trwa sądowy spór o to, czy lekarze mają mieć prawo wypisywać pacjentom leki homeopatyczne. W ramach protestu przeciwko takiemu prawu na początku lutego  grupa ludzi przed telewizyjnymi kamerami masowo połykała leki homeopatyczne, żeby udowodnić ich obojętność dla zdrowia fizycznego. Wszyscy czują się świetnie, żadnego wpływu „leków” na swoje zdrowie nie stwierdzili.

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki