Logo Przewdonik Katolicki

Gdy zniknie złoty

Janusz Stelmach
Fot.

Czy wprowadzenie w Polsce waluty euro zmieni nasze życie? Na to pytanie można odpowiedzieć i tak, i nie.


 

 

Większość z nas pamięta wymianę starych złotych na nowe. Wszystkie ceny zmniejszono o cztery zera, coś co kosztowało 10 000 zł teraz kosztuje 1 zł. Tutaj zmiana będzie jeszcze mniejsza, wszystko podzielimy przez ok. 4. Inaczej będą wyglądać banknoty i monety, jednak każdy miał już w rękach euro, więc nie będzie zaskoczenia jak przy denominacji. Doświadczenia innych krajów pokazują, że handlowcy mają tendencję do podnoszenia cen artykułów codziennego użytku, jednak na konkurencyjnym rynku jest to posunięcie jednorazowe i zwykle po kilku miesiącach sytuacja się stabilizuje. W takim podejściu można powiedzieć, że zmiana będzie znikoma. O co więc tyle hałasu?

 

Duże zmiany dla spłacających kredyty hipoteczne

Dużą zmianę odczują osoby, które spłacają kredyty hipoteczne w euro: odpadną koszty wymiany waluty i przestaną się obawiać gwałtownego wzrostu kursu euro. Zmiana też obejmie spłacających kredyty hipoteczne w złotych. Zdecydowana większość spłaca kredyty o stopie zmienne opartej o stawkę wibor (która określa cenę pieniądza na rynku pieniężnym dla złotego), wibor zostanie zastąpiony przez libor dla euro/euribor (który określa cenę pieniądza dla euro). W dotychczasowej historii libor dla euro/euribor był zawsze niższy od wiboru. Wprowadzenie euro musi poprzedzić proces, w wyniku którego obie te stawki się zrównają. Spłacający kredyty w złotych też zyskają, ponieważ zapłacą niższe raty, mimo iż realnie wartość ich kredytu nie ulegnie zmianie, gdyż kwota kredytu zostanie przeliczona według tego samego kursu co wynagrodzenie (a także wszystkie ceny – przynajmniej w teorii).

 

Co zyskają przedsiębiorcy?

Kolejną grupą, która odczuje zmianę, będą przedsiębiorcy, i to nie tylko eksporterzy i importerzy, którzy na co dzień mają do czynienia z walutą. Wiele firm nabywających surowce lub towary do sprzedaży w sklepie rozlicza się w euro, ponadto czynsz za wynajem często określany jest także w euro. Oznacza to, że koszty ponoszą w euro, więc kiedy kurs rośnie, starają się uchronić przed bankructwem i przerzucają wyższe koszty na nas, konsumentów. W praktyce nie jest to takie proste, dlatego wiele firm zanotowało duże straty w ostatnich dwóch latach, gdy kurs euro bardzo zwyżkował.

Zdecydowana większość firm opowiada się za możliwie najszybszym wprowadzeniem euro, ponieważ dla większości z nich oznacza to stabilniejsze podstawy działalności, a przy mniejszych wahaniach cen łatwiej planować. Gospodarka polska jest z każdym rokiem silniej związana z gospodarką światową, ale głównie z gospodarkami państwami Unii Europejskiej. Tak długo jak będziemy posługiwać się polskim złotym, każde jego osłabienie wobec euro będzie odczuwalne przez wzrost wybranych cen detalicznych. W efekcie dla każdego z nas wprowadzenie euro oznacza mniejsze wahania cen, zwłaszcza wzrostu cen, gdy wartość złotego spada.

 

A kto straci?

Kantory i banki. Szczególnie dla wielu kantorów będzie to oznaczało zakończenie działalności. W przypadku banków nikt nie spodziewa się fali upadłości po wprowadzeniu euro, jednak wiele z nich utraci znaczną część ze swoich dotychczasowych dochodów.

 

Stracą także polskie instytucje centralne, które utracą możliwość reagowania na wysoką inflację przez podnoszenie wysokości stóp procentowych. Przed laty odczuła to Irlandia, która po wprowadzeniu euro zmagała się z wysoką inflacją, podczas gdy inne kraje strefy euro nie odczuwały presji inflacyjnej, bank centralny Irlandii nie mógł podnosić stóp procentowych, ponieważ stopy procentowe dla wszystkich krajów strefy euro są takie same. W tym czasie pozostałe państwa strefy euro przez niskie stopy procentowe chciały pobudzić niski wzrost gospodarczy (głównie w Niemczech i Francji), podczas gdy ówczesna Irlandia cieszyła się wysokim wzrostem gospodarki.

W czasie ostatniego kryzysu takie państwa jak Estonia czy Łotwa były w trakcie przygotowań do wprowadzenia euro. Jednym z wymogów jest usztywnienie wahań kursu i powiązanie rodzimej waluty z euro, jednak w momencie kryzysu stanowi to dla globalnych spekulantów dużą możliwość zarobienia sporych pieniędzy. Przeogromny spadek produktu krajowego brutto był w znacznym stopniu związany z perturbacjami w przygotowaniach do wejścia do strefy euro.

Innym przykładem jest niedawny kryzys w Grecji, która też należy do strefy euro. Gdyby Grecy mieli nadal swoją drahmę, mogliby przez skokową dewaluację swojej rodzimej waluty ułatwić wychodzenie swojego kraju z kryzysu. Dewaluacja spowodowałaby dodatkowy spadek zaufania do gospodarki Grecji. Jeśli widzimy płonące sklepy i banki w Atenach, spadek zaufania światowych inwestorów finansowych nie należy do największych problemów. W obecnej sytuacji wychodzenie z kryzysu będzie bardziej długotrwałe. Rząd musiał zdecydować się na obniżenie pensji pracowników administracji, a to musiało wywołać kolejną falę niezadowolenia. Teraz możemy się zastanawiać, kiedy wróci czas, gdy słysząc wzmiankę o Grecji, będziemy myśleć przede wszystkim o beztroskich wakacjach na przepięknej wyspie oblewanej turkusowym morzem.

 

Co powinna zrobić Polska?

Jeśli ktoś dotarł do tego miejsca tekstu, pragnę uprzedzić, że nie dołączę do grona szanowanych ekonomistów, z których każdy wymienia jednym tchem listę reform, jakie musi dokonać polski rząd przed przystąpieniem do euro.

Gdybyśmy chcieli dołączyć do strefy euro w ciągu najbliższych pięciu lat, powinniśmy znacznie ograniczyć wydatki budżetowe. Niestety w obecnej sytuacji jest to możliwe tylko teoretycznie, w praktyce bardzo trudne i wymagające wyrzeczeń. Nasz kraj, nie tylko z uwagi na zbliżające się mistrzostwa w piłce nożnej w 2012, wymaga wielu inwestycji w infrastrukturę: drogi ekspresowe, autostrady, tory kolejowe. Bez tych inwestycji polska gospodarka nie będzie rozwijała się jak w dotychczasowym tempie. Poziom rozwoju naszej gospodarki jest zupełnie inny niż dojrzałych gospodarek Francji czy Niemiec. Europejski Bank Centralny, podejmując decyzje o wysokości stóp procentowych, zawsze obserwuje wskaźniki, które kształtują się pod wpływem procesów zachodzących w największych gospodarkach Unii Europejskiej. Musimy więc przywyknąć, że po wprowadzeniu euro nasi ekonomiści będą narzekać na zbyt niskie stopy procentowe, a my będziemy obserwować szybciej niż obecnie rosnące ceny w sklepach. Oby tylko nasze wynagrodzenia wzrastały jeszcze szybciej!

Reasumując, jeśli nie wybieramy się do pracy za granicę, w ciągu pięciu (a może nawet dziesięciu) najbliższych lat wynagrodzenia będziemy najprawdopodobniej nadal otrzymywać w naszych polskich złotych. 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki