Logo Przewdonik Katolicki

Wygrany wyścig z czasem

Magdalena Guziak-Nowak
Fot.

Gdy karetki stoją w korku, oni ratują ludzkie życie. Ratownicy na motocyklach i rowerach docierają do poszkodowanych w niespełna trzy minuty.

 

 

Kim są?

Był rok 2003, kiedy z potrzeby ratowania ludzkiego życia i motocyklowej pasji narodził się pomysł utworzenia Motocyklowego Ochotniczego Ratownictwa Drogowego. Inicjatywa karetki na dwóch kółkach wyszła od księdza i prezesa dużej firmy. – Pierwszy motocykl został zakupiony za prywatne pieniądze czterech moich szalonych kolegów, m.in. ks. Zbigniewa Kosowskiego. W 2008 r. założyliśmy fundację, aby sprostać wymogom prawnym o ratownictwie medycznym. Mamy więc prezesa i zarząd, ale mało udajemy prezesów, bo przede wszystkim jesteśmy ratownikami. Nikt z nas nie otrzymuje żadnego wynagrodzenia ani za udział w dyżurach, ani z tytułu pełnionej funkcji – opowiada Jarosław Maj, członek Zarządu R2, właściciel znanego klubu „U Louisa” mieszczącego się przy Rynku Głównym, po godzinach miłośnik motocykli.

Oprócz niego do R2 należą m.in. informatycy, elektrycy, księgowe. Ratownikami-rowerzystami są zwykle studenci ratownictwa medycznego z Krakowskiej Akademii im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego. Przykład daje im ich wykładowca akademicki prof. dr hab. n. med. Krzysztof Spodarek, który także angażuje się w pomoc na motocyklu.

– Wszystkim się chce. Nie tylko zarabiać pieniądze, ale też zrobić coś dla innych.

– Można do was dołączyć?

  Zapraszamy.

– Jak to zrobić?

– Przede wszystkim trzeba być sprawnym psychicznie i fizycznie. Na przykład nasi rowerzyści mają regularne treningi, aby zachować dobrą kondycję. Konieczna jest wiedza z zakresu ratownictwa medycznego, różne certyfikaty i egzaminy. Wymogi te nakłada na nas ustawa i porozumienie podpisane z Centrum Powiadamiania Ratunkowego.

Ciekawa jest geneza nazwy grupy. R2 pochodzi od podwójnej litery R występującej w nazwie Rafael-Ratownik oraz Rescue-Rider, ang. Jeździec-Ratownik, nawiązującej do jej patrona – św. Rafała. W tradycji chrześcijańskiej Rafael pojawia się jako pomocnik lekarzy i chorych, jest także ich patronem. Ikonografia przedstawia go jako wędrowca z laską w ręku i czołem przepasanym chustą.

 

400 kg i 190 koni

– Wojewoda powiedział, że jesteśmy od uzupełniania systemu ratownictwa medycznego tam, gdzie jest on niewydolny, a niewydolny jest zwłaszcza jeśli chodzi o czas dojazdu. Polskie pogotowia dysponują głównie karetkami. Gdy taka utknie w korku, nie ma co ze sobą zrobić. Nasze czasy dojazdu do pacjenta w Krakowie trwały w zeszłym sezonie mniej niż 3 minuty.

Ratownicy motocyklowi wyruszają z kopca Kościuszki, gdzie dzięki gościnności radia RMF FM mają swoją siedzibę. Rowerzyści startują z dyżurki przy ul. Wyki, gdzie swoją siedzibę ma straż pożarna. W zeszłym roku otrzymali od strażaków 80-metrowy parterowy budynek, który wyremontowali z własnych środków.

Rowery obsługują kwadraty: Rynek Główny, Wzgórze Wawelskie i Planty oraz park Jordana i Błonia. Dojazd roweru ma sens, kiedy rowerzyści nie muszą pedałować dłużej niż 3 km.

Motocykliści jeżdżą tylko do zdarzeń mających miejsce na ulicy. Przeważnie do wypadków drogowych oraz sytuacji, gdzie wymagane jest udzielenie pomocy doraźnej, bez konieczności transportu pacjenta. Oprócz konkretnych wezwań motocykl służy do zapewniania zabezpieczenia medycznego w trakcie różnych imprez oraz patrolowania miasta. Członkowie grupy R2 dyżurują w Krakowie, ale kiedy trzeba, jadą dalej. Kilka tygodni temu brali udział w akcji ratunkowej w Pielgrzymowicach w gminie Michałowice, gdzie dostali wezwanie do wypadku – trzech mężczyzn jadących na jednym motorze wjechało w betonowy słup.

Zarówno rowery, jak i motocykle są wyposażone w taki sam sprzęt, jaki ma karetka, z wyjątkiem noszy, gdyż nie są przeznaczone do transportu. Ten drugi z pełnym wyposażeniem waży 400 kg i ma moc do 190 koni mechanicznych. Prowadzenie takiego sprzętu nie jest łatwe. – Oprócz dobrej techniki, potrzeba oleju w głowie. Część młodych motocyklistów jak włączy te wszystkie światełka i koguty, to im się robi siano w głowie – mówi Jarosław Maj.

O czym marzą, to karetka z napędem na 4 koła. – Obsługiwalibyśmy wtedy rejon Ojcowa, gdzie normalne pogotowia nie docierają.

 

Dyżury

Ratownicy, ratownicy medyczni, lekarze i lekarze systemu ratownictwa medycznego z R2 dyżurują w piątki, soboty i niedziele, oczywiście w okresie wiosenno-letnim. Motocykl podlega dyspozytorowi krakowskiego Centrum Powiadamiania Ratunkowego. Po wezwaniu zgłoszonym na numer 999 dyspozytor może zadecydować o jego wysłaniu.

Ratownicy św. Rafała układają grafik z miesięcznym wyprzedzeniem. W gotowości są minimum trzy ekipy. Motocykliści jeżdżą do wypadków pojedynczo, rowerzyści w zespołach dwuosobowych.

R2 działa na podstawie umowy z Centrum Zarządzania Kryzysowego i Centrum Powiadamiania Ratowników. To porozumienie wpina ochotników w system Państwowego Ratownictwa Medycznego.

 

Efektywność

Fakt, że R2 robi dobrą robotę, potwierdzają statystyki. Z raportu za maj–czerwiec 2011 można wyczytać, że interweniowali 141 razy. Przyjęli 123 wezwania od CPR i napotkali 18 zdarzeń, w których musieli zareagować. 51 razy wyjeżdżali na rowerach, 90 razy na motocyklach. Statystyki wykazują m.in. 3 nagłe zatrzymania krążenia, 1 wypadek rowerzysty, 18 zasłabnięć, 13 ataków padaczki, 30 wyjazdów do pijanych i nieprzytomnych, 5 urazów/ran, 3 potrącenia, 2 upadki z wysokości. Po udzieleniu pierwszej pomocy 86 pacjentów przekazali pogotowiu, 9 straży miejskiej lub policji, a 37 pomogli na miejscu i przyjazd karetki nie był konieczny.

Ratując czyjeś życie, nierzadko narażają swoje. – Na szczęście żaden z naszych motocyklistów nie uległ podczas akcji poważnemu wypadkowi, ale w zeszłym roku w stojącego na sygnale wjechał pijany kierowca… Skończyło się na złamanym palcu, a kierowcy odebrano prawo jazdy, bo w piątek o godz. 16 miał 1,5 promila alkoholu we krwi. Wracał do domu do Kalwarii.

 

4 minuty

Jarosław Maj jest przekonany , że „przyszłość pojedzie na motocyklu, nie tylko jeśli chodzi o ratownictwo”. Przemawia za tym przede wszystkim bardzo krótki czas dojazdu do pacjenta. – Jeśli my możemy interweniować w trzeciej lub czwartej minucie, a w przypadku zawału czy nagłego zatrzymania krążenia w piątej minucie mózg zaczyna bezpowrotnie obumierać, to pogotowie powinno przerzucić się na motocykle – tłumaczy. – Dwa tygodnie temu nasz ratownik jechał do pana, który zasłabł. Miał ok. 60 lat. Od razu rozpoczął masaż serca i defibrylację. Kiedy dojechało pogotowie, jeszcze przez 40 minut walczyli o jego życie. Udało się. Dzięki temu, że nasz motocyklista przyjechał do pacjenta w czwartej minucie, pan ma szansę za miesiąc czy dwa opuścić szpital o własnych siłach.

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki