Logo Przewdonik Katolicki

I tylko pamięć została

Adam Suwart
Fot.

Osobista zemsta Stalina za porażkę w wojnie polsko-bolszewickiej 1920 r., krwawa żądza pozbawienia Narodu Polskiego inteligencji i wojskowej warstwy przywódczej oraz chęć oczyszczenia przedpola przed radziecką wojną uderzeniową na Niemcy. Oto główne według historyków prawdopodobne motywy zbrodni katyńskiej.

 

Osobista zemsta Stalina za porażkę w wojnie polsko-bolszewickiej 1920 r., krwawa żądza pozbawienia Narodu Polskiego inteligencji i wojskowej warstwy przywódczej oraz  chęć oczyszczenia przedpola przed radziecką wojną uderzeniową na Niemcy. Oto główne – według historyków – prawdopodobne motywy zbrodni katyńskiej.

 

Autobus dojeżdżał na miejsce zbrodni. Polskich oficerów wypędzano na rozkopaną ziemię, nad masowe groby, które podwładni funkcjonariuszy NKWD wykopali już wcześniej. Niespodziewanie zarzucony na głowę szynel, nadgarstki gwałtownie i boleśnie ściśnięte sznurem radzieckiej produkcji, chwila potwornej ciszy, po której rozlegał się odgłos wystrzału. To pistolet Walther kaliber 7,65 mm. Kula wystrzelona z bliskiej odległości ugodziła kark lub tył czaszki. Ofiara wpadała do wcześniej wykopanego dla niej grobu. Czasem w ruch szły jeszcze radzieckie bagnety – miały upewnić oprawców, że nikt nie przeżyje. Kanonada co najmniej 21 768 takich wystrzałów rozbrzmiała w katyńskich lasach wiosną 1940 r. Te ponure i tragiczne chwile sugestywnie wyobrażone zostały w poruszającym filmie Katyń Andrzeja Wajdy.

Choć finał zawsze był taki sam, to jedynie droga do niego różniła się w zatrważających detalach. Starając się z drżeniem serca wniknąć w stan psychiczny polskich oficerów – ofiar sowieckiego ludobójstwa – pochylamy się nad tysiącami nazwisk, rozmyślając, czy akurat ten major, kapitan, pułkownik czy generał przeczuwał najgorsze. Czy prowadzony na stracenie odmawiał już cząstkę Różańca, czy z żołnierskiego serca wyrywała się jeszcze nadzieja na tragicznie niemożliwe już przetrwanie.

„O czym myślał, zanim umierał

za szeregiem walący się szereg?

Będziemy kiedyś wiedzieli,

skoro już wyszli spod ziemi”

– rozmyślała Kazimiera Iłłakowiczówna w Rocznicy Katyńskiej.

Każdy konwój z polskimi oficerami przewożonymi w nieznane z obozów NKWD, gdzie ich wcześniej osadzono, był już bowiem – poza nielicznymi przypadkami – wyrokiem śmierci. Znamy pięć głównych miejsc zbrodni. Konwoje docierały tam pieszo, wagonami kolejowymi i ciężarówkami.

 

Miejsce I – Katyń

Miejscowość pod Smoleńskiem, w której – o, zgrozo! – ulokowano ośrodek wypoczynkowy NKWD. Od 3 kwietnia do 12 maja 1940 r. organizowano tam liczne konwoje z polskimi oficerami. Łącznie zamordowano tam 4410 jeńców. Część skazanych wymordowano strzałem w tył głowy prawdopodobnie już w Smoleńsku, w siedzibie miejscowego komisariatu NKWD, po czym zwłoki przewieziono do katyńskiego lasu i zakopano je w ośmiu zbiorowych mogiłach. To tam spoczęli – kontradmirał Xawery Czernicki, generałowie Mieczysław Smorawiński, Bronisław Bohatyrewicz i Henryk Minkiewicz. W katyńskich dołach spoczęły też zwłoki zastrzelonej porucznik Janiny Lewandowskiej – jedynej kobiety na liście ofiar Katynia, pilotki i córki generała Dowbora-Muśnickiego. Także tam Sowieci zastrzelili Mirosława Moroza, nauczyciela fizyki i chemii oraz wychowawcę Karola Wojtyły w klasie maturalnej.

 

Miejsce II  – Kalinin, czyli Twer

W tym mieście dokonano zbrodni na kolejnych 6314 polskich jeńcach internowanych uprzednio w obozie ostaszkowskim. Od 4 kwietnia do 16 maja konwoje z ofiarami krążyły pomiędzy Kalininem a położoną nieopodal miejscowością Miednoje, gdzie polskich oficerów pochowano w dwudziestu zbiorowych mogiłach. Konwoje jeńców były jednak najpierw przeprowadzane pieszo przez skute jeszcze lodem wody jeziora Seliger. Ta prawdziwa żołnierska droga krzyżowa wiodła do miejscowości Tupik  i dalej do stacji kolejowej Soroga. Następnie oficerów zapędzano do wagonów kolejowych, którymi trafiali do Kalinina, czyli Tweru. Tam, w budynku NKWD, obecnie mieszczącym Twerski Instytut Medyczny, w pomieszczeniu piwnicznym identyfikowano każdego jeńca, po czym skutego doprowadzano do specjalnej celi. Była to cela śmierci – znów powtarzał się koszmarny scenariusz ze strzałami z pistoletów Walther. Zwłoki zamordowanych wynoszono na oczekujące ciężarówki i wywożono do odległej o 32 km miejscowości Miednoje nad rzeką Twiercą, nieopodal wioski Jamok. Tam, znów na terenie letniskowym kalinińskiego NKWD, na skraju lasu znajdował się przygotowany już przez koparkę sprowadzoną z Moskwy dół o głębokości od 4 do 6 m, mogący pomieścić 250 zwłok. Ciała zrzucano bezładnie, po czym koparka zasypywała je, przygotowując jednocześnie dół na dzień następny. Działania te nosiły więc znamiona swoistego „przemysłu śmieci”, zorganizowanego na zlecenie politycznych ludobójców z Kremla.

 

Miejsce III – Charków

Generałowie: Leon Billewicz, Stanisław Haller, Aleksander Kowalewski, Kazimierz Orlik-Łukoski, Konstanty Plisowski, Franciszek Sikorski, Leonard Skierski i Piotr Skuratowicz – to najwyżsi wojskową rangą polscy oficerowie zamordowani w tym miejscu. Łącznie pozbawiono tam życia 3739 jeńców z obozu starobielskiego. Najpierw konwoje z jeńcami docierały ze Starobielska do Charkowa pociągiem. Ze stacji kolejowej w Charkowie do siedziby NKWD przy placu Dzierżyńskiego 3 przewożono oficerów samochodami. W środku odbywała się identyfikacja tożsamości każdego oficera, wiązanie rąk sznurem i doprowadzenie do celi śmierci, gdzie dokonywano mordu strzałem w tył głowy. Zwłoki polskich oficerów Sowieci wywozili poza Charków, do VI rejonu strefy parkowo-leśnej, gdzie w odległości 1,5 km od wioski Piatichatki grzebano w zbiorowych mogiłach.

Czwartym i piątym miejscem zbrodni był Kijów (pochówki w Bykowni) i Mińsk (pochówki w Kuropatwach), gdzie zgładzono: od 3435 do 4181 polskich oficerów w pierwszym miejscu i od 3870 do 4465 – w drugim.

W ten sposób, kilkudziesięciu znanych nam z nazwiska funkcjonariuszy NKWD i urzędników sowieckich dopuściło się straszliwej zbrodni na polskiej elicie wojskowej i społecznej. Wykonywali oni decyzję samego kierownictwa państwa sowieckiego i radzieckiej partii komunistycznej ze Stalinem na czele. Już 5 marca 1940 r. Ławrientij Beria, podówczas Ludowy Komisarz (minister) Spraw Wewnętrznych ZSRR, skierował do Stalina notatkę. Beria stwierdził w niej, że polscy oficerowie stanowią „zdeklarowanych i nie rokujących nadziei poprawy wrogów władzy radzieckiej”. W związku z tym sowiecki minister zalecił zabicie 14,7 tys. jeńców oraz 12 tys. więźniów, bez potrzeby wzywania „skazanych”, bez przedstawiania zarzutów, a nawet bez decyzji zakończenia śledztwa i bez aktu oskarżenia.

Beria zalecił, by powołać specjalną „trójkę” do rozpatrywania i zatwierdzania spraw w ramach tego ludobójstwa, w składzie: Wsiewołod Mierkułow, Bogdan Kobułow, Leonid Basztakow. Notatkę zatwierdzili podpisami: Stalin, Woroszyłow, Mołotow i Mikojan. Pojawiły się też adnotacje o aprobacie Kaganowicza i Kalinina. Zgodnie z zaakceptowaną przez najwyższe kierownictwo sowieckie notatką Berii, decyzję w tej sprawie podjęło Biuro Polityczne Komitetu Centralnego w radzieckiej partii komunistycznej. W ten sposób ruszyła potworna, ludobójcza machina, w której wymordowano niemal 22 tys. polskich oficerów, a która do historii przeszła pod brzemienną w znaczenia nazwą Katyń. 

„I tylko pamięć została

Po tej katyńskiej nocy...

Pamięć nie dała się zgładzić,

Nie chciała ulec przemocy”

Marian Hemar, Katyń

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki