Logo Przewdonik Katolicki

Historia pewnej plotki

Adam Suwart
Fot.

Należy do najbardziej kontrowersyjnych kobiet w polskich dziejach, zaś historia opinii, jakie formułowali o niej historycy, jest dowodem na to, jak żywotna może być czarna legenda.


 

Nazwisko Bony Sforzy rozpoznawalne jest w naszym kraju nawet przez przeciętnego odbiorcę niemal od razu. Jeśli nawet nie znamy szczegółowo życiorysu tej włoskiej księżniczki, która poprzez mariaż z Zygmuntem Starym stała się polską królową, to zapewne doskonale wiemy, że jest to postać jeszcze dziś budząca spore emocje.

 

Kontrowersje

 

Rzutka zarządczyni dóbr królewskich czy chciwa intrygantka, bogacąca się kosztem polskiej szlachty; monarchini zatroskana o przedłużenie dynastii jagiellońskiej i wzmocnienie jej preponderancji w Europie, czy raczej zazdrosna matka i – co gorsza! – podstępna trucicielka kolejnych żon swego syna Zygmunta Augusta; wychowana na włoskich wzorcach kulturowych błyskotliwa humanistka, czy raczej wszetecznicą psująca polską kulturę sarmacką moralną zgnilizną Zachodu? Na te pytania odpowiadali przez wieki historycy i dziejopisarze, udzielając na ogół odpowiedzi negatywnych, odsądzając królową od czci i wiary, przypisując jej najgorsze motywy niegodnych postępków, a nawet oskarżając o zbrodnie trucicielstwa. Plotki te, rozpowszechniane szeptaną dworską propagandą, znaną już w XVI wieku i nazbyt często preparowaną na dworach ościennych mocarstw, szczególnie w Wiedniu, okazały się trwalsze niż prawda i coraz rzetelniejsze w miarę upływu czasu ustalenia historyków. Tragizmem Bony Sforzy, królowej Polski, Wielkiej Księżnej Litwy, księżnej Bari i Neapolu pani na Rossano, było to, że zginęła w sposób, który jej współcześni zarzucali jej samej - jako ofiara skrytobójczego otrucia przez swych najbliższych.

 

Urodziwa, wykształcona i… niechciana

 

Urodzona u schyłku XV stulecia Bona Sforza d’Aragona, jak wskazują same nazwiska, wywodziła się z możnych rodów włoskich. Matka – Izabela Aragońska, księżna Neapolu i Bari, księżniczka Rossano, a także pretendentka do tronu Królestwa Jerozolimy, była władczynią roztropną, której jednak niełatwo było zarządzać swymi dobrami na Półwyspie Apenińskim, wstrząsanym nieustannymi przewrotami, wojnami, zamachami, zdradami i mściwymi rozgrywkami. Zaś ojciec Bony, Gian Galeazzo Sforza, potomek słynnego kondotiera, swój temperament, władczość Sforzów i siłę woli przekazał córce raczej tylko w genach, gdyż z powodu przedwczesnej śmierci nie zdołał wywrzeć wpływu na jej wychowanie. Młoda Bona dorastała w przekonaniu, że będzie w przyszłości królową, i matka jej czyniła wszystko, by poprzez znakomite humanistyczne wykształcenie, dobrą reputację i zdolność rządzenia przysposobić córkę do ról, jakie w przyszłości będą jej przeznaczone. Ambicje matki Bony w dużej mierze spełniły się. Gdy w 1518 roku wyekspediowała ona córkę z Włoch, w przepysznym orszaku, do zimnej, tajemniczej i budzącej wówczas przestrach przemieszany z fascynacją Rzeczypospolitej, Bona Sforza, przyszła królowa Polski, była nie tylko – jak przystało na szlachetnie urodzoną Włoszkę – urodziwą niewiastą, ale też białogłową niezwykle uczoną, deklamującą z pamięci Cycerona i Horacego, a nade wszystko znającą nieznane jeszcze dobrze w Polsce nauki spod znaku Makiawela.

Uczona niewiasta nie mogła się jednak spodobać w Rzeczypospolitej. Już jej orszak przedślubny wzbudził zawiść i został skrupulatnie opisany przez kronikarzy. Tryumfalna podróż młodej królowej przez europejskie gościńce do Krakowa była jednym z najbardziej imponujących tego typu wydarzeń epoki. Dość powiedzieć, że orszak jednego tylko z kilkudziesięciu dostojników towarzyszących królowej – kardynała d’Este – liczył aż 367 koni!

 

Królowa rządzi!

 

Królowa Bona nie zadowalała się jednak pustym blichtrem, choćby najdoskonalej wyreżyserowanych dworskich spektakli. Już od początku starała się wpływać na konkretne sprawy państwowe i umacniać swoją pozycję polityczną. Jako zwolenniczka silnej, centralistycznej władzy monarszej, a do tego jako kobieta „mieszająca się do politykowania”, nie mogła zaiste znaleźć popularności pośród rzesz szlachty, tokującej na licznych sejmikach w tej prawdziwie „szlacheckiej” Rzeczypospolitej. Nie odpowiadała też wielmożom, czyli stojącym ponad szlachtą magnatom. Raziły ich liczne przywileje, które Bona Sforza „wychodziła” sobie, a raczej „wypisała” poprzez intensywną, niestrudzoną korespondencję. Mowa tu między innymi o nadanym królowej Bonie przez papieża Leona X przywileju obsady piętnastu kluczowych beneficjów kościelnych, między innymi w Krakowie, Gnieźnie, Poznaniu i Fromborku. Podobnie, jak z tego, tak i z innych przywilejów królowa szeroko korzystała, a gdy doda się do tego jej zdolność wpływania na decyzję jej dużo starszego małżonka – Zygmunta Starego, okresowo pozycja Bony była przeogromna; dzięki dynamice jej osobowości nawet większa niż samego króla, skłonnego nazbyt często do odkładania decyzji i kunktatorstwa.

 

Bogactwo dla królestwa

 

Najistotniejsze jednak jest to, że jak dowodzi trzeźwy osąd, działania Bony, wprawdzie często prowadzone w myśl zasady „cel uświęca środki”, były jednak podyktowane wyłącznie dobrem Rzeczypospolitej, chęcią wzmocnienia władzy monarszej i potęgi dynastii Jagiellonów. W pewnym momencie doszło nawet do tego, że Bona Sforza, królowa rodem z Włoch, była w większym stopniu polską patriotką, niż rodzimi magnaci, sprzedający się kilku dworom ościennym naraz i pogrążający Polskę swoimi postępkami, dyktowanymi przez żądzę zysku i godności. Bona z kolei wychodziła z przekonania, że jedną z najważniejszych rzeczy, potrzebnych do skutecznej realizacji planów politycznych i wzmocnienia władzy królewskiej, jest dostęp do odpowiednio wysokich środków finansowych, których nie traktowała jako celu samego w sobie. Postanowiła po prostu powiększyć zaniedbaną domenę dynastyczną i zgromadzić jak największy majątek królewski, co dawałoby Jagiellonom niezależność finansową. Do 1524 roku Bona posiadała już, jako nadania królewskie, księstwa pińskie i kobryńskie, dobra sieluckie i bardzo duży pas puszczy w okolicach Narwi, a jej następnym celem była rewindykacja królewszczyzn na Podlasiu. Później skupowała także liczne posiadłości na Litwie, by w końcu w latach 1536-1546 przejąć nadzór nad komorami celnymi na terenie całego Wielkiego Księstwa Litewskiego, co przynosiło ogromne dochody. Co ciekawe, wszystkie te działania prowadziła, inwestując własny prywatny majątek przekazany jej jeszcze w Bari przez matkę.

           

Trucicielka i heretyczka

 

Przeciwstawiała się aktywnie planom matrymonialnym dotyczącym jej syna, króla Zygmunta Augusta. Najpierw starała się zablokować jego ożenek z Elżbietą Habsburżanką, optując za wydaniem syna za jedną z francuskich księżniczek, co przyczyniłoby się do zaszachowania coraz agresywniejszych Habsburgów sojuszem polsko-francuskim. Później krytycznie patrzyła na namiętność syna i Barbary Radziwiłłówny, jako na związek bez przyszłości. Już współcześni – bezpodstawnie – oskarżali ją o przyczynienie się do przedwczesnej śmierci obu synowych, sugerując, że Bona kazał je otruć.

Sęk w tym, że w polityce zagranicznej była zażartą przeciwniczką Habsburgów i zwolenniczką zacieśnienia sojuszu z Francją. Bona starała się utrzymywać dobre stosunki z Portą Ottomańską i kontaktowała się z Roksolaną, najważniejszą żoną Sulejmana Wspaniałego. Cesarz w Wiedniu chciał to wykorzystać, oskarżając Bonę o sprzyjanie heretykom. Chciała Bona również ostatecznego rozwiązania sprawy Prus Książęcych poprzez ich inkorporację do Korony. Nie udało się jej zrealizować tego projektu, ale cały czas walczyła z rosnącymi wpływami Hohenzollernów w Polsce. Przepowiedziała, że problem Prus pogrąży kiedyś Polskę, co ziściło się niestety po ponad dwóch stuleciach. W latach trzydziestych udało jej się również przeprowadzić na Litwie unikatowe reformy podatkowe i rolne. Ujednoliciła m.in. powinności chłopów i jako pierwsza pomierzyła kraj według jednostki powierzchni – tak zwanej pomiary włócznej.

Nie na to patrzono jednak przez wieki, kolportując chętniej plotki, jakie przez lata panowania Bony rozpowszechniał nienawidzący ją dwór wiedeński. Sama zaś królowa, po śmierci męża poróżniona z synem, była w Polsce tak nielubiana, że opuściła kraj, udając się do rodzinnego Bari, gdzie została w 1557 roku podstępnie otruta przez własnego dworzanina Jana Wawrzyńca Pappacodę, działającego na zlecenie Habsburgów, tym razem hiszpańskich. Przez stulecia mówiono o niej na ogół źle, niejako na osłodę dorzucając tylko jej najmniejszą zasługę, jaką było sprowadzenie do Polski włoszczyzny.

 

 

 

 

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki