Od podwodów do priorytetów

Choć zdarza nam się narzekać na długie kolejki przy pocztowych okienkach, a w prasie czytamy o ginących paczkach, to z jednego na pewno możemy być dumni: pięknej historii polskiej poczty.
Czyta się kilka minut

 

Prapoczątki poczty w Polsce, podobnie zresztą, jak w większości krajów europejskich, wiążą się z dworami władców. Początkowo polscy książęta i królowie do komunikacji ze światem, szczególnie ze Stolicą Apostolską, dworem cesarskim i kancelariami monarchów państw ościennych korzystali ze specjalnych posłańców, których nazywano… komornikami.

 

Podwody Chrobrego

 

Owi komornicy są prototypem dzisiejszych listonoszy i kurierów pocztowych. Choć z tych osobliwych „usług” pocztowych nie korzystali przeciętni poddani, gdyż w swej masie przez całe stulecia byli oni niepiśmienni, to jednak cała ludność wprzężona była w pocztowo-kurierski proceder. Już w czasach Bolesława Chrobrego na terytorium rozrośniętego państwa wprowadzono tzw. podwody. Mechanizm ten polegał na zobowiązaniu lokalnej ludności do użyczania powozów i koni – gdy na miejsce przybywał kurier królewski, udawał się do domu wójta, ławnika lub innego lokalnego urzędnika, okazywał specjalny list podwodowy (rozpoznawalna była pieczęć królewska) i mógł liczyć na wymianę koni, z którymi następnie pokonywał kolejny odcinek  drogi. Taki mechanizm przetrwał aż pięć stuleci, do czasu gdy w 1564 roku Zygmunt August wprowadził odpłatność za podwody, które dotąd były obciążeniem finansowym dla miast zobowiązanych do świadczenia tego typu usług. Za czasów ostatniego Jagiellona na polskim tronie poczta zaczęła zmieniać się coraz bardziej.

 

Poczta w sprawie spadku

 

W 1558 roku ten sam król powołał do życia pierwsze stałe, polskie połączenie pocztowe. Miało ono charakter międzynarodowy i wiodło od Krakowa przez Wiedeń do Wenecji. Wykorzystano tutaj system tzw. koni rozstawnych, które ustawione w punktach co kilkadziesiąt lub kilkaset kilometrów pozostawały pod polską kontrolą i wyjęte były spod prawa lokalnego władcy. Poczta ta miała więc swego rodzaju immunitet dyplomatyczny, bo też i dyplomatycznym celom służyła. Zygmunt August tworząc królewskie połączenie Krakowa z Wenecją, uniemożliwił tranzyt listów dyplomatycznych z wawelskiej kancelarii królewskiej przez habsburskie pośrednictwo – było to o tyle ważne, że za pomocą swej korespondencji polski król zabiegał m.in. o zwrot kwot, jakie jego matka, Bona Sforza, pożyczyła Habsburgom austriackim i hiszpańskim. Notabene procesy o zwrot tego mienia i wyegzekwowanie testamentu Bony polskie dwory prowadziły jeszcze w czasach Stanisława Augusta. Pierwszym dyrektorem poczty królewskiej został dworzanin króla, z pochodzenia Włoch – Prosper Provana.

            W XVII stuleciu międzynarodowy profil połączeń pocztowych z czasów Zygmunta Augusta został uzupełniony rozbudowującą się siecią krajową. Z czasem wszystkie miasta rozległej Rzeczypospolitej, której powierzchnia okresowo obejmowała milion km kw., zostały połączone stałymi szlakami pocztowymi. Konstytucja sejmowa z 1620 roku ustanawiała obok poczty powszechnej, także pocztę partykularną – wojewódzką, miejską i powiatową. Miarą wysokiej klasy tych XVII-wiecznych usług pocztowych może być fakt ochrony prawnej dla osób je wykonujących, a także dla samych przesyłek; kto by je naruszył, stawał się więźniem starosty miejsca. Pierwsza poczta partykularna powstała we Lwowie, w okazałej kamienicy na wschodniej pierzei lwowskiego Rynku, należącej do Roberta Bandinellego, Włocha z pochodzenia. Poczta ta jednak nadal opierała się na podwodach, a zatem pozostawała uciążliwa dla miast na kolejnych przystankach pocztowej drogi. Magistraty musiały utrzymywać konie w gotowości i płacić za to ze swej kiesy.

           

Pocztylion z trąbką

 

Ten stan rzeczy zmienił w 1647 roku specjalny uniwersał pocztowy króla Władysława IV. Stanowił on, iż poza ekspedycjami do Moskwy, Tatarów i Porty Ottomańskiej, podwody zostają zniesione, a w ich miejsce stała „porządna poczta po wszystkim Królestwie”. By ją zorganizować, od miast pobierany był specjalny podatek, natomiast sama organizacja poczty leżała już w rękach dyrektora poczty. Przez ręce pocztylionów przechodziły najczęściej dokumenty handlowe i pisma polityczne. Przeto w burzliwym XVII wieku ich przechwytywanie i nielegalne przeglądanie stało się wymogiem racji stanu. Poczta zaczęła więc po raz pierwszy na taką skalę pełnić funkcję polityczną. Nie brakło też cenzury.

            Rozwiązania z uniwersału Władysława IV zmienił na fali reform w Rzeczypospolitej Stanisław August. Ponieważ sejm elekcyjny w 1764 roku zastrzegł królowi także dochody z poczty, monarcha zmuszony był pocztę sprawnie zorganizować. W tym celu zróżnicowano usługi – wymagał tego fakt, że stopniowo coraz więcej osób potrafiło pisać. Wprowadzono więc przesyłki zwykłe, szybsze od nich sztafety – złożone z rozstawionych  na odcinkach posłańców oraz „extrapoczty”, polegające na wynajmie każdorazowo dla danego celu specjalnego powozu z końmi. Rozbudowano też sieć szlaków pocztowych, z Warszawą jako punktem centralnym: osiągnęły one ponad 700 mil i było 22 takich traktów z ponad 200 stacjami pocztowymi. „Kursorom i pocztylionom” uszyto specjalne umundurowanie, jako że służyli w formacji królewskiej, a posłaniec nie mógł wyruszyć w drogę bez trąbki, z której dobywał się specjalny pocztowy sygnał. W czasach Stanisławowskich wprowadzono też w miejsce lakowych specjalne pieczęcie tuszowe, które umożliwiały identyfikację miasta nadania przesyłki. Chcąc chronić pocztę dystrybuowaną na polskim terytorium przed szpiegami, król poddał ją kontroli policji. Tak zorganizowana poczta należała wówczas do najlepszych tego typu instytucji w Europie.

            Mimo upadku Rzeczypospolitej wskutek zaborów poczta nadal rozwijała się na terenach polskich. Wprawdzie trzej zaborcy mieli odrębne systemy pocztowe, ale zbliżająca się industrializacja, epoka przemysłowa, a także stopniowe zmniejszanie się analfabetyzmu w społeczeństwie sprawiły, że przez cały okres zaborów rola poczty wzrastała, a jej struktury rozbudowywały się.

            W odrodzonej II Rzeczypospolitej urzędnicy pocztowi cieszyli się prestiżem i należeli do najbardziej szanowanych funkcjonariuszy państwowych. Poczta sprofesjonalizowała się, powstało Ministerstwo Poczt i Telegrafów, a także ogólnopaństwowe przedsiębiorstwo pocztowe. Patriotyzm urzędników pocztowych międzywojennej Polski przejawił się we wrześniu 1939 roku m.in. w słynnej obronie poczty gdańskiej. Dziś, gdy poczta dysponuje nowoczesnymi, sortowniami setek tysięcy listów, i gdy list priorytetowy pokonuje kilkaset kilometrów w ciągu jednej doby, trudno nam wyobrazić sobie, że kiedyś tę drogę kilkadziesiąt podwodów pokonywało w kilka tygodni.

 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 12/2010