Logo Przewdonik Katolicki

Za Bydgoszcz!

Adam Gajewski
Fot.

Druga połowa września 1939 r. Obóz jeńców polskich w Żyrardowie. Na Stadionie Sportowym skupionych 30 tys. ludzi. Ciasno tak, że jeden o drugiego się ociera. Tu i ówdzie widać sylwetkę oficera zgubionego w tym tłumie szarych mundurów. Nikt już nie zwraca uwagi na szarżę. Nędza, bród, smród i niepewność jutra wszystkich zrównała. Jeńcom dokucza głód. [..] W tym bezimiennym tłumie odnajdują się żołnierze bydgoskiego Batalionu Obrony Narodowej.

Jeńcy opowiadają teraz o ostatnich walkach i uważają swoje ocalenie za wyjątkowe szczęście i opiekę Opatrzności. Po obozie krążą pogłoski, że jeńcy będą zwalniani do domów, skoro tylko padnie Warszawa. Mówi się, że pierwsi mają wracać Pomorzanie. Potem twierdzi się, że pierwszy transport pojedzie do Bydgoszczy. Jeńcy z innych miast i ziem z zazdrością patrzą na bydgoszczan.

Po południu 21 września przychodzą Niemcy z rozkazem komendantury: - Batalion bydgoskiej Obrony Narodowej wystąpić!

Wszyscy występują. Mieszają się z nimi żołnierze innych pułków, by przemycić się do pociągu i razem z tymi szczęśliwcami pojechać na wolność. […]

 

Jedna łyżka strawy

 

Pochód rusza pod eskortą niemieckich żołnierzy na szosę w stronę Sochaczewa. Pierwszy niepokój ogarnia jeńców. Po co prowadzą nas do Sochaczewa, kiedy w Żyrardowie jest stacja?

Niepokój ten się wzmaga, kiedy w połowie drogi podwojono eskortę. Sochaczew. Odprowadzono ich za druty. Głód wszystkim dokuczał, a niepokój nie pozwalał spać. Rankiem jakiś żołnierz niemiecki przyniósł do podziału menażkę makaronu zimnego. Jak to podzielić? Każdemu dostała się sprawiedliwie jedna łyżka klajstrowatej strawy.

 

Odlicz!

 

Szpaler żandarmów otacza batalion. Na każdą czwórkę przypada jeden uzbrojony po zęby Niemiec. Prowadzą jeńców pod jakieś zabudowania […]. Grupie oficerów niemieckich przewodzi pewien major. Ten poleca kapitanowi Kłosowskiemu, jako najstarszemu sprawdzić, czy wszyscy należą do jego batalionu. Kapitan kroczy wzdłuż jeńców i eliminuje tych, którzy dostali się tu przypadkowo. Żaden się nie sprzeciwia. Perspektywa wyjazdu prysła przecież, a nad głowami wisi cos złego. Pada komenda: - Odlicz!

179 ludzi liczy batalion przerzedzony w bojach.

 

Zawrócony

 

Przesłuchy trwają przez cały dzień. Zbliża się wieczór. Wychodzi niemiecki major ze świtą oficerów. Kazano batalionowi wstać i się wyrównać. Major przechodzi wzdłuż szeregu: - Kto był sanitariuszem, wystąp! Kto ma wśród przodków Niemca? Kto ma żonę Niemkę? Kto kończył gimnazjum niemieckie? Wszyscy oficerowie, wystąpić!

Kiedy wyczerpał zakres pytań, podchodzi do każdego z jeńców z osobna i zamienia z nim kilka słów. Niektórym każe wystąpić i zależnie od swego uznania kieruje to na lewo, to na prawo. Ja pozostaję w grupie najliczniejszej, która ostała się w środku.

Wreszcie wydaje się majorowi, że grupa na prawo jest dość liczna. Każe odliczyć. 51 chłopa. – Pięćdziesiąty pierwszy wystąp! Wrócić do swego batalionu!

Kazano pięćdziesiątce odmaszerować.

 

To nasi giną!

 

Batalion w liczbie 129 ludzi wrócił za druty. Żołnierze siedzieli skupieni przy ogniskach, lecz nikt nie wyrzekł sowa. […] Za chwilę słychać salwę z karabinu maszynowego. To nasi giną.

Czuję się strasznie osamotniony… jak nigdy do tej pory. Pozostałem sam jeden z drużyny, która pod koniec sierpnia w liczbie 14 wyruszyła na linię.

Myślę o was dzielni druhowie… Niech wam miasto wasze nie zapomni tej ofiary!                           

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki