Logo Przewdonik Katolicki

Tajemnice żnińskiego kościoła

Monika Białkowska
Fot.

Remonty to jedno, ale najważniejsze jest, że w parafii cały czas rozwijało się życie religijne mówi już na początku naszej rozmowy ks. Stanisław Talaczyński, proboszcz parafii pw. NMP Królowej Polski, który tydzień wcześniej odbierał w Warszawie prestiżową nagrodę Modernizacja Roku 2009 za doskonałe odnowienie dawnego kościoła protestanckiego i przystosowanie go do potrzeb kultu katolickiego.

 

Kiedy tu przyszedłem, w parafii działała wspólnota Żywego Różańca i koło Ruchu Kultury Chrześcijańskiej „Odrodzenie”. W międzyczasie powstał parafialny zespół Caritas, Towarzystwo św. Wojciecha, Stowarzyszenie Wspierania Powołań Kapłańskich, Stowarzyszenie Małżeństw „Gianna” – opowiada ks. Talaczyńki. – W ciągu kilku lat, podczas organizowanych przez parafię wydarzeń kulturalnych, odwiedzili nas m.in. Anna Seniuk, Grażyna Barszczewska, Krzysztof Kolberger, rekolekcje prowadził Jan Budziaszek, śpiewały zespoły Deus Meus i Siewcy Lednicy. A remont był po prostu wymogiem chwili i kiedy go zaczynaliśmy, nie miałem pojęcia, że będzie to aż taki ogrom prac i taki efekt – mówi proboszcz nagrodzonego kościoła.

 

Ile się dało

Parafia ta rzeczywiście tętni życiem, gdyż już w dzień powszedni na porannej Mszy św. kościół wypełniony jest wiernymi. Teraz parafianie modlą się w pięknej świątyni, ale kilka lat temu było zupełnie inaczej. Na podłogach wyłożone było lastryko, na ścianach boazeria i dziewięć grubych warstw olejnej farby. W kościele panowała wilgoć, a strużki wody  spływały po ścianach.

- Nie można mówić, że moi poprzednicy nic nie robili – tłumaczy ks. Talaczyński. – Oni robili wszystko, co mogli zrobić w tamtych czasach. Wtedy były takie a nie inne techniki, a o każdy worek cementu trzeba było walczyć. Ks. Władysław Dopierała przeprowadził tu generalny remont, ks. Jan Tadych pozyskał teren pod plebanię i rozpoczął jej budowę, ks. Jan Janik dokończył budowę plebanii oraz wymienił dachówkę na kościele. To wszystko były ważne i potrzebne prace, wykonane najlepiej, jak się wówczas dało.

 

Tajemnica Dominika

- W miejscu tej świątyni stał niegdyś przez 500 lat kościół dominikański – opowiada ks. Talaczyński. – Kiedy przyszedłem tu jako proboszcz, zrobiło to na mnie duże wrażenie, bo w młodości myślałem najpierw o wstąpieniu do dominikanów. Dziś w kościele, w bocznym ołtarzu, mamy wstawioną figurę św. Dominika, pochodzącą prawdopodobnie z dawnego klasztoru. Rzeźbę tę odnalazł w 1964 r. miejscowy lekarz, który podczas wizyty domowej zainteresował się chwiejącym się progiem domu. Po odwróceniu progu okazało się, że kryje on postać św. Dominika. Dziś odrestaurowany św. Dominik ma swoje miejsce w kościele, miejmy nadzieję, że już na zawsze.

 

Tajemnica krzyża

- Krzyż wiszący nad ołtarzem to też zadziwiająca historia – śmieje się żniński proboszcz. – Kiedy już kończyliśmy remonty i myśleliśmy o wystroju, zwróciłem się do dyrektora gnieźnieńskiego Muzeum Archidiecezjalnego. Ks. Bogacz zaprosił mnie do siebie, mieliśmy przejrzeć krzyże w zasobach muzealnych i zdecydować, który mógłby do naszego kościoła pasować. Pojechałem. Kiedy oglądałem krzyże, zwróciłem uwagę na jeden tylko krucyfiks – a gdy ściągnęliśmy go z ściany, z tyłu dostrzegliśmy napis „Żnin”… Okazało się, że krzyż ten wisiał przez lata w kruchcie kościoła św. Marcina w Żninie, choć jego kształt i proporcje wskazują na to, że nie był krzyżem przeznaczonym do kruchty, ale na belkę tęczową. Dlatego istnieje duże prawdopodobieństwo, że dominikanie w chwili kasaty zakonu, kiedy rozwozili po okolicznych kościołach to, co mieli cennego, oddali krzyż do kościoła św. Marcina. I dziś, okrężną drogą przez Gniezno, wrócił na swoje miejsce.

 

Trochę historii

O dominikańskiej historii miejsca nie sposób tutaj zapomnieć. W kościele jest obraz Matki Bożej Gankowej, wiszący dawniej w krużgankach klasztornych, jest św. Dominik i krzyż, a w witrażach i na intarsji znajduje się dominikański herb. Po samym klasztorze nie ma już śladu – został wyburzony po kasacie zakonu. Ziemię sprzedano miejscowej wspólnocie protestanckiej, która wybudowała tu najpierw mniejszy, a potem większy kościół, który stoi do dziś i w 2009 r., kiedy był konsekrowany, obchodził stulecie swojego istnienia.

- Z czasów protestanckich został oczywiście sam kościół ze swoim wystrojem, organami, witrażami – mówi ks. Talaczyński. – Ale dostosowując ten kościół do kultu katolickiego, chciałem wyeksponować lektorium w taki sposób, żeby wystawić księgę Pisma Świętego: żeby była ona ciągle otwarta i dostępna dla ludzi, żeby można z niej było czytać. To też jest takie małe, praktyczne nawiązanie do protestanckiej przeszłości kościoła.

 

Tajemnica ludzi

- Jeszcze w poprzedniej parafii poznałem bardzo ciekawych ludzi, konserwatorów, Solidę i Annę Lim – mówi ks. Talaczyński. – To między innymi za ich pracę kościół zdobył nagrodę w konkursie „Modernizacja Roku”. Solida jest Khmerem, od kilkunastu lat mieszka w Polsce, w Toruniu. Kiedyś był człowiekiem niewierzącym, dziś jest katolikiem, prześcigającym nas w dojrzałości wiary, w zaangażowaniu, uczciwości, solidności pracy. Naprawdę życzyłbym każdemu kościołowi znalezienia takiego fachowca, profesjonalisty z ogromnym wyczuciem sacrum. To dzięki Solidzie udawało się wykonywać wszystkie prace bez zamykania kościoła – cały czas, mimo skuwania tynków, zdejmowania boazerii i posadzki czy opalania farb olejnych ze ścian w kościele były odprawiane Msze św. Krótko przed każdą Eucharystią wszystko było sprzątane, żeby kilka godzin później znów był taki sam bałagan. I tak każdego dnia…

 

Tajemnica pieniędzy

Wielkie prace w żnińskim kościele rozpoczęły się od wpisania kościoła do rejestru zabytków. To umożliwiło pozyskanie dużej pomocy w zakresie doradztwa przy remontach, ale samo wsparcie finansowe było już bardzo niewielkie.

- Najważniejszą zasadą była przejrzystość finansowa – tłumaczy ks. Talaczyński. – W każdą drugą niedzielę miesiąca zbieraliśmy pieniądze na remont, a ludzie doskonale wiedzieli, na co te środki są przeznaczane, na koniec każdego roku bowiem robiliśmy szczegółowe podsumowanie. Przy okazji modernizacji kościoła wyremontowaliśmy plebanię, nowe biuro parafialne, wymieniliśmy wszystkie okna. Ale przyznam szczerze, ofiarność ludzi i instytucji z miasta była tak wielka, że do dziś się dziwię i nie wiem, skąd te pieniądze się wzięły. Zresztą to wszystko i tak nie miałoby sensu, gdyby nie prowadzona cały czas praca duszpasterska. Kiedy wiem, że nasz parafialny Caritas wydał w zeszłym roku 30 ton żywności dla potrzebujących – to jest prawdziwa radość.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki