W domach z kartonu?

Heroizm, dobroduszność, zaufanie, bezinteresowność cnoty z lamusa… Na szczęście u niektórych są jeszcze na porządku dziennym. Zwykło się ich nazywać Bożymi szaleńcami wariatami, którzy postawili swoje życie na jedną kartę. Na miłość wobec bliźniego. To właśnie oni misjonarze w cichej i mozolnej pracy budują lepszy świat dla opuszczonych, biednych, chorych… Tak, istni wariaci…
Czyta się kilka minut

 

Heroizm, dobroduszność, zaufanie, bezinteresowność – cnoty z lamusa… Na szczęście u niektórych są jeszcze na porządku dziennym. Zwykło się ich nazywać „Bożymi szaleńcami” – „wariatami”, którzy postawili swoje życie na jedną kartę. Na miłość wobec bliźniego. To właśnie oni – misjonarze w cichej i mozolnej pracy budują lepszy świat dla opuszczonych, biednych, chorych… Tak, istni „wariaci”…

 

A gdyby tak cofnąć się do czasów Zygmunta Starego… Polska świętowała inkorporację Mazowsza oraz hołd pruski w roku 1525. Kościół oczekiwał na Sobór Trydencki, a Europa spoglądała łakomym wzrokiem na linię horyzontu, poza którą czekały nowe, nieodkryte ziemie. Właśnie wtedy – w roku 1524 Europejczycy dotarli nad brzegi Parany – do serca kontynentu południowoamerykańskiego, a nieco ponad 10 lat później Hiszpanie założyli miasto o nazwie Wniebowzięcie – Asuncion, będące obecnie stolicą Paragwaju, jednego z najuboższych krajów tego kontynentu.

 

Ot, taka tam parafijka…

W Ameryce Łacińskiej od początku swej pracy misyjnej posługuje ojciec Marcin Dusiński CSSp. Miejscem jego „zadomowienia” jest San Lorenzo, satelickie miasto przylegające do Asuncion, gdzie znajduje się parafia Matki Bożej Różańcowej. – To „nieduża” wspólnota licząca około 50-60 tysięcy mieszkańców, choć niektórzy twierdzą, że ma ich 80 tysięcy. Składa się z 13 wspólnot, z których każda posiada własną kaplicę i wokół których organizuje się życie wspólnotowe – nie tylko na płaszczyźnie religijnej, ale też społecznej, w szerokim tego słowa znaczeniu. Większość mieszkańców parafii to ludność napływowa z terenu całego kraju, która pozostawia swoje domy i ziemię na wsi, szukając lepszego życia w mieście, a właściwie na jego obrzeżach. Na początku tworzą tzw. „asentamieto”, tzn. miejsca, gdzie okupują teren prywatny bądź państwowy, budując bez legalnego pozwolenia prowizoryczne domki z kartonu, papieru, drewna… Brak tu praktycznie wszystkiego, w tym prądu, wody i kanalizacji. W miarę upływu czasu warunki stopniowo się poprawiają. Powstają specjalne komisje, które usiłują wprowadzić nieco zdobyczy współczesnej cywilizacji – tłumaczy ojciec Marcin.

 

Ogromne potrzeby duchowe

Praca misjonarza w takich realiach charakteryzuje się – prawdopodobnie wszędzie – pewną znamienną i niezwykle istotną cechą – brakiem czasu. Ogrom obowiązków sprawia, że praktycznie przez siedem dni w tygodniu, z krótkimi przerwami na posiłek i odpoczynek (o ile taki w ogóle się zdarza…), sprawy duszpasterskie oraz „pokrewne” wypełniają go szczelnie. Ojciec Marcin ma ponadto pod opieką budujący się kościół parafialny Virgen del Rosario oraz kaplice: san Francisco, Sagrada Familia, Virgen Stella Maris, san Juan Bautista i Virgen de la Mercem. – Tworzą się coraz to nowe grupy, prace budowlane idą pełną parą… Tak, jestem pełen podziwu wobec parafian – ich determinacji w organizowaniu wspólnot i miejsc kultu, przemożnej chęci posiadania w miejscu, gdzie mieszkają, własnej kaplicy, która niejednokrotnie staje się centrum życia okolicznych mieszkańców. Naturalnie, jest pomiędzy nimi pewna grupa tych, którzy wobec Boga przechodzą obojętnie, jak również spora grupa tych, którzy poddali się działaniu rozmaitego rodzaju sekt – silnie tutaj obecnych. Nie zmienia to jednak obrazu społeczności, w całym swym życiu wyraźnie skierowanej ku Bogu i wykazującej ogromne potrzeby duchowe. Potrzeby – należy dodać – wzmacniane ubóstwem materialnym – dodaje ojciec Dusiński.

Dom – to i plebania, i budynek nowicjatu, aktualnie bez nowicjuszy. Na zdjęciach widać powódź tropikalnej roślinności – krzewów, kwiatów i drzew owocowych oraz charakterystyczny skrót „CSSp” wycięty wprawną ręką w ścianie zielonego żywopłotu.

 

Szara rzeczywistość

Historia Kościoła paragwajskiego wpisana jest w bogate i dramatyczne zarazem dzieje tego stosunkowo małego, niespełna siedmiomilionowego kraju, zajmującego niewiele ponad 400 tysięcy km2 powierzchni. To historia związana z pierwszymi hiszpańskimi kolonizatorami, redukcjami jezuickimi, z proklamacją niepodległości 15 maja 1811 roku czy wojną z trójprzymierzem Brazylii, Argentyny i Urugwaju w latach 1864-1870, w wyniku której Paragwaj stracił znaczną część terytorium oraz 90 procent wszystkich mężczyzn, dużą liczbę kobiet i dzieci – łącznie 2/3 populacji.

Sama stolica, Asuncion, licząca ponad sześćset tysięcy mieszkańców, w zestawieniu z resztą kraju, miejscami sprawia wrażenie wyciętej z folderu reklamującego zupełnie inne miejsce na kuli ziemskiej. Zadbane ulice, ogromne centra handlowe, lśniące czystością restauracje o nowoczesnej architekturze i przepiękne zabytki epoki kolonialnej. Sielanka niknie jednak w miarę zbliżania się do budynków władzy centralnej, parlamentu i pałacu – będącego siedzibą prezydenta, bo bezpośrednie sąsiedztwo, dosłownie przez ogrodzenie, to zupełnie inne miasto. Rudery zlepione naprędce z materiałów, bynajmniej nie budowlanych, lecz nadających się wprost na wysypisko śmieci, wszechogarniający brud i bałagan. Tak wygląda dzielnica bezprawia i przestępczości. Dzielnica dzieci imających się rozmaitych zajęć, byle tylko zdobyć kilka centimos na utrzymanie, ale też miejsce, które w podobnym stanie funkcjonuje od kilku już pokoleń. I to pomimo zmieniających się przywódców… Obecnie jako prezydent kraju występuje autentyczny i gorliwy rzecznik całego narodu, były biskup jednej z najbiedniejszych paragwajskich diecezji – Fernando Lugo. Wydaje się, że owa niemoc to kontynuacja starych struktur feudalnych zakorzenionych głęboko w świadomości, krępujących ten naród od wieków, przybierających dziś formę powszechnej korupcji oraz bezpardonowej walki o zyski.

– Tak to wygląda. Nie jest łatwo, ale przecież znalazłem się tam po „coś”. Nikt nie dawał nam gwarancji „łatwego” życia. Chodzi o to, by było ono piękne i pożyteczne, o co sami musimy się postarać – dodaje ojciec Marcin.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 34/2010