Logo Przewdonik Katolicki

Gruzińska rocznica

Maria Przełomiec
Fot.

8 sierpnia mija 2. rocznica gruzińsko-rosyjskiej wojny na Kaukazie. W jej wyniku Gruzja straciła dwie zbuntowane prowincje Osetię Południową i Abchazję. Kontrolę nad obiema przejęła Moskwa.

8 sierpnia mija 2. rocznica gruzińsko-rosyjskiej wojny na Kaukazie. W jej wyniku Gruzja straciła dwie zbuntowane prowincje – Osetię Południową i Abchazję. Kontrolę nad obiema przejęła Moskwa.


 

   Wydawało się, że przegrana wojna ostatecznie zakończy karierę znienawidzonego przez Kreml prezydenta Micheila Saakaszwilego. Stało się jednak inaczej.

   Większości Polaków Gruzja kojarzy się jednoznacznie - zbombardowane przez Rosjan Gori, ostrzelany konwój z prezydentem Kaczyńskim. No i może jeszcze gruzińskie wino, które wypadało kupować po wprowadzonej przez Rosję blokadzie gospodarczej.

   Tymczasem, jak mogłam przekonać się ostatnio na własne oczy, obecna Gruzja to jedno z najlepiej rozwijających się i najbliższych Zachodowi państw byłego ZSRR. Pocieszający dowód, że tzw. kolorowe rewolucje mogą jednak zakończyć się sukcesem.

  Potwierdzają to zarówno dotyczące Gruzji statystki, jak i moje własne obserwacje poczynione w czasie niedawnej wizyty. Wizyty podczas której udało mi się zobaczyć większą część kraju, od |Tbilisi po Imertię, od Swaneti, czyli wysokiego Kaukazu, po adżarskie Batumi nad Morzem Czarnym. A ponieważ moja poprzednia gruzińska wyprawa miała miejsce 14 lat temu, łatwo było porównywać.

 

 

Gruzja wczoraj i dziś

Gruzja lat 90.to było państwo upadłe. Z Abchazją, w której stacjonowały składające się wyłącznie z Rosjan siły pokojowe, ze zbuntowaną Osetią Południową, z niekontrolowanym mafijnym parapaństwem w Adżarii rządzonej przez dogadującego się z Rosją Asłana Abaszydze, wreszcie ze znajdującymi się na gruzińskim terytorium rosyjskimi bazami. To był kraj po trzech wojna domowych, gdzie nie działało praktycznie nic, ani infrastruktura, ani rządowe instytucje, ani gospodarka. Gdzie korupcja była legendarna nawet na traktującym łapówki jako coś normalnego postsowieckim terytorium. Rządzący wówczas prezydent Szewardnadze nie chciał, czy też nie mógł, opanować niszczących państwo mafijnych układów.

  Piszę o tym wszystkim, by uświadomić, z jakiego poziomu startowała w 2003 r. naprawa gruzińskiego państwa. Bo co prawda bezpośrednią przyczyną ówczesnej rewolucji róż stało się sfałszowanie wyborów parlamentarnych, jednak głównym jej celem była odbudowa kraju oraz integracja Gruzji z Zachodem.

   Nowo obrany prezydent Saakaszwili zaczął szybko wprowadzać radykalne reformy zarówno społeczne, jak i gospodarcze. Reformy drastyczne, niełatwe dla obywateli, ale konieczne. Jednocześnie Tbilisi zacieśniało współpracę z Unią, Stanami Zjednoczonymi, konsekwentnie dążyło do NATO.

  W rezultacie przed wojną 2008 r. Gruzja z 10-procentowym wzrostem gospodarczym była jednym z najszybciej rozwijających się państw europejskich. Bank Światowy umieścił ją wówczas na 18. miejscu listy porównującej kraje świata pod względem łatwości i bezpieczeństwa prowadzenia działalności gospodarczej. Gruzini wyprzedzili Belgię, Niemcy i Francję, o Rosji nie wspominając. Działo się tak mimo wprowadzonej w 2006 r. przez Moskwę całkowitej blokady gospodarczej. Gruzja nie tylko wyszła z niej obronną ręką, ale zdołała także uniezależnić się od rosyjskich dostaw surowców energetycznych. Budowanymi przy wydatnej amerykańskiej pomocy rurociągami Baku-Tbilisi-Cejhan oraz Baku-Tbilisi-Erzurum popłynęły przez Gruzję do Turcji azerska ropa i gaz.

    Nie mniejszy od gospodarczego sukces odniósł Saakaszwili w walce z korupcją. W 2009 r. na liście Tansparency International Gruzja (66. miejsce ) wyprzedziła nie tylko wszystkie kraje WNP, ale także członków UE takich jak Bułgaria, Rumunia czy Grecja. Tak było do sierpnia 2008 r.

 

Kraj budowy

   Wojna z Rosją, a potem światowy kryzys odbiły się na gruzińskiej gospodarce. Do już istniejących 250.000 uchodźców z poprzednich konfliktów doszło 80.000 nowych uciekinierów, bezrobocie wzrosło do niemal 40 proc., wycofała się część zagranicznych inwestorów. W zeszłym roku Gruzja odnotowała ujemny wzrost gospodarczy - 3,9 proc., ale już w pierwszym kwartale 2010 r. tenże wzrost wyniósł 4,5 proc. Co prawda Bank Światowy twierdzi, że Gruzini zawyżają dane, tu jednak już mogę powołać się na własne obserwacje.

   Gruzja z mojej podróży to kraj budowy. I nie chodzi tu tylko o główne miasta jak Tbilisi czy Batumi. Remontowane są ważne szlaki turystyczne takie jak chociażby droga do kaukaskiej Mestii - miejsca wymarzonego na uprawianie sportów zimowych i wysokogórskich wspinaczek. Szybko poprawia się infrastruktura hotelowa. Przy czym prócz klasycznych europejskich moteli wyrastają jak grzyby po deszczu „guesthouse”. Sama mieszkałam w Kutaisi (stolica starożytnej Kolchidy) właśnie w takim malutkim rodzinnym pensjonacie, bardzo czystym i ze świetną kuchnią. Na jego budowę właścicielka, miła, starsza pani dostała specjalny, niskooprocentowany, państwowy kredyt.

   Wszystko to sprawia, że Micheil Saakaszwili, który dużo stracił w oczach swoich ziomków po sierpniowej wojnie, teraz znowu cieszy się ich niekłamaną sympatią. Podobnie zresztą jak jego prozachodnie dążenia. Majowe wybory samorządowe praktycznie wygrane przez związany z prezydentem Zjednoczony Ruch Narodowy najlepiej to potwierdzają. Tym bardziej że w przeciwieństwie do poprzednich te wyborów nie zostały oprotestowane przez opozycję.

  Gruzińska opozycja jest zresztą słaba i podzielona. Najpoważniejszy z jej grona były ambasador w USA Irakli Alasania, który ubiegał się o fotel mera Tbilisi przegrał z proprezydenckim kandydatem. Inni znani liderzy zaczęli szukać poparcia w Moskwie, zdaniem politologów ostatecznie grzebiąc w ten sposób swoje gruzińskie szanse.

  Natomiast majowe wybory samorządowe miały jeszcze jeden ważny aspekt, przywróciły Micheilowi Saakaszwilemu wiarygodność na Zachodzie.

  Oczywiście nie wszystko wygląda idealnie. Gruziński prezydent popełnił w czasie swych rządów poważne błędy. Były naciski na media, brutalne rozpędzenie demonstracji opozycji w 2007 r., wreszcie sprowokowana przez Rosję, ale rozpoczęta przez gruzińską stronę wojna.

 Niemniej trudno zarzucić Saakaszwilemu tak typowe dla tego regionu korupcję, finansowe machlojki czy brutalne tępienie przeciwników. Gruzja pod jego rządami stała się krajem spełniającym właściwie wszystkie zachodnie standardy.

 

Gruzińskie aspiracje

   Oczywiście Tbilisi na razie nie ma co marzyć o NATO czy UE, przede wszystkim dlatego, że Zachód nie będzie wspierał tych dążeń.

  Pomoc demokratycznego świata może być jednak dla przyszłości Gruzji decydująca. Z jednej prostej przyczyny, prozachodnia, demokratyczna Gruzja jest dla Rosji bardzo trudna do zaakceptowania. Cóż za fatalny przykład dla strategicznego południowego Kaukazu, o innych członkach WNP nie mówiąc. To właśnie sprzeciw Moskwy, a nie jakieś braki z gruzińskiej strony,stał się powodem zablokowania na bukareszteńskim szczycie NATO przyznania Tbilisi MAP, czyli planu działań na rzecz członkostwa. Zdaniem części ekspertów była to jedna z głównych przyczyn wybuchłej cztery miesiące po natowskiej konferencji wojny. Gruzji udało się przezwyciężyć jej skutki, znowu jest w gronie liderów. Jeden z zagranicznych tygodników nazwał niedawno Tbilisi europejskim Singapurem. Gruzja to kraj, który udowodnił, że nawet sowiecka przeszłość nie jest w stanie przeszkodzić w normalnym rozwoju i może właśnie dlatego tak bardzo nienawidzą gruzińskiego prezydenta rosyjscy przywódcy.

 

 

 

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki