Logo Przewdonik Katolicki

Tłoki Pięknej Heleny

Natalia Budzyńska
Fot.

Dwa razy dziennie z Poznania do Wolsztyna można przejechać się pociągiem ciągniętym przez najprawdziwszy parowóz. Takich tras w Europie już nie ma.

 


 

Należałoby niestety szybko dodać: jak się ma szczęście, to na parowóz można trafić, ostatnio bowiem coraz częściej zastępuje go zwykła spalinówka. Pesymiści twierdzą, że już niedługo zamiast buchającej parą lokomotywy wyjadą jedynie szynowozy, których miłośnicy kolei w ogóle nie nazywają pociągami. Piękna czarna lokomotywa nie wyjeżdża na trasę, ponieważ jest w coraz gorszym stanie technicznym i często się psuje, naprawy są bardzo drogie, a właścicielowi nie zależy na zabytku, tylko na eksploatacji. Pociąg ma jeździć. Miejsce zabytków jest w muzeum. Tyle że muzeów kolejnictwa i kolejowych skansenów na świecie jest całkiem sporo, ale parowozownia, z której codziennie wyjeżdża parowóz w planową trasę, tylko jedna.

 

Znawcy parowozowego wnętrza

Od czternastu lat w Wolsztynie odbywa się „Parada parowozów” – kto chce zobaczyć kilkanaście parowozów „pod parą” i w ruchu, koniecznie niech przyjedzie do Wolsztyna na początku maja. Widok rzeczywiście zapiera dech w piersiach, o czym co roku przekonują się tłumy turystów. Wielu z nich przyjeżdża specjalnie w tym czasie z całej Europy. Jednak mimo wszystko nie ma to jak samotna wycieczka codziennym pociągiem ciągniętym przez parową lokomotywę. Trasa z Wolsztyna do Poznania ma 112 lat, po drodze mijamy urocze zapomniane stacyjki z czerwonej cegły: wiele z nich wciąż jeszcze stoi, choć tylko niektóre zdołały obronić się przed chamskim grafitti. Widok dymów snujących się za oknem wagonu, jego specyficzny zapach no i odgłosy ruszającego ze stacji parowozu to niezapomniane przeżycie. Natomiast w Wolsztynie, w zwykły dzień, można być świadkiem parowozowej codzienności. Kto nie widział stojącej „pod parą” lokomotywy, ten nidgy nie zrozumie, że można się w takiej maszynie zakochać. Toż to żywy organizm, a nie żadna kupa blachy! Gdzieś tam syczy, posapuje, z jednej strony bucha para, z drugiej kapie woda. Żeby parowóz mógł wyjechać w trasę, trzeba zacząć go rozpalać co najmniej 24 godziny wcześniej.

Miłośnicy parowozów doskonale je znają: odróżniają typy, na poczekaniu opowiedzą historię każdego. Niektórzy przyjeżdżają na kilka dni, mieszkają na terenie parowozowni i pomagają pracownikom w utrzymaniu lokomotyw. Słynny jest przypadek starszego pana z Japonii, profesora uniwersytetu, którego często można spotkać w roboczym kombinezonie i w lokomotywie – dorzuca węgiel do kotła. Widziałam na własne oczy.

Jeden z fascynatów, Howard Jones z Anglii, założył stowarzyszenie „The Wolsztyn Experience”, poprzez które dofinansowuje remonty parowozów. Dostał nawet za to wysokie odznaczenie od … Królowej Brytyjskiej Elżbiety II. Prawdziwymi znawcami są oczywiście pracownicy parowozowni – to oni znają parowóz od środka. Niestety, jest ich coraz mniej, etaty są wciąż redukowane, pensje niewielkie, więc nikt młody nie ma ochoty uczyć się tej sztuki. Niedługo więc może być tak, że ostatni maszyniści i znawcy parowozowego wnętrza, przejdą na emeryturę i nikogo już swego rzemiosła nie będą mogli nauczyć.

 

Pm36

Parowóz pośpieszny z 1937 r. mógł rozwinąć szybkość 130 km/godz! Seria parowozów polskich Pm36 była naszą wielką chlubą, do dziś jeden z nich jest wciąż używany, a wolsztyńska parowozownia jest z niego szczególnie dumna – to słynna „Piękna Helena”, czyli Pm36-2.

W latach 30. XX w. modne stały się w Europie szybkie lokomotywy w obudowie aerodynamicznej. Polska też chciała mieć taką. Prace rozpoczęły się pod nadzorem prof. Adama Xiężopolskiego i z udziałem inż. Kazimierza Zembrzuskiego w 1936 r. Rok później gotowe były dwie maszyny serii Pm36. Jeden z nich posiadał otulinę aerodynamiczną, drugi – nie. Właściwie był jej pozbawiony jedynie dla celów porównawczych – ta lokomotywa to właśnie dzisiejsza  „Piękna Helena”. 

Pm36-1 na Wystawie Techniki i Sztuki w Paryżu, w 1937 r., zdobył złoty medal. Do wybuchu II wojny światowej pracował dla PKP, czasami nawet ciągnął pociąg Nord Express na trasie Warszawa – Zbąszyń. Jego późniejszy los był smutny – w 1942 r. po awarii został przewieziony do Rzeszy, gdzie poddano go różnym doświadczeniom, a w końcu złomowano. Plotki mówią, że przejęli go Rosjanie i nawet jeździł na szerokich torach.

Drugi egzemplarz Pm36, ten bez otuliny, miał więcej szczęścia, bowiem przetrwał wojnę (ciągnął pociągi w okolicach Lwowa, ale i w Austrii) i ciągle jeszcze jeździł do 1965 r. Przez wiele lat był eksponatem w jednym z najsmutnieszych muzeów naszego kraju – Muzeum Kolejnictwa w Warszawie. Lokomotywy i stare wagony stoją tam jakby porzucone i zaniedbane. Do dziś nic się tam nie zmieniło. A przeciaż zgromadzono tam prawdziwe skarby, jak np. jedyną zachowaną lokomotywę niemiecką z serii Pm3, przypominającą trochę jakiś kosmiczny pojazd.

„Piękna Helena” znów miała szczęście – w 1995 r. została poddana gruntownej odbudowie i przekazana do parowozwni w Wolsztynie. Wiernie odwzorowano wszystkie szczegóły jej wyglądu: mosiężne tabliczki, osprzęt kotła, oznaczenia. Została pomalowana na jasnozielony kolor (taki kolor miały parowozy kolei brytyjskich) i nadano jej imię… właśnie „Piękna Helena” – ku czci żony jednego z angielskich sponsorów kolejnej naprawy parowozu. Dziś Pm36-2 wrócił do swojego pierwotnego koloru – jest rzeczywiście piękny, czarny i błyszczący.

Wciąż jest sprawny – prowadzi pociągi specjalne do Kołobrzegu, Gdyni i Wrocławia, czasami można też „Piękną Helenę” spotkać na zwykłej trasie Wolsztyn-Poznań. Jeśli się ma szczęście.

 

 

 

 

Miłośników starych parowozów jest zadziwiająco dużo. Na forach internetowych dyskutują o wszystkim. Wiedzą, które parowozy są obecnie w naprawie, a które stoją „pod parą”, jak są skonstruowane i dlaczego się psują. Dla chętnych, którzy marzą o tym, by poznać świat pięknych i majestatycznych maszyn, świat, który już odchodzi w przeszłość, przydatne będą poniższe linki.  

 

 

www.parowozy.net

Kraina Żywych Maszyn

„Niniejszy serwis jest poświęcony parowozom pracującym na terenie Polski. Znaleźć tu można opisy różnych serii parowozów, a także opisy budowy i sposoby działania różnych podzespołów parowozu. No i oczywiście zdjęcia. Dużo zdjęć.
A dlaczego „Kraina żywych maszyn”? Ano dlatego, że jak się przechodzi obok parowozu pod parą, to się ma wrażenie, że on żyje”

 

http://www.psmk.org.pl/index.php?id=depo

Polskie Stowarzyszenie Miłośników Kolei

 

http://www.parowozy.com.pl/

Parowozy z Wolsztyna

 

http://www.parowozowniawolsztyn.pl/

oficjalna strona parowozowni w Wolsztynie

 

http://www.eraparowozow.pl/

Fundacja Era Parowozów

 

http://www.thewolsztynexperience.org/

Stowarszyszenie Ochrony Kolei Żelaznych w Polsce – strona w języku angielskim

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki