Logo Przewdonik Katolicki

Pogoda na jutro

Michał Bondyra
Fot.

Matematyczne modele, cała gama przyrządów, masa obliczeń, do tego pracujący 24 godziny na dobę przez cały rok ludzie. Prognoza pogody nie zawsze jednak się sprawdza. Bo w kilkudziesięciosekundowej prezentacji telewizyjnej nie da się oddać przebiegu pogody na obszarze takim jak ma Polska wyjaśnia pracujący ponad 40 lat jako synoptyk Eugeniusz Szwed.

 

Matematyczne modele, cała gama przyrządów, masa obliczeń, do tego pracujący 24 godziny na dobę przez cały rok ludzie. Prognoza pogody nie zawsze jednak się sprawdza. – Bo w kilkudziesięciosekundowej prezentacji telewizyjnej nie da się oddać przebiegu pogody na obszarze takim jak ma Polska – wyjaśnia pracujący ponad 40 lat jako synoptyk Eugeniusz Szwed.

 

Definicja prognozy pogody mówi, że jest to „określenie przyszłego najbardziej prawdopodobnego stanu pogody w danym miejscu lub na danym obszarze na podstawie znajomości jej stanu obecnego i znajomości praw rządzących procesami atmosferycznymi”. Brzmi dość prosto, jednak sam proces tworzenia prognozy już taki prosty nie jest. Punktem wyjścia jest stan faktyczny, czyli zbieranie różnych danych w różnych miejscach o pogodzie rzeczywistej. – Jest to proces ciągłych pomiarów wykonywanych przez narodowe służby meteorologiczne. Co godzinę w stacjach synoptycznych mierzy się podstawowe elementy takie, jak: wielkość zachmurzenia, rodzaj chmur, zjawiska występujące podczas obserwacji, temperaturę, wilgotność, kierunek i prędkość wiatru oraz ciśnienie – wylicza Eugeniusz Szwed, kierownik Biura Prognoz Meteorologicznych poznańskiego oddziału Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej (IMGW).

Z samolotu, boi i ogródka
Stacje synoptyczne, których w Polsce jest 61, wyglądają niepozornie. – W typowej stacji synoptycznej jest tzw. ogródek meteorologiczny, czyli wydzielony, opłotowany obszar o trawiastym podłożu, na którym stoją tzw. klatki meteorologiczne, czyli budki z ożebrowanymi ścianami. Jest tam także zestaw termometrów, wiatromierz, deszczomierz, poletko meteorologiczne, na którym mierzy się temperatury przygruntowe i w głąb gruntu – wyjaśnia Szwed, dodając, że w tej chwili te wszystkie przyrządy zastępują automatyczne czujniki, które wszelkie zmiany rejestrują w sposób ciągły. Czujniki nie są jednak doskonałe. – Stacje automatyczne nie rozpoznają wielkości zachmurzenia czy rodzaju chmur, co skutkuje tym, że nie dają kompletnych danych wyjściowych do prognozowania. Wymienione elementy musi pomierzyć człowiek – mówi kierownik poznańskiego Biura Prognoz Meteorologicznych IMGW, w którym pracuje siedem osób. – Praca jest całodobowa i trwa siedem dni w tygodniu przez okrągły rok – wyjaśnia.
Dane pochodzą jednak nie tylko ze stacji synoptycznych. – Są też stacje klimatyczne, które wykonują tylko część pomiarów i nie co godzinę, stacje opadowe, stacje telemetryczne, wykonujące pomiar wielkości opadów i pewnych elementów meteorologicznych. Nie można zapomnieć też o stacjach pionowych przekrojów atmosfery, których w Polsce mamy trzy. To one dwa razy na dobę sondują atmosferę, mierząc ciśnienie, temperaturę, wiatr i wilgotność na wskazanych wysokościach. Poza tym mamy dane pochodzące z satelitów meteorologicznych, z obserwacji radarowych, pozyskiwane z samolotów, które przelatując stale na określonych trasach i w określonym czasie podają wyniki pomiarów. Na oceanach i morzach mamy też boje pomiarowe – wylicza synoptyk z 40-letnim stażem. Te wszystkie dane synoptycy zbierają do baz, tworząc tzw. mapy synoptyczne, które stanowią pewien poglądowy obraz warunków pogodowych na danym obszarze.

Dla prezydenta, TVN-u i inwestora
Mając te wszystkie dane i mapy synoptyczne, można zacząć prognozowanie. Robi się to dwiema metodami: synoptyczną i numeryczną. Ta pierwsza jest tworzona przez człowieka, druga przez model matematyczny na komputerze wielkiej mocy. – Bazą metody synoptycznej są przyziemne mapy i mapy głównych poziomów przekroju atmosfery. Człowiek posiadający odpowiednią wiedzę i doświadczenie, ale i tzw. nosa, umie wyciągnąć z posiadanych danych odpowiednie wnioski. Sęk w tym, że kilku synoptyków przy tym samym materiale może te wnioski wyciągnąć różne i choć finalna prognoza będzie zbliżona, to będzie się ona różnić poszczególnymi elementami – tłumaczy Szwed. Bardziej obiektywna jest metoda numeryczna. – Wprowadzamy do modelu pewne wartości, które zawsze dadzą taki sam wynik – mówi. Ale i ona nie jest pozbawiona wad. – Utrzymanie sprzętu, który w krótkim czasie przerabia miliony danych, jest bardzo kosztowne. Poza tym każdy model ma to do siebie, że musi mieć jeszcze korektę człowieka, który ubierze wyniki w obraz zrozumiały dla odbiorcy – przekonuje synoptyk.
Odbiorcy prognoz IMGW są różni. Generalnie jednak dzielą się na statutowych i komercyjnych. – Ustawa o prawie wodnym, której podlegamy, mówi, że przekazywać informacje oraz ostrzegać mamy obowiązek 41 takich odbiorców, począwszy od prezydenta Polski na wojewodzie kończąc – wyjaśnia. Wolny rynek i konieczność zdobycia dodatkowych finansów rynek odbiorców poszerza także o wspomnianych już komercyjnych. – W przypadku mediów jest to duży rozrzut. Część bierze od nas gotowe prognozy, inni, jak Telewizja Publiczna czy TVN, mają własne zespoły prognoz meteorologicznych, więc od nas kupują tylko informacje wyjściowe – mówi Szwed. Są też i tacy, którzy swoje działania uzależniają od warunków pogodowych. Inwestują duże pieniądze i nie chcą, by zostały one przez panującą pogodę zmarnowane. – Budowanie autostrady i wylewanie asfaltu na dużej powierzchni to niezwykle kosztowna inwestycja, wymagająca do tego reżimów temperaturowych i opadowych. Inwestor musi wiedzieć, kiedy nie będzie padać, by mógł bez niebezpieczeństwa zniszczenia towaru, zaprząc do pracy 10 wywrotek z masą bitumiczną – mówi obrazowo kierownik Biura Prognoz Meteorologicznych poznańskiego IMGW. – On chce mieć prognozę, która się sprawdzi w możliwie wysokim procencie – dodaje.

Przewidzieli powódź…
Jak zapewnia Szwed, w prognozach funkcjonuje zasada: im krótszy okres wyprzedzenia, tym dokładność prognoz większa, dlatego nie dziwi fakt, że najbardziej sprawdzalne są prognozy krótkoterminowe. – One są tworzone na okres do 48 godzin. Metody statystyczne pokazują, że ich sprawdzalność jest na poziomie 85-95 proc. Wysoką sprawdzalność mają też prognozy tworzone do 5-7 dni, czyli średnioterminowe. Prawdopodobieństwo ich sprawdzenia oscyluje w granicach 75-85 proc. Ostatnio dla celów operacyjnych tworzy się też prognozy bardzo precyzyjne 4-6 godz. tzw. newcastingowe. Długoterminowe i tworzone w niektórych ośrodkach prognozy sezonowe nie podlegają tej klasyfikacji. Wszystko jednak zależy też od samej pogody: czym jest ona stabilniejsza, tym skuteczność prognozy rośnie. Przy rozchwianej atmosferze, przejściowych porach roku, ten rozrzut jest trochę większy – wyjaśnia synoptyk z 40-letnim stażem.
Czy ten rozrzut miał miejsce w przypadku powodzi, która zaczęła się z 15 na 16 maja w południowo-wschodniej części naszego kraju? – Nie, już 14 maja w piątek, na specjalnie zorganizowanej dla mediów konferencji, synoptyk ostrzegał, że jeśli prognozy ilościowe i czasowe opadów w tym rejonie sprawdzą się, to w 90 proc. będziemy mieli powódź. Niestety się nie pomylił – odpowiada z żalem Eugeniusz Szwed, dodając, że wszelkie sygnały o możliwej powodzi z 48-godz. wyprzedzeniem dostali odbiorcy statutowi, a rolą IMGW jest tylko informowanie i ostrzeganie o niekorzystnych zmianach pogodowych.

…trąby już nie
Niektórych zmian jednak najlepszy nawet sprzęt i najbardziej doświadczony synoptyk, jakim jest niewątpliwie choćby Eugeniusz Szwed, nie można przewidzieć. Dotyczy to chociażby trąb powietrznych. – To takie minitornada. Mogą towarzyszyć gwałtownym burzom, masie zwrotnikowej powietrza, które niedawno przeszły nad Polską. Samo prawdopodobieństwo wystąpienia tego zjawiska jest możliwe do prognozowania, ale przez jego lokalność i krótkotrwałość praktycznie nie jesteśmy w stanie go zlokalizować – tłumaczy. Podobnie rzecz ma się z wartością opadów, szczególnie typu burzowego. – To są zjawiska rozprzestrzenione na danym obszarze o wymiarze chmury o średnicy 20-30 km, która tylko na niewielkim obszarze daje gwałtowny opad, a parę kilometrów obok jest sucho i świeci słonce. Wówczas ilość wody, która spadnie z tej chmury, trudno oszacować – przyznaje synoptyk.
Skoro o szacunkach mowa, to Szwed wyjaśnia też, skąd biorą się rozbieżności między tym, co oglądamy w prognozie pogody, a stanem faktycznym: „Prognoza nie sprawdza się szczególnie w lecie, gdy zmienność czasowo-przestrzenna jest bardzo duża, bo w kilkudziesięciosekundowej prezentacji telewizyjnej nie da się oddać przebiegu pogody na obszarze tak dużym jaki ma Polska”. Przyczyną niezgodności prognozy ze stanem faktycznym może też być to, gdzie temperatura została zmierzona. – W stacji meteorologicznej standardowo temperaturę mierzy się na poziomie dwóch metrów od gruntu. To jest wartość reprezentatywna. Pomiar w wyższym lub niższym miejscu, ale i miejscu na przykład bardziej zacienionym lub nasłonecznionym sprawia, że różnica może wynosić nawet kilka stopni – przekonuje kierownik Biura Prognoz Meteorologicznych IMGW. Ostatnią najbardziej prozaiczną przyczyną rozbieżności między prognozą a rzeczywistością jest… lenistwo człowieka. – Media pokazujące prognozę pogody korzystają często żywcem z obliczeń numerycznych, nie zadając sobie trudu, by zweryfikować to co widzą – kończy synoptyk.



 

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki