Logo Przewdonik Katolicki

Bez złudzeń

Joanna Sopyło
Fot.

Ukończyła biologię na Uniwersytecie Warszawskim, pracowała m.in. z niewidomymi, w 1996 r. zdobyła tytuł Kobieta Roku, przyznawany przez miesięcznik Twój Styl - siostra Małgorzata Chmielewska, przełożona Wspólnoty Chleb Życia w Polsce.

 

Ukończyła biologię na Uniwersytecie Warszawskim, pracowała m.in. z niewidomymi, w 1996 r. zdobyła tytuł „Kobieta Roku”, przyznawany przez miesięcznik „Twój Styl” - siostra Małgorzata Chmielewska, przełożona Wspólnoty Chleb Życia w Polsce. 

 

Na jednym z serwisów internetowych napisano o Siostrze - bizneswoman. Wydaje się, że punktem styczności między działalnością we Wspólnocie Chleb Życia i biznesem jest zarządzanie - domem w Zochcinie, działaniami całej wspólnoty, sztabem ludzi…

- Na początku musiałam zorganizować wszystko, zająć się rozliczeniami, a to pochłaniało wiele czasu. Jednak jesteśmy wspólnotą, więc teraz nie zajmuję się wszystkim sama. Przybywa chętnych do pomocy, niektórzy pracownicy wywodzą się z naszych domów, zgłaszają się młodzi ludzie. Gdyby wszystko opierało się na mnie, w momencie mojej śmierci przestałoby funkcjonować, a na to nie możemy sobie pozwolić. Poza tym to nie my rządzimy, tylko Bóg i trzeba mieć zaufanie, że gdy podejmujemy jakąś inicjatywę, On przyśle ludzi.

 

Wystarcza ich do wszystkich prac?

- Zdarza się, że jedna osoba opiekuje się dwoma domami, moi współpracownicy pełnią 3-4 funkcje jednocześnie i pracują od świtu do nocy. Zawsze mogłoby być więcej ludzi, ale trzeba radzić sobie z tymi, którzy są.

 

Co udaje się dokonywać ludziom skupionym w „Chlebie Życia”?

- W stosunku do jednostek codziennie udaje się coś zrobić. Ostatnio rozmawiałam z panem, bezdomnym od 20 lat, którego skierowała do nas Ambasada Polska z Luksemburga. Gdy trafił do naszego domu, był schorowany, ale popadł w konflikt z jednym z mieszkańców i chciał ponownie ruszyć w świat. Namówiłam go, żeby zamieszkał w naszym schronisku dla chorych. Zaczęliśmy załatwiać mu dokumenty i będziemy starać się o stały zasiłek lub rentę. To potrwa kilka miesięcy, ale nie wiem, czy w tym czasie on nie powróci do bezdomności.

Poza tym w schroniskach trzeba się zajmować codzienną pracą: przygotowaniem posiłków, odwiezieniem dzieci do szkoły. W sumie prowadzimy siedem domów dla ludzi bezdomnych, fundusz stypendialny dla ponad 500 młodzieży, trzy warsztaty pracy dla bezrobotnych, przedszkole i świetlicę dla dzieci ze wsi.

 

Siostra, oprócz obowiązków wspólnotowych, uczestniczy w konferencjach, spotkaniach. Jakie doświadczenia przekazuje Siostra tym, którzy przychodzą słuchać?

- Zawsze przypominam, że mamy trzy adresy, pod którymi możemy szukać Chrystusa i jednym z nich jest człowiek ubogi, który nie może być wyłączony ze społeczeństwa. Nie możemy traktować go jako podmiotu czy przedmiotu naszej troski, tylko jako brata czy siostrę, w których obraz Jezusa uległ deformacji. Często to nie my pomagamy im, ale oni nam, a ubogi to taka osoba, która może zjednoczyć ludzi. My – chrześcijanie zostaliśmy powołani, żeby zmieniać świat z brzydkiego na piękny.

 

Jakie są pozostałe dwa adresy?

- Eucharystia i Kościół jako wspólnota, Tradycja, Pismo Święte.

 

Pracy Siostrze nie brakuje, a ludzi często przerastają codzienne obowiązki. Jak odnajdywać w sobie siłę do ich wypełniania?

- Nie na wszystko mam siłę i czas, bo jestem tylko człowiekiem. Staram się co jakiś czas porządkować swoje życie. Decyduję, czy dane zajęcie wymaga kontynuacji, czy ja je muszę wykonywać, a jeżeli nie, to kto może mnie zastąpić.

Z codziennymi czynnościami jest jak z czyszczeniem wulkanu przez Małego Księcia – przyzwyczajamy się do nich i jesteśmy przekonani, że nie możemy bez nich, a one bez nas, żyć. Sztuką jest oderwanie się od niektórych czynności i zdanie sobie sprawy, że to, co robimy to dzieło Pana Boga, a więc nie należy do nas.

 

Takie decyzje trudno podjąć, szczególnie w dzisiejszych czasach.

- Żyjemy złudzeniami, których dostarcza nam społeczeństwo konsumpcyjne. Reklamy mówią, że osiągniemy pełnię szczęścia, jeżeli kupimy taki, a nie inny proszek do prania, nową komórkę, aparat fotograficzny czy cokolwiek innego. Pozory zakorzeniają się w nas tak głęboko, że tracimy zdolność nawiązywania prawdziwych ludzkich kontaktów. Zostajemy z pustymi rękoma, bo kolejny gadżet, mąż, żona, seks, samochód, nie zaspokajają tego, co w nas najgłębsze, czyli potrzeby miłości, pokoju i harmonii.

 

Siostra jednak podjęła taką decyzję – poświęcenia swojego życia dla innych.

- Nie traktuję tego jako poświęcenia się dla innych. To inna forma życia, która cały czas pozostaje moim życiem, bo z niczego nie zrezygnowałam. Chrystus codziennie stawia na naszej drodze proroka - koleżankę, bezdomnego, babcię czy teściową. Czasem jest to prorok z problemami, czasami bez. Chrystus pyta, czy chcemy go przyjąć i czy mu pomożemy. Ja po prostu przyjmuję kolejne osoby czy zadania, które Pan Bóg stawia na mojej drodze.

Możemy zamknąć oczy i udawać, że nie widzimy, ale pamiętajmy, że w spowiedzi powszechnej spowiadamy się też z zaniedbania, a rzadko kiedy zastanawiamy się, co ono znaczy. To nie znaczy zrobić coś złego, ale nie zrobić niczego wobec osoby czy zjawiska, na które trafiamy. Ze złego czynu zawsze może wyniknąć z tego coś dobrego, bo istnieje punkt odniesienia, błąd do naprawienia. Jeżeli nie zrobimy nic, pojawia się pustka, od której nie można się odbić.

 

Z tego co Pan Bóg stawia ludziom na drodze, ma wypływać nauka. Jakie wskazówki można odnaleźć w istnieniu reklam, zachęcaniu do ciągłego wydawania pieniędzy?

- Podczas niedawnych rekolekcji dla młodzieży, w jednej z kolorowych gazet, które kupuję na takie okazje, znalazłam wypowiedź polskiego aktora, który właśnie „zamienił” swoją żonę na młodszą partnerkę. Dojrzały mężczyzna dopiero teraz przyznał, że w życiu nie powinno liczyć się nic poza rodziną i Kościołem. Żeby dojść do takiego wniosku, trzeba skrzywdzić siebie i zostawić „trupy” w postaci nieślubnych dzieci, nieszczęśliwych ludzi? Doświadczenie nie jest przekazywalne, a Pan Jezus nie bije nas po głowie, żeby wytłumaczyć, co chce nam przekazać. On mówi: to jest droga, która da ci szczęście, doprowadzi do wolności. Tłumaczy: nie popełniaj błędu, za który później zapłacisz.

 

Pojawia się kolejna prawda o naturze człowieka, który zawsze chce robić wszystko sam.

- Moja niespełna 2-letnia wnuczka nie chce, żeby ktokolwiek jej pomagał siadać na sedesie i próbuje to za wszelką cenę robić sama, i nie zawsze jej się udaje. Pozwalam jej działać samodzielnie, ale cały czas jestem blisko i ją asekuruję. Pan Jezus też tak postępuje wobec ludzi - jest blisko i jak pupa wpada w sedes i człowiek zaczyna krzyczeć, wtedy on podaje rękę. 

 

Jakiś czas temu „adoptowała” Siostra pięcioro dzieci, które traktują Siostrę jak matkę. Dzisiaj mają już one swoje dzieci. Jaką Siostra jest dla nich babcią?

- Trzeba byłoby poprosić moje wnuczki o wystawienie mi ocen. Myślę, że starsza przyznałaby mi wyższe noty niż młodsza. 

 

Rozpuszcza je Siostra?

- Rzadko się widujemy, ale gdy już są u mnie, rozpuszczam je do granic możliwości i bezpieczeństwa.

 

   

 

 

 

 

 

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki