Logo Przewdonik Katolicki

Tylko ryby głosu nie mają

Łukasz Wojciechowski
Fot.

W ostatnim czasie coraz więcej słyszymy o wyborach. Fakt ten nie dziwi wcale. W tym roku przypadają bowiem zarówno prezydenckie, jak i samorządowe. I znowu się zacznie: Ja w tych wyborach udziału nie biorę, nie interesuje mnie polityka albo: nie ma na kogo gosować.

 

W ostatnim czasie coraz więcej słyszymy o wyborach. Fakt ten nie dziwi wcale. W tym roku przypadają bowiem zarówno prezydenckie, jak i samorządowe. I znowu się zacznie: “Ja w tych wyborach udziału nie biorę”, “nie interesuje mnie polityka” albo: “nie ma na kogo gosować".

 

Ile czasu musi jeszcze upłynąć, by społeczeństwo doceniło, jak ogromnym dobrem jest demokracja i chciało korzystać z jej dobrodziejstw? Jedyna w swoim rodzaju możliwość, by iść do urn i oddać głos według własnego upodobania, zgodnie z przekonaniem, poglądami i, co najważniejsze, sumieniem.

Z ogromnym niepokojem obserwuję niską od lat frekwencję wyborczą. W pierwszej turze poprzednich wyborów prezydenckich wyniosła ona niespełna 51 proc., w wyborach parlamentarnych, niecałe 54 proc. (co i tak stanowiło sukces względem 40,57 proc. Z 2005 r.). To wstyd i hańba! Ta obojętność, te frazesy o braku zainteresowania polityką, to choroba – nowotwór złośliwy naszego społeczeństwa.

Choć trudno to zbadać, idę o zakład, że na obecną władzę najbardziej narzekają ci nieaktywni obywatelsko. Ludzie nie zważają na to, że głos oddany “tu i teraz” ma znaczący wpływ na ich przyszłość. Nie trzeba być politologiem, by poznać hasła programowe największych partii w Polsce. W okresie przedwyborczym szeroko dostępne są również szczegółowe programy poszczególnych ugrupowań.

To, czy po dojściu do władzy partia, na którą oddaliśmy głos, wywiąże się z danych wyborcom obietnic, stanowi odrębny temat. Zrobiłeś, co mogłeś, by było lepiej. Swój żal możesz, czy wręcz powinieneś wyrazić, ale tylko wtedy, gdy głosowałeś. Następnym razem możesz także wybrać inaczej.

W dziejach demokracji historia sprawiła nam już niejednego tragicznego “psikusa”. Spójrzmy choćby na Zachód. Nie, nie na Stany Zjednoczone. U naszych sąsiadów zza Odry w 1933 r. wybory parlamentarne wygrał sojusz dwóch ugrupowań – NSDAP i DNVP, w efekcie czego na czele Rzeszy, jako jej kanclerz, stanął Adolf Hitler. O konsekwencjach tego wyboru aż przykro pisać. Za unicestwienie wielu milionów istnień ludzkich możemy “podziękować” w równym stopniu tym, którzy swym głosem poparli Hitlera, jak i tej części wolnych obywateli, która nie udała się wówczas do urn wyborczych.

Zapewne nie interesowała ich polityka.

 

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki