Logo Przewdonik Katolicki

Samobóje w kościele

o. Leonard Bielecki OFM
Fot.

Denerwuje mnie.


Denerwuje mnie, jak ktoś żuje gumę w kościele. Najnowsze doświadczenia z rekolekcji szkolnych uświadamiają mi pewien problem. Brak szacunku. Nie myślę tylko i wyłącznie o nieposzanowaniu miejsca, jakim jest dom Boży, o aroganckim zachowaniu i mocowaniu się dwóch autorytetów: 15-latka i kapłana prowadzącego naukę, 15-latka i nauczyciela próbującego zaprowadzić porządek, 15-latka i jego samego, bo przecież, bądź co bądź, robienie z siebie pośmiewiska to także brak szacunku, ale tym razem dla własnej osoby. Ten brak to pewnie również wynik konsekwentnego urabiania świadomości, że wolność powala mi na wszystko. I oczywiście karność. Jej chyba też brakuje.
Gdzie leży granica? Otóż nie mogę złamać prawa do wolności drugiego człowieka. Już tłumaczę. Jeśli jestem w kościele i wydawać się może, że naturalną koleją rzeczy jest to, że mam prawo do atmosfery modlitewnej, to prawo to zostanie złamane, jeśli ktoś obok mnie zacznie rozmawiać, śmiać się i wygłupiać. Czasami prawa człowieka określa także konkretna sytuacja czy miejsce. W świątyni obowiązują inne zasady niż w markecie czy w kinie. Mało tego, w kościele obowiązuje inny język, język modlitwy, inny strój - bardziej godny niż wygodny, inna postawa – nie: nasz klient nasz pan, lecz Pan jest jeden. W kościele nie leżę na hamaku, tylko klęczę. Komórka jest wyciszona, a jeszcze lepiej zupełnie wyłączona.
O prawo do sacrum w świątyni trzeba czasami walczyć. Nie muszę się tłumaczyć, że potrzebuję skupienia, nie muszę się tłumaczyć, że coś przeżywam i chcę z Bogiem o tym porozmawiać, nie muszę się tłumaczyć, że jestem człowiekiem wierzącym, zatem przeszkadza mi, jeśli ktoś rozrabia w miejscu, które uważam za święte. Czy strach przed krytyką nie paraliżuje nas tak bardzo, że boimy się stanąć w obronie tak fundamentalnej zasady, jaką jest cisza w kościele? Czy naprawdę musimy strzelać sobie gole do własnej bramki i czekać, aż ludzie, którzy niczego nie szanują, zepchną nas, katolików, do kruchty
i wmówią, że to ich prawo? I denerwuje mnie, jak ktoś żuje gumę w kościele.



 

Denerwuje mnie, jak ktoś żuje gumę w kościele. Najnowsze doświadczenia z rekolekcji szkolnych uświadamiają mi pewien problem. Brak szacunku. Nie myślę tylko i wyłącznie o nieposzanowaniu miejsca, jakim jest dom Boży, o aroganckim zachowaniu i mocowaniu się dwóch autorytetów: 15-latka i kapłana prowadzącego naukę, 15-latka i nauczyciela próbującego zaprowadzić porządek, 15-latka i jego samego, bo przecież, bądź co bądź, robienie z siebie pośmiewiska to także brak szacunku, ale tym razem dla własnej osoby. Ten brak to pewnie również wynik konsekwentnego urabiania świadomości, że wolność powala mi na wszystko. I oczywiście karność. Jej chyba też brakuje.

     Gdzie leży granica? Otóż nie mogę złamać prawa do wolności drugiego człowieka. Już tłumaczę. Jeśli jestem w kościele i wydawać się może, że naturalną koleją rzeczy jest to, że mam prawo do atmosfery modlitewnej, to prawo to zostanie złamane, jeśli ktoś obok mnie zacznie rozmawiać, śmiać się i wygłupiać. Czasami prawa człowieka określa także konkretna sytuacja czy miejsce. W świątyni obowiązują inne zasady niż w markecie czy w kinie. Mało tego, w kościele obowiązuje inny język, język modlitwy, inny strój - bardziej godny niż wygodny, inna postawa ? nie: nasz klient nasz pan, lecz Pan jest jeden. W kościele nie leżę na hamaku, tylko klęczę. Komórka jest wyciszona, a jeszcze lepiej zupełnie wyłączona.

     O prawo do sacrum w świątyni trzeba czasami walczyć. Nie muszę się tłumaczyć, że potrzebuję skupienia, nie muszę się tłumaczyć, że coś przeżywam i chcę z Bogiem o tym porozmawiać, nie muszę się tłumaczyć, że jestem człowiekiem wierzącym, zatem przeszkadza mi, jeśli ktoś rozrabia w miejscu, które uważam za święte. Czy strach przed krytyką nie paraliżuje nas tak bardzo, że boimy się stanąć w obronie tak fundamentalnej zasady, jaką jest cisza w kościele? Czy naprawdę musimy strzelać sobie gole do własnej bramki i czekać, aż ludzie, którzy niczego nie szanują, zepchną nas, katolików, do kruchty
i wmówią, że to ich prawo? I denerwuje mnie, jak ktoś żuje gumę w kościele.

 

 

 

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki