Grażyna Jaśkowska, córka kapitana Kazimierza Rogoziewicza, przyjaciela legendarnego generała Emila Fieldorfa – Nila.
Urodziła się Pani w patriotycznej rodzinie, której losy pisała wojskowa służba Pani ojca…
- To prawda. Wiem, że ojciec w wojsku, pomimo bardzo młodego wieku, pozostał pod wpływem Józefa Piłsudskiego. Ponieważ uważał, że dla Ojczyzny należy się kształcić, podjął naukę w szkole oficerskiej, po ukończeniu której został skierowany do Wilna, gdzie służył w elitarnym I pułku Legionów. W pewnym momencie z niewiadomych mi powodów przeprowadzał ćwiczenia w 62. pułku piechoty w Bydgoszczy, gdzie poznał moją mamę. W 1928 r. rodzice się pobrali. Ponieważ nie było mowy, żeby tatę przenieśli na stałe do Bydgoszczy, przez pierwsze dwa lata małżeństwo rodziców można było nazwać „nieustannie dojeżdżającym”, bo faktycznie stale podróżowali między Bydgoszczą a Wilnem. Ja przyszłam na świat w 1930 r. Ponieważ wówczas bardzo nieprzychylnie patrzono na takie rozdzielenie rodziny, gdyż słusznie uważano, że źle to wpływa zarówno na pracę, służbę żołnierską, jak i rodzinę, zobowiązano ojca do sprowadzenia nas na stałe do Wilna. Tak też się stało, gdzie mieszkaliśmy do 1936 r. przy ul. Zakrytowej. W tym bowiem roku ojca przeniesiono do Bydgoszczy. Ta zmiana bardzo uszczęśliwiła moją mamę, ojcu i mnie z kolei bardzo było tęskno za Wilnem. Brakowało nam ogromnej serdeczności tamtejszych ludzi, tego niezwykłego i niepowtarzalnego klimatu, jaki tam panował. Doskonale pamiętam nasze spacery po tym pięknym mieście, jak ojciec z wyjątkową starannością pokazywał mi wszystkie najcenniejsze jego zabytki.
Czas Wilna to także niespodziewane spotkanie dwóch przyjaciół: Pani ojca oraz generała Emila Fieldorfa. Kiedy drogi obu panów spotkały się po raz pierwszy?
- Poznali się na kursach szkoleniowych w szeregach krakowskiego Związku Strzeleckiego, gdy razem przygotowywani byli z grupą ochotników do czynów, które jak się później okazało, miały zmienić oblicze Europy. Wymaszerowali w piękny poranek 6 sierpnia 1914 r. z krakowskich Oleandrów, młodzi, pełni szalonego zapału, ubrani w mizerne szare mundury, właściwie bez stosownego wyposażenia wojskowego i sprzętu bojowego. Szli, wierząc Piłsudskiemu, że wywalczą niepodległość ukochanej Ojczyźnie. To były Legiony, które były zalążkiem polskiej armii. Ojciec z Emilem Fieldorfem, ramię w ramię, walczyli w Legionach przez cztery lata, do końca I wojny światowej. Późniejsze rozkazy skierowały ich do różnych pułków. Kolejne spotkanie miało miejsce w 1922 r., kiedy Fieldorf powrócił do swojego macierzystego I pułku piechoty Legionów w Wilnie. To spotkanie jednak odbyło się po dość dramatycznych przeżyciach, po wojnie bolszewickiej, którą Emil Fieldorf zakończył czterokrotnie nadanym Krzyżem Walecznym. Mój ojciec, ranny w nogę, trafił do lazaretu. Radość spotkania przyjaciół była tak ogromna, że przesłoniła wszystkie przykre przeżycia. I choć Fieldorfa ze względu na błyskawiczny awans oraz coraz odpowiedzialniejsze funkcje stale gdzieś przenoszono, to zawsze choć na krótko powracał do Wilna, gdzie z tatą nie tylko wspominali czas Legionów, ale także wnikliwie poznawali zabytki miasta, które oboje bardzo pokochali. Często wspominam nasze wspólne spacery, wędrowałam pośrodku nich, czułam się zawsze bezpieczna, ponieważ ich męskie, zdecydowane dłonie mocno trzymały moje małe rączki. Tak we trójkę poznawaliśmy piękno ziemi kresowej, jej tradycję oraz niezwykle szczerych i gościnnych jej gospodarzy.
Jakim człowiekiem był generał Emil Fieldorf?
- Przede wszystkim, wbrew wyobrażeniom, był dość niskim i drobnym mężczyzną. Wspominam go, jako bardzo serdecznego, miłego, szlachetnego, pełnego humoru i ciepła człowieka. Miał wielką słabość do lodów, które i ja uwielbiałam, dlatego gdy razem spacerowaliśmy, zawsze korzystał z chwili i kupował niesamowite ilości tego zimnego przysmaku. Pamiętam, że raz nawet moja mama musiała w tej sprawie interweniować, bo ilość lodów przez nas zjedzonych była, delikatnie mówiąc, mało rozsądna. Nigdy nie zapomnę również prezentu, jaki dostałam w tamtym czasie od podpułkownika Fieldorfa. Pod krakowskimi Sukiennicami kupił mi skórzaną góralską torebkę, taką „prawdziwie dorosłą”, piękną… Miałam wówczas dziewięć lat, minęło więc od tego dnia prawie 70 lat, a pamiętam go tak dokładnie, jakby to było wczoraj. Ponieważ trzy tygodnie później skończyło się moje dzieciństwo, skończył się mój wspaniały, beztroski świat - wybuchła II wojna światowa.
Podobno był taki moment w Pani życiu, w którym kategorycznie stwierdziła Pani, że wstąpi do wojska?
- To było po przeniesieniu ojca do Bydgoszczy, nie chciałam się z tym faktem pogodzić. Ojciec mnie rozumiał. Na swoje usprawiedliwienie mogę powiedzieć, że byłam dzieckiem wojska. Ojciec w 1937 i 1938 r. zabrał mnie na prawdziwe wojskowe manewry, z których wspominam szczególnie dwie rzeczy, nieudolne czesanie moich warkoczyków oraz niewygodne łóżka. Reszta natomiast była wspaniała, ja, jedna mała dziewczynka i całe mnóstwo wspaniałego wojska pod dowództwem ojca. Musiałam w takich okolicznościach wyrosnąć na polskiego żołnierza. Dlatego, gdy zapowiedziałam ojcu, że zostanę żołnierzem, tato poszedł do krawca, który wyłącznie szył peleryny dla oficerów, i zamówił specjalną, jedyną w Bydgoszczy pelerynkę dla mnie. Proszę sobie wyobrazić moje szczęście i dumę, gdy mogłam w niej paradować. Na chwilę jednak chciałabym powrócić nie tyle do moich warkoczyków, ile do niezwykłej postaci, która je czesała, przyszłego pułkownika i wielkiego polskiego bohatera Łukasza Cieplińskiego. Ten wspaniały człowiek uczył mnie także jeździć konno. Podobnie jak generała Nila, po wojnie bestialsko męczyli go ludzie z Urzędu Bezpieczeństwa, wielokrotnie miał łamane kości, miażdżono mu nerki, jądra i inne narządy wewnętrzne. Również jego nie złamali, skazali na śmierć, a wyrok wykonano już za „rządów” Władysława Gomułki w 1957 r.! Gdy pluton egzekucyjny strzelał mu w serce, w ustach trzymał swój ukochany, cudem uratowany medalik… Był to człowiek ogromnej, żarliwej wiary, miłości do Boga i Ojczyzny. Miałam zaszczyt także jego w życiu spotkać.
W tamtym okresie na Pani drodze życia stanęła jeszcze jedna wspaniała postać – ks. Antoni Świadek, beatyfikowany przez Jana Pawła II w 1999 r.
- Był 1940 r., moja mama dowiedziała się od mojej matki chrzestnej, że w maleńkim kościółku w Siernieczku, kilka kroków od Bydgoszczy – Wschód, podczas Mszy św. śpiewa się po polsku. Dla nas to była wiadomość niesłychana, bowiem Bydgoszcz z bezwzględną konsekwencją zamieniano w niemiecki Bromberg. We wspomnianej świątyni spotkałam ks. Antoniego Świadka, który wpierw przygotowywał mnie do Pierwszej Komunii Świętej, a później z jego rąk po raz pierwszy przyjęłam Jezusa do serca. Podczas jednego ze spotkań ks. Świadek przytulił mnie do siebie, mówiąc: „Jesteś dzieckiem oficera Rzeczypospolitej, bądź dzielną dziewczynką, kochaj Boga i swoją Ojczyznę”. Dokładnie tych samych słów użył mój ojciec 30 sierpnia 1939 r., kiedy żegnając się przed wyruszeniem na wojnę, rozpaczliwie tulił mnie do siebie. Odebrałam je jako pozostawiony mi testament, który przez całe swoje życie starałam się wypełnić.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













